komiks i literatura

Performans i komiks w bibliotekach Quebecu

Mam szukać informacji o tym, co nowego w komiksie francuskim i francuskojęzycznym.

Nic z tego!

O szukaniu nie ma mowy: informacje same pchają się do oczu, jedna nowość wypiera drugą, impreza goni imprezę, a wszystko wydaje się ciekawe i godne upublicznienia.

Bardzo stresujące zajęcie…

W tym natłoku trafiają się jednak perełki, co do których nie mam wątpliwości, że pokazać je trzeba.

Dziś parę słów o grupie Parenthèses 9 z Quebecu. Jej członkowie organizują interdyscyplinarne spektakle, performanse, LaB Dessiné (warsztaty komiksowe). Jak to się odbywa – widać troszkę na zdjęciach umieszczonych na ich profilu Fb.

Misją grupy jest „wyprowadzenie komiksu poza plansze”, pokazanie siły 9. Sztuki (9e Art) jako narzędzia w kreowaniu multidyscyplinarnych wydarzeń artystycznych.

W październiku 2015 zaprezentowano spektakl nazwany Cases et possibles, łączący słowo, muzykę i obraz. Rysunki powstawały na żywo przed oczami publiczności, a tworzyli je rysownicy Parenthèses 9.

Na słowo złożyły się teksty współczesnych pisarzy: Margaret Atwood, Russela Banksa i Danny’ego Laferrièr’a.

Jak pisze recenzent: „powstałe w ten sposób dzieło sceniczne zniewala bogactwem słów i obrazów.”

Cases et possibles można było obejrzeć w siedmiu bibliotekach Quebecu.

Muszę powiedzieć, że chętnie wzięłabym udział w podobnym przedsięwzięciu.

[Napisała :: Magda]

Reklamy

Alfabet z dymkiem – C (ciąg dalszy ciągu dalszego)

Nie dość, że zalegam, nie dość, że opóźnienia, to jeszcze ciągle coś nowego się pojawia, wyskakuje, przypomina. Jeśli kiedyś skończę literkę C, a do tego przestaną do mnie wracać A i B, trzeba to będzie jakoś uczcić. Chałwą. Kawą. I papierosem.

Do rzeczy. Dziś końcówka literki C (chyba że w przyszłości coś się przypomni, albo ktoś coś słusznie wytknie).

Howard Cruse – urodzony w 1944 roku w Alabamie, w południowo-wschodniej części USA, twórca związany z pismem Gay Comix. W Polsce ukazał się dotąd tylko jeden tytuł jego autorstwa, ale też jest to bardzo ciekawy, jeśli nie jeden z najciekawszych komiksów wydanych w naszym kraju. Stuck Rubber Baby to opowieść o odkrywaniu i budowaniu tożsamości homoseksualisty w trudnych latach sześćdziesiątych XX w. Cała opowieść została ukazana na tle ogromnych przemian, które w owym czasie miały miejsce w USA – walka z segregacją rasową, epoka dzieci kwiatów, a w to wszystko wpisany los człowieka, który początkowo nie może się pogodzić z własną seksualnością (a pamiętajmy, że być homoseksualistą w latach sześćdziesiątych XX w., a być nim dziś to dwie (jednak) bardzo różne sprawy. Komiks Cruse’a jest niezwykły zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej. Na tym przykładowym kadrze widać, jak bardzo Cruse przy swoim opus magnum się napracował. Strona Cruse’a :: tutaj ::

stuck-rubber-baby-plansza-3

:: stąd ::

Cubitus – humorystyczny komiks belgijski autorstwa Luca Dupanloupa (pseudonim, pardon, Dupa – serio) o wielkim, charakterystycznym psie Cubitusie i jego panu, Semaforze. Po śmierci twórcy w 2005 roku serię przejęli dwaj inni autorzy (Pierre Aucaigne i Michel Rodrigue) i była publikowana odtąd pod tytułem Nowe przygody Cubitusa (Les nouvelles aventures de Cubitus). Cubitus jest szalenie sympatycznym, antropomorficznym psem, który zamieszkuje na przedmieściach ze swym panem. Jego najgorszym wrogiem jest mieszkający po sąsiedzku czarno-biały kot Sénéchal. Ukazało się 39 albumów autorstwa Dupanloupy i 5 duetu Aucaigne i Rodrigue. Co ciekawe, fanowską stronę zrobili mu Niemcy. W Polsce niestety Cubitus się nie przyjął (może jakieś wznowienie?…). w 1990 roku ukazały się cztery odcinki nakładem nieistniejącego wydawnictwa Orbita, a w latach 2002-2003 Podsiedlik, Raniowski i Spółka wydali tomy 1-3. Szkoda, że się nie przyjął. Bo to bardzo sympatyczny psiak. Do tego pierwowzór amerykańskiej kreskówki Wowser.

