cenzura

Biblioteczna rozgrzewka przed Comic-Con w San Diego

Dzisiaj w San Diego Central Library odbywa się dyskusja, będąca rozgrzewką przed nadchodzącym Comic-Con, wielkim wydarzeniem