Cubitus

:: stąd ::

Czarodziejka z Księżyca – przyznaję się bez bicia – nie czytałem i (trochę) wstyd mi, że nie czytałem. Ale popularność tej serii przypadła na czasy, gdy miałem inne rzeczy na i w głowie, niż nastolatki przemieniające się w superbohaterki i walczące ze złem (a właściwie ze Złem). Seria, w Polsce znana również pod angielskim tytułem Sailor Moon, została stworzona przez japońską mangakę (czyli twórczynię mang) Naoko Takeuchi. Zastanawiało mnie, dlaczego w tytule pojawia się słowo sailor i, jak się okazuje, źródłem są mundurki szkolne głównych bohaterek, na których Takeuchi wzowowała mundury wojowniczek. Seria w Polsce znana chyba przede wszystkim z serialu anime, który z pewnością był pierwszym impulsem dla wielu młodych osób (chyba szczególnie dziewcząt) do zainteresowania się Krajem Kwitnącej Wiśni i udaniu się w efekcie na japonistykę. A jeśli chcecie, możecie dołączyć do społeczności Sailor Moon. Motyw dla bibliotekarzy – trzy koty, Luna, Artemis i Diana – doradcy dzielnych wojowniczek.

sailormoon

Czas Komiksu – wydaje mi się, że zupełnie nieznany poza środowiskiem komiksowym magazyn, który ukazywał się w latach 1995-1998, czyli w czasie tzw. „wielkiej smuty” na polskiej scenie komiksowej. To między innymi dzięki takim miejscom, takim publikacjom, takim inicjatywom, jak założony przez Waldemara Jeziorskiego Czas Komiksu. Antologia mogli publikować młodzi twórcy, którzy niebawem stać się mieli najważniejszymi autorami (wówczas) młodego pokolenia, jak Krzysztof Gawronkiewicz, Przemysław Truściński, Jerzy Ozga, Jakub Rebelka i wielu innych. Wśród autorów pojawiają się także tak znane nazwiska jak Janusz Christa, Jerzy Szyłak, Wojciech Birek czy związany z „Fantastyką” Maciej Parowski.

czaskomiksu4

Aneks

Carl Barks – słusznie mi wytknięto, że to nazwisko się nie pojawiło. Jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy twórca, związany z disneyowską serią o Kaczogrodzie, którego zresztą był „stwórcą”. Wykreował takich bohaterów, jak Sknerus McKwacz, Bracia Be czy Goguś Kwabotyn (boskie imię). Will Eisner, legenda światowego komiksu, człowiek, który był jednym z twórców zmieniających oblicze opowieści obrazkowych, nadając im bardzo poważny rys (graphic novel), nazywał Barksa „Andersenem komiksu”. Jak można wyczytać w bardzo ciekawym artykule w Wikipedii (polecam do kawy), Carl Barks, gdy zmarł w wieku 99 lat (w 2000 roku), pozostawił po sobie 7500 stron komiksów, 190 okładek oraz 396 scenariuszy.  I mnóstwo roześmianych dzieciaków.

Carl_Barks_San_Diego_Comic_Con_1982:: stąd ::

Alison Bechdel – gdy dzisiaj zdałem sobie sprawę, że nie napisałem o tej urodzonej w 1960 roku autorce, pacnąłem się w me wysokie czoło. Co ciekawe, nikt mi tego braku (skandalicznego) nie wytknął. A podobnie jak wspomniany wyżej Stuck Rubber Baby Cruse’a, tak i komiks, świetny komiks Alison Bechdel Fun Home. Tragikomiks rodzinny porusza problem homoseksualizmu, budzenia się tożsamości, a przede wszystkim trudnych relacji z ojcem. Fun Home uznany został (słusznie) za jedną z najważniejszych powieści graficznych, jakie ukazały się na polskim rynku. To także jeden z tych komiksów, które doczekały się wielu omówień i recenzji nie tylko na portalach komiksowych, ale także literackich i poruszających problemy szeroko rozumianej kultury. Co więcej, gdy tytuł ten ukazał się w 2006 roku, niemal z miejsca został uznany za najważniejsze lub jedno z najważniejszych wydarzeń literackich. Mam wrażenie, że jest to także jeden z nielicznych komiksów omawianych na zajęciach ze studentami. Nie mogę się doczekać, kiedy w Polsce ukaże się jej kolejne dzieło, tym razem poświęcone relacjom między Bechdel a matką Are you my mother? A Comic Drama. Myślę, że podobnie jak Fun Home, będzie sporym wydarzeniem.

fun-home-plansza

I znów mi się przypomniało coś na „B”. Ale to może następnym razem…

Sieńczyk i inne zjawiska komiksowe

Dziś gościnnie na naszych łamach zgodził się opublikować swój tekst Marek Turek, jeden z ciekawszych twórców komiksu polskiego. Marek jest autorem m.in. cyklu „Fastnachtspiel”, komiksu „Bajabongo” oraz opublikowanego w zeszłym roku bardzo dobrego albumu „NeST”. Jego prace publikowane były (i są) w Polsce i zagranicą (m.in. w Czechach, Włoszech i USA). Publikuje także teksty poświęcone kulturze komiksowej (m.in. w Zeszytach Komiksowych), a także prowadzi dwa blogi: Piktogramy oraz Bazgrolnik. Można także zapoznać się z jego martwym blogiem (komiksem internetowym) Raptularz deliryczny.

***

16 maja środowisko komiksowe (ale nie tylko) zelektryzowała wieść, że komiks Macieja Sieńczyka „Przygody na bezludnej wyspie” został nominowany do Nagrody Literackiej Nike. Praktycznie rzecz biorąc, natychmiast po tej informacji pojawiły się spekulacje na temat tego, co takiej klasy nagroda może przynieść percepcji komiksu jako gatunku w krajowych środowiskach literackich.

Sienczyk

W większości takich rozważań porównuje się nominację albumu Sieńczyka, do nagrody Pulitzera dla komiksu „Maus” Arta Spiegelmana. I chyba właśnie od tej nagrody warto zacząć rozważania o miejscu komiksu w kulturze i o tym, jak takie nagrody przekładają się na jego popularyzację poza środowiskiem „maniaków komiksowych”.

Jak zwykle rzeczywistość okazuje się odrobinę bardziej brutalna niż „miejskie legendy”, krążące wokół unikatowości „Pulitzera dla Mausa”.

Po pierwsze, trzeba zdać sobie sprawę, że nagroda Pulitzera nie jest nagrodą literacką tylko dziennikarską/prasową.

Po drugie, co roku przyznawana jest w 21 kategoriach.

Po trzecie, pierwszym komiksem nagrodzonym Pulitzerem był  cykl pasków „Doonesbury” Garrego Trudeau, który w 1975 roku otrzymał nagrodę w kategorii „Editorial Cartooning” (czyli odpowiednik naszego „rysunku satyrycznego”), drugim komiksem (w tej samej kategorii) była w 1987 roku seria „Bloom County”.

Po czwarte, „Maus” otrzymał nagrodę specjalną (przyznawaną niecyklicznie) Pulitzera w 1992 roku, w kategorii „literackiej” czyli „Letters awards” [nagrody specjalne są przyznawane w trzech kategoriach (a właściwie czterech, bo jest jeszcze tzw. „Servis Award” przyznawana za różne aspekty działalności dziennikarskiej): „Journalism”, czyli dziennikarstwo, „Letters”, czyli  literatura (chociaż początkowo dotyczyło to jedynie poezji) i „Art”, czyli pozornie sztuka, ale w rzeczywistości muzyka (!?)].

Reasumując: „Maus”,  jako jedyny komiks, otrzymał dziennikarską nagrodę Pulitzera w kategorii specjalnej „wydarzenie literackie”. Nie jest to wprawdzie najbardziej prestiżowa nagroda literacka w USA, jest jednak najlepiej nagłośniona (potęga prasy robi swoje) i rozpoznawalna, co wiąże się ze wzrostem popularności nagrodzonego dzieła (czego „Maus” jest najlepszym przykładem).

Warto wspomnieć, że w tym samym roku otrzymał również nagrodę stricte literacką „Los Angeles Times” w kategorii „Book Prize for Fiction”.

Maus

Jeżeli szukamy jakiegoś amerykańskiego odpowiednika dla przyznawanej od 1997 roku Nagrody Literackiej Nike, to najbliższym jej odpowiednikiem wydaje się być American Book  Award.

Nie wiąże się ona wprawdzie z jakimiś specjalnymi gratyfikacjami finansowymi i nie jest skoncentrowana na wybraniu tej „jednej, najważniejszej w danym roku książki”, ale to ta nagroda jest najbardziej związana z literaturą i dostrzeganiem zjawisk „literackich” w danym roku.

Od 1980 roku nagradzanych jest kilka tytułów, od 2010 roku wyboru dokonują tylko pisarze, nie ma listy nominacji czy podziału na kategorie.

W ciągu 33 lat istnienia American Book Award na liście nagrodzonych pojawiło się kilka znaczących nazwisk twórców komiksów: Joe Sacco za „Palestine” (1996), Chris Ware za „Jimmy Corrigan” (2001), Gary Panter za „Jimbo’s Inferno” (2007) oraz pierwszy, dostrzeżony i nagrodzony w 1994 roku, komiks „Flood!” Erica Drookera.

Corrigan_Flood

Wprawdzie wszystkie wyżej wymienione komiksy (łącznie z „Maus”) stanowią doskonałe przykłady możliwości narracyjnych i różnorodności tematów, jakimi zajmują się współcześni twórcy komiksów, jednak to „Flood!” Drookera jest z pewnych względów najciekawszym przypadkiem.

Bo „Flood!” jest komiksem niemym (czyli pozbawionym całkowicie tekstu, cała narracja odbywa się za pomocą grafiki), a zatem wyróżnienie go nagrodą literacką jest sporym kuriozum (a jednocześnie docenieniem komiksu w jego najbardziej „nieliterackiej” formie), warto tutaj wspomnieć, że ten album został doceniony w jeszcze bardziej spektakularny sposób, oryginały plansz, szkice i obraz wykonany na okładkę, zostały bowiem zakupione przez Bibliotekę Kongresu i znajdują się w jej stałej ekspozycji.

Czy nominacja do Nike komiksu Sieńczyka będzie porównywalnie doceniona? A może jego (potencjalne) zwycięstwo coś zmieni i za kilka lat będzie się o tym rzeczywiście u nas mówiło jak o „Maus”? Czy wpłynie to jakoś na postrzeganie komiksu w środowiskach, dla których komiks to obecnie „sztuka niższa”?

Nie sądzę (obym się mylił), a patrząc na dotychczasowe próby „wejścia na salony literatury”, komiks ma w Polsce jeszcze bardzo długą drogę do osiągnięcia takiego celu.

Pierwszą poważną próbą tego typu, wydaje się być publikacja fragmentów „Poematu w obrazkach” („Poema a fumetti”) Dino Buzzatiego w „Literaturze na Świecie”, piśmie, które w latach 70. miało charakter nie tylko opiniotwórczy, ale i kreujący pewne mody i kierunki, zarówno dla czytelników, jak i krajowych literatów. To dzięki publikacji na jego łamach, wiele osób w Polsce odkryło Henry’ego Millera, Kunderę, Nabokova, Silvię Plath czy Cortazara, to dzięki temu miesięcznikowi, polskich czytelników ogarniała  moda na literaturę iberoamerykańską czy „nowojorczyków”.

I to właśnie w nim pojawiła się w 1974 roku czarno-biała prezentacja fragmentów wspomnianego powyżej komiksu Buzzatiego, która przechodzi prawie bez echa, potraktowana jako mało ważna ciekawostka.

Kilka lat później atmosfera wokół komiksów jest już zdecydowanie korzystniejsza, w roku 1976 pojawiają się magazyny komiksowe „Alfa” i „Relax”, w których oprócz „naszych” twórców komiksów (Rosiński, Polch, Christa, Baranowski, etc.), pojawiają się tak poważne i poważane nazwiska jak Szymon Kobyliński czy Janusz Stanny. Bardzo szybko komiks staje się modny (szczególnie wśród młodszych czytelników, ale nie tylko). Na fali tej popularności redakcja „Literatury na Świecie” , w 1977 roku, podejmuje decyzję o kolejnym wydaniu komiksu Buzzatiego. Tym razem opublikowana zostaje w kolorze prawie połowa oryginalnego albumu, uzupełniona krótkim komiksem „Niedźwiedź prześladowca” (w tym samym roku PIW publikuje jego powieść „Pustynia Tatarów”, która została zaliczona przez francuski „Le Monde” do kanonu 100 najważniejszych książek XX wieku).

Powieść staje się u nas kultowa, komiks znika z kiosków, ale pozostaje bez echa (chociaż do dzisiaj wiele osób wspomina inspirację Buzzatim, jako znaczący impuls do zainteresowania się medium komiksowym).

Chwilę później pojawia się kolejna, specyficzna, ale dla wielu kultowa, publikacja komiksowa.

„Fantomas przeciw wielonarodowym wampirom”  („Fantomas contra los vampiros multinacionales”) to ciekawy eksperyment łączący klasyczną powieść z planszami komiksowymi. W oryginale kadry i plansze komiksowe były bardzo „grzeczne” i tradycyjne (klasyczny układ kadrów, dymki dialogowe wciśnięte w kadry itp., najbardziej przypomina to gazetowe wersje np. „Spider-Mana”).

Jednak polska edycja znacząco różni się od wydań w innych krajach. Autor książki, Julio Cortazar, starał się ją pierwotnie wystylizować na „powieść brukową”, ale tym razem warstwa graficzna zostaje oddana w ręce Jerzego Skarżyńskiego, który całkowicie zmienia koncepcję tej publikacji. Zamiast książkowego formatu z czarno-białymi grafikami, wciśniętymi w tekst, dostajemy kolorowy album w powiększonym formacie, w którym charakterystyczne, bardzo dynamicznie zakomponowane plansze Skarżyńskiego dominują nad tekstem, co powoduje, że, tak jak wersja pierwotna była książką uzupełnioną komiksowymi wstawkami, tak tutaj otrzymujemy album komiksowy uzupełniony tekstem.

Julio Cortazar miał już w momencie opublikowania polskiej wersji „Fantomasa” status twórcy kultowego (za sprawą wydanej u nas w 1968 roku „Gry w klasy”), Jerzy Skarżyński, był też doskonale znany krajowym odbiorcom (min. jako autor scenografii do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” Hasa i komiksowej wersji „Janosika” z 1974 roku) i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że „Fantomas” zrobi sporo zamieszania wśród czytelników.

Niestety, komiks znika z półek bez większego echa, Cortazar dalej postrzegany jest jako pisarz, Skarżyński odchodzi od komiksu na rzecz scenografii i pracy akademickiej i jedynie wąskie grono pasjonatów docenia ich wspólny „eksperyment”.

W latach 80. komiks w Polsce grzecznie wraca w ramy narzucone przez krajowych decydentów, i znowu mamy „komiksy są dla dzieci”, „prymitywna rozrywka” etc. Jakąś szansą w tamtym okresie wydawał się mariaż komiksu z fantastyką, fandom doceniał potencjał i możliwości grafiki komiksowej, a wielu pisarzy SF i fantasy chętnie podejmowało współpracę z autorami komiksów. Jednak nawet tak ambitne realizacje z tamtego okresu jak krajowy „Funky Koval” czy importowane „Thorgal” i „Rork”, wciąż pozostawały w getcie „komercji/sztuki niższej”.

Początek lat 90-tych przynosi całkowite załamanie się rynku komiksowego, przeszacowane nakłady, błędne decyzje biznesowe, dobór tytułów z importu, brak zaplecza w postaci nowych, gotowych albumów krajowych, mogących konkurować z zachodnimi publikacjami, wygórowane oczekiwania wielu autorów. To wszystko składa się na sytuację, która w środowisku komiksowym nazywana jest „czasem wielkiej smuty”.

Właściwie tylko dzięki mozolnym staraniom małej grupy pasjonatów, młodych twórców, kolekcjonerów i nielicznych teoretyków, komiks pod koniec lat 90. powoli wypełza z podziemia.

Jedną z najciekawszych publikacji tamtego okresu, znajdującą się na interesującym nas tutaj styku literatury i komiksu, wydaje się być opublikowany w 1997 roku „Autobus na Golgotę”. Wydany w formie przypominającej oryginalnego „Fantomasa” Cortazara, „scenopis komiksowy” z rysunkami Jerzego Ozgi do tekstu Lecha Majewskiego, umyka jednak uwadze większości czytelników (Ozga, od czasu studiów na katowickim wydziale ASP, regularnie współpracuje z Lechem Majewskim, tworząc storyboardy (nazywane przez obu początkowo właśnie „scenopisami komiksowymi”), do większości scenariuszy Majewskiego, łącznie z najnowszym „Młyn i Krzyż”. W formie drukowanej opublikowane zostały jedynie, wspomniany „Autobus na Golgotę” oraz fragmenty „Pokoju Saren” w „Dzienniku Zachodnim”).

Z początkiem XXI w., krajowy komiks zdecydowanie mocniej zaznacza swoją obecność, pojawiają się pierwsi dziennikarze, wychowani na komiksach i potrafiący je czytać, w kręgach sztuki sporo zamieszania robi album Wilhelma Sasnala „Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001”, Paweł Dunin-Wąsowicz skupia na łamach reaktywowanej „Lampy” sporą grupę twórców komiksowych, takich jak m.in.: Agata „Endo” Nowicka, Maciej Sieńczyk, Krzysztof Gawronkiewicz czy Krzysztof Ostrowski, oddając im w ręce nie tylko wizualną warstwę samego pisma, ale i zatrudniając ich do projektowania, bardzo charakterystycznych, często „komiksowych” okładek i grafik w publikacjach książkowych.

Te „komiksowe” okładki i grafiki, stają się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów książek Marka Sierpawskiego (rys. Gawronkiewicza), czy Doroty Masłowskiej (Sieńczyk i Ostrowski).

W roku 2003, album „Mikropolis. Moherowe sny”  Krzysztofa Gawronkiewicza i Denisa Wojdy otrzymuje nominację do nagrody „Pegaza” w kategorii „Sztuka” (wiązano wówczas z tym podobne nadzieje jak dzisiaj z nominacją dla Sieńczyka).

Gawronkiewicz_Blaki_Maus

Tygodnik „Przekrój” zaczyna regularnie nagradzać krajowe albumy komiksowe, a w 2006 roku nominuje do nagrody „Fenomeny 2005” Gawronkiewicza, traktując w tekście nominacji komiks jako jeden z gatunków literackich.

Ostatnie lata pokazują, jak mocno zmienia się (mimo wszystko) percepcja komiksu, tzw. „poważne” wydawnictwa coraz chętniej sięgają po komiksy (min. Znak wydający „Małego Księcia” w adaptacji Joanna Sfara i „Pana Blakiego” Mateusza Skutnika i Karola Konwerskiego, W.A.B.  publikujący „Logikomiks” i dosłownie przed chwilą „566 kadrów” Denisa Wojdy). Recenzje komiksów pojawiają się w większości czasopism zajmujących się kulturą, prasa, radio i telewizja też coraz częściej informują i omawiają komiksy już nie na zasadzie „egzotycznej ciekawostki”, ale pełnoprawnego medium, zdolnego samodzielnie i poważnie mówić o rzeczach „nie dla dzieci”.

Czy wyróżnienie dla komiksu Sieńczyka cokolwiek tutaj zmieni? Raczej nie, bo  raczej zostanie potraktowane jako odrębne dzieło, a nie element kultury komiksowej.

Ale, z drugiej strony, czy komiks jako gatunek, potrzebuje takiego wsparcia?

Może odrobinę, ale i bez tego radzi sobie coraz lepiej i raczej już nie da się go zepchnąć do jakiegoś podziemnego niebytu.

[napisał: Marek Turek]

Alfabet z dymkiem – C (c.d.)

Jak się dało palec, trzeba dać całą rękę. A przynajmniej pół.

W zeszłym tygodniu mieliście okazję przeczytać pierwszą część haseł na literę C. Nazbierało się ich wiele. Prawdę mówiąc, sam się nie spodziewałem, że aż tyle ważnych haseł na trzecią literę alfabetu się znajdzie. Dziś ponownie tylko część.

Zapraszam do lektury (i uzupełnień).

Sylvain Chomet – w Polsce znany jest przede wszystkim miłośnikom świetnych, europejskich animacji. Autor genialnych, wyświetlanych także w Polsce filmów: Trio z Belleville, Starsza pani i gołębie czy Iluzjonista. Również nasi fani komiksów mieli okazję poznać prace ze scenariuszem Chometa – nagrodzonego  Dziadka Leona (pierwszy tom otrzymał nagrodę René Goscinnego w 1996 roku, a w 1998 nagrodę Alph’art na festiwalu w Angoulême dostał drugi tom: Brzydki, biedny i chory). Autorem rysunków w tych komiksach jest Nicolas de Crécy (zob. niżej).

chomet:: stąd ::

Janusz Christa – człowiek, którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Jeden z najbardziej znanych i najwybitniejszych twórców polskiego komiksu dla dzieci. Autor Kajka i Kokosza, a także Kajtka i Koka oraz Kursu na Półwysep Jork. Od lat pięćdziesiątych XX w. publikował paski komiksowe w Przygodzie oraz przede wszystkim w Wieczorze Wybrzeża. Urodzony w Wilnie, po wojnie związał swoje życie z Trójmiastem. Zmarł w 2008 roku. Polecam świetny blog poświęcony jego twórczości (z bardzo dokładnymi analizami nawet poszczególnych kadrów (!), śledzeniem inspiracji, wpływów, zwłaszcza z komiksu francuskiego) :: Na plasterki! Christa dla zaawansowanych ::

christa:: stąd ::

CLAMP – kobieca grupa twórczyń mang, z których wiele doczekało się także realizacji anime. Grupa zawiązała się w latach osiemdziesiątych i opublikowała wiele tytułów (ogółem do 2007 roku sprzedanych w nakładzie ponad 100 milionów egzemplarzy). W Polsce dotychczas ukazały się chyba tylko cztery tytuły – trzy nakładem JFP (Chobits, Wish oraz X/1999), a jeden nakładem Waneko (Cardcaptor Sakura). Początkowo CLAMP składał się z jedenastu osób, obecnie jego skład tworzą: Satsuki Igarashi, Nanase Ohkawa, Tsubaki Nekoi oraz Mokona. Ofiacjalna strona grupy nie działa, jest tylko odnośnik do :: twittera :: Zamieściłem ich hasło z trzech powodów – bo to grupa kobieca, a o kobietach póki co pisałem mało, bo piszę mało o mandze (słabo się znam, prawdę mówiąc), bo poraziła mnie ilość sprzedanych na świecie egzemplarzy. Polscy twórcy (i twórczynie) mogliby pozazdrościć.

Clamp_at_Anime_Expo_2006:: „CLAMP na Anime Expo 2006. Od lewej: Satsuki Igarashi, Nanase Ohkawa, Tsubaki Nekoi, Mokona. Zdjęcie zrobione przez John (Phoenix) Brown”; stąd ::

Corto Maltese – przepiękny komiks autorstwa Włocha, Hugona Pratta, w Polsce wydawany przez Wydawnictwo POST. Po raz pierwszy ukazał się w 1967 roku. Imię głównego bohatera, marynarza, awanturnika, poszukiwacza przygód, uznawane jest za eponim od weneckiego Corte Maltese. Seria ma nawet swoją własną stronę. Doczekał się także wersji animowanej. W 1999 roku, gdy światowe (w tym polskie) gazety codzienne i tygodniki miały manię publikowania 100 najlepszych dzieł XX w., francuski Le Mond umieścił Balladę o Słonym Morzu Pratta wśród najważniejszych książek stulecia (zresztą obok Gala Asteriksa Goscinnego i Uderzo z 1959 roku oraz Niebieskiego Lotosa Herge’a z 1936. Nawiasem mówiąc, zabawne, że mamy na liście trzy komiksy, a żadnego spośród polskich czterech noblistów…

Corto Maltese:: stąd ::

Nicolas de Crécy – uznany i nagradzany francuski twórca komiksów. Współautor (razem z Sylvainem Chometem – zob. wyżej) wydanego po polsku Dziadka Leona, a także takich komiksów jak Prosopopus, Salvatore czy też wydany po polsku Pan Owoc.

Cromwell Stone – cudny czarno-biały album Andreasa, jednego z najbardziej tajemniczych, zamkniętych w sobie twórców komiksowych z Francji. Opowiada historię Cromwella Stone’a, ocalałego z katastrofy statku, który stara się rozwikłać tajemnicę śmierci współocalałych towarzyszy. Jeśli ktoś lubi powieść grozy, prozę Lovecrafta i Poego, powinien być usatysfakcjonowany. Nie wiedziałem wczesniej, że Andreas tworzył ten komiks przez 20 lat. To widać. Choć gdybym ja rysował przez dwadzieścia lat, to nawet jeden kadr by mi taki nie wyszedł…

cromwell_stone_1_illus1:: stąd ::

Guido Crepax – zmarły w 2003 roku włoski arcymistrz komiksu erotycznego, najbardziej znany w świecie z wykreowania postaci Valentiny. Liczne komiksy z nią w roli głównej oddają podobno ducha rewolucji seksualnej i psychodelii lat sześćdziesiątych XX w.  W Polsce ukazały się potężne dwa tomy: Justyna. Historia O (oparta na dziełach markiza de Sade’a) oraz Emmanuelle. Bianca. Rysunki są przepiękne. Ale tylko dla dorosłych! (choć dorastające nastolatki na pewno w szafie wyśledzą). W 1999 roku Crepax wydał także adaptację Procesu Kafki, która niestety nie została opublikowana w Polsce. Pełna listę jego dzieł zamieściło :: Museo del fumetto e della comunicazione :: czyli Muzeum Komiksu Fundacji Franco Fossatiego w Mediolanie.

valentina_crepax_unghia:: stąd ::

Robert Crumb – genialny twórca undergroundowego komiksu amerykańskiego. Najbardziej znany z takich publikacji jak Kot Fritz (również sfilmowany) oraz Pan Naturalny (w Polsce oba wydała kultura gniewu) oraz niedawno wydanej kontrowersyjnej wersji Księgi Rodzaju, czyli Genesis (opublikowane u nas przez :: Wydawnictwo Literackie :: ). Crumb jest także zapalonym muzykiem. Ma dwie kapele :: R. Crumb & His Cheap Suit Serenaders :: oraz :: East River String Band :: Jeśli ktoś chce poczuć zew Dzikiego Zachodu, warto posłuchać:)

R Crumb Adventures:: stąd ::

No i znowu muszę przerwać… Ciag dalszy niebawem. A tymczasem:

Aneks

Alph’art – jedna z najważniejszych nagród komiksowych, przyznawana podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksów w Angoulême. Wiele komiksów tam nagrodzonych ukazało się także po polsku (wspomniane prace Chometa i Nicolasa de Crécy’ego, ale także świetny Kurczak ze śliwkami Marjane Satrapi, Strażnicy [Watchmen] Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa, Indiańskie lato Milo Manary czy Torpedo Jordiego Berneta i Enrique Sancheza Abuliego. Warto śledzić, w końcu to nagroda w kraju, w którym komiks jest dobrem narodowym. Przyznawana jest w czterech kategoriach: francuski komiks realistyczny, zagraniczny komiks realistyczny, francuski komiks humorystyczny oraz zagraniczny komiks humorystyczny.

O Dinie Gottliebovej, Zagładzie Romów i manipulacji w komiksie

Dwa lata temu Wydawnictwo Czarne opublikowało znakomity reportaż Lidii Ostałowskiej Farby wodne. Książka ta poświęcona jest w znacznej mierze Dinie Gottliebovej-Babbit (1929-2009), Żydówce z Czechosłowacji, która podczas wojny trafiła do Auschwitz. Udało jej się przeżyć piekło Zagłady, między innymi dlatego, że na polecenie Anioła Śmierci, doktora Josefa Mengelego, malowała portrety Romów.

farbywodne

Książka Ostałowskiej jest wstrząsająca, jak wszystkie relacje, reportaże, wspomnienia o Holokauście. Wydaje się szczególnie istotna ze względu na to, że przypomina o Zagładzie Romów, a także przypomina, jak długo trwało, nim światowa opinia publiczna przyznała, że również ten koczowniczy wówczas naród poddawano zaplanowanemu ludobójstwu. Cała ta powojenna historia zresztą to skandal i wielki cień na wszystkich narodach europejskich, mocarstwach, a szczególnie politykach i ustawodawcach (nie mieści się w głowie, że w Niemczech przez kilkadziesiąt lat po wojnie wciąż obowiązywały prawa skierowane przeciw Romom, które zostały uchwalone podczas nazistowskich rządów; wiele złego uczynił również rządy PRL-u, nie wspominając o hańbiących pogromach z lat osiemdziesiątych [Oświęcim, 1981] i dziewięćdziesiątych [Mława, 1991]).

Dlaczego jednak piszę o tym wszystkim na blogu poświęconym zagadnieniom komiksowym? W ostatniej części książki, w podrozdziale Serce zostało w… (s. 228-231) Ostałowska przypomina stanowisko i apel ponad 450 twórców komiksu, rysowników, ilustratorów, którzy stanęli za Diną Gottliebovą podczas jej sporu z Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau o portrety Romów, malowane na polecenie Josefa Mengelego. Nie będę tu przytaczał całej historii związanej z powstaniem obrazów – odsyłam do świetnej książki Lidii Ostałowskiej.

Auschwitz art:: akwarele Diny Gottliebovej na wystawie; zdjęcie z bloga Colina Grahama, który 28 kwietnia 2012 zamieścił bardzo wyważony post o sporze ::

W 2008 roku legendy amerykańskiego komiksu – Neal Adams (związany z DC Comics – Green Arrow, Batman, Superman) oraz zmarły w 2012 roku Joe Kubert, Żyd z Polski, autor przetłumaczonego i wydanego również w naszym kraju komiksu o powstaniu w getcie (Josel; Ostałowska na stronie 229 wymienia kilka istotnych nieścisłości, które w komiksie Kuberta się pojawiają) w kooperacji z Rafaelem Medoffem z David S. Wyman Institute for Holocaus Studies stworzyli i opublikowali sześciostronicowy dokumentalny komiks opowiadający historię Diny Gottliebovej-Babbit, a także spór o portrety Romów.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że komiks ten jest niebywale tendencyjny. Mistrzowie komiksu w mistrzowski sposób wykorzystali siłę tego medium, by pokazać racje tylko jednej strony konfliktu. Krótko po opublikowaniu komiksu do Muzeum w Auschwitz zaczęły napływać agresywne i często wulgarne listy od Amerykanów (Farby wodne, podrozdział Skurwysyny, ścierwa, świnie – s. 231-233). Przypominam, że końcówka tej historii – opublikowanie komiksu, listy do Muzeum – to pierwsza dekada XXI w.

Cała ta historia mimowolnie skojarzyła mi się z propagandą w komiksie PRL-u oraz zarzutami wobec komiksowych publikacji wydawanych pod egidą IPN.

apple_dina_babbitt:: Dina Gottliebova-Babbit; zdjęcie stąd; jest także w zasobach Wikipedii ::

Nie ośmieliłbym się zabierać głosu w tak delikatnej materii. To, co mnie poruszyło, to fakt, że Kongresowi USA, komiksowym twórcom podpisanym pod listem, a także twórcom Adamsowi, Kubertowi, Lee i Medoffowi, umknęło stanowisko tych, którzy obok Gottliebovej oraz dyrekcji Muzeum Auschwitz-Birkenau mają najwięcej do powiedzenia, czyli Romom. A ich stanowisko (podobnie jak stanowisko Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej) jest jednoznaczne – według nich akwarele powinny pozostać w Muzeum.

Nie mam pojęcia, kto w tym sporze ma rację. Nigdy nie odważyłbym się na temat wypowiedzieć. Zarówno Dina Gottliebova, jak i Romowie, przeszli piekło i to oni na temat tych akwarel, świadectwa zbrodni (zresztą, w przypadku Romów/Cyganów/Sinti jak pokazuje Ostałowska – w porównaniu do Zagłady Żydów po romskim pozostały nieliczne świadectwa, zatem tym bardziej są cenne) powinni rozmawiać między sobą. Niestety, Dina Gottliebova zmarła 29 lipca 2009 roku.

Piszę o tym, by pokazać, jak wielką siłę potrafi mieć komiks w propagowaniu jednej, z góry narzuconej tezy – nawet w tak delikatnej materii, jaką jest Zagłada. Również dlatego, że także Romom, jak i wszystkim innym zamordowanym w Auschwitz, także Polakom, należy się pamięć o ich cierpieniach. Wreszcie dlatego, że warto sięgnąć po książkę Ostałowskiej. Opowiada nie tylko o historii Diny Gottliebovej, niezwykłej Żydówki z Brna, nie tylko o Zagładzie Romów, ale także o roli, jaką w tym wszystkim odegrał animowany film Walta Disneya Królewna Śnieżka (1937).

Warto także wiedzieć, że Romowie na określenie piekła ich Zagłady używają innych określeń niż Holokaust: Porajmos (pożeranie) lub Samudaripen (ludobójstwo). Czasem używa się także nazwy zapomniany Holokaust (Farby wodne, s. 216).

Przy okazji można także porównać dość krótkie hasła w angelskiej i polskiej Wikipedii poświęcone Dinie Gottliebovej. W angielskiej przy omówieniu sporu o akwarele (stan na 18.05.2013) nie ma mowy o stanowisku Romów i Międzynardowej Rady Oświęcimskiej, ukazane są racje niemal wyłącznie Gottliebovej.

:: Tutaj :: można przeczytać i pobrać komiks Adamsa, Kuberta i Medoffa poświęcony historii Diny Babbit i akwarelom.

Gottliebova01

Kadry z dokumentalnego komiksu Adamsa/Kuberta/Medoffa.

Gottliebova02

Kadry manipulujące – na portretach Romów autorstwa Diny Gottliebovej dodano znak copyright.

Gottliebova03

Kadry o powojennej karierze Gottliebovej oraz tekst o odkryciu akwarel w Muzeum (cała historia została zrekonstuowana przez Lidię Ostałowską).

Gottliebova04

Kadry przedstawiające ostatnią wizytę Diny Gottliebovej w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Dzieje się w bibliotekach

Nieskromnie zaczynam od Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. Ale czas nagli.

Bowiem już jutro, w środę 21 marca, o godzinie 18.00 w sali 82 gościć w murach szacownego gmachu będzie Magdalena Lachman.

Literaturoznawczyni z Uniwersytetu Łódzkiego wygłosi wykład:

Komiks a literatura – użyteczne konfrontacje

Natomiast w najbliższy piątek w Bibliotece Wojewódzkiej na ul. Rajskiej w Krakowie na 15. już Piątkowych Spotkaniach Komiksowych mieć będzie miejsce wydarzenie Pod uśmiechniętą maską – o „V jak Vendetta”.

Jak pisze na Facebooku Michał Jankowski z Małopolskiego Studia Komiksu:

„Na kolejnym spotkaniu cyklu naukowego MSK zajmiemy się dyskusją na temat „V jak Vendetta” Alana Moore’a i Davida Lloyda. Ten wydawany od 1982 do 1989 roku komiks nie zdobył aż takiej popularności jak „Strażnicy” czy „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” jest jednak jednym z najważniejszych dzieł których scenarzystą był Moore.
Przedyskutujemy problem tego czy główny bohater „V jak Vendetta” jest bohaterskim bojownikiem o wolność, czy anarchistycznym terrorystą. Czy można go nazwać superbohaterem? Jaki jest jego związek z kulturą niską?
Postaramy się spojrzeć na dzieło komiksowe Moore’a i Lloyda kontekstowo, oraz w zastanowić się nad aktualną popularnością V. Dlaczego osoby noszące maski głównego bohatera „V jak Vendetta” pojawiają się na protestach przeciw Scjentologii, na wiecach ruchu Oburzonych, marszach przeciwko SOPA i ACTA?

Oczywiście nie obejdzie się bez omówienia filmowej adaptacji komiksu nakręconej w roku 2005 przez braci Wachowskich. Zastanowimy się nad różnicami fabularnymi między filmem i komiksem, oraz nad tym czy wpływają one na wymowę ideologiczną obu dzieł.

Tak więc na spotkanie zapraszamy wielbicieli komiksu „V jak Vendetta” jak i osoby, które zapoznały się tylko z filmem, oraz tych, którym zdarzyło się kiedykolwiek przywdziać maskę V, pomimo tego, że nie znają obu produkcji.

Anglia zwycięży!”

Zachęcam także do rzucenia okiem na wpisy komiksowe (i nie tylko) we Wspólnej Biblioteczce, blogu, który prowadzi pewna szalenie miła bibliotekarka z komiksowej stolicy Polski.

I wreszcie, choć z biblioteką nie ma to wiele wspólnego, natomiast ma z Poznaniem – już w najbliższy weekend, 23-25 marca, w stolicy Wielkopolski odbędzie się Ogólnopolski Festiwal Miłosników Fantastyki Pyrkon, na którym również sporo wydarzeń komiksowych i mangowych.

Kto gdzie może – niechaj bieży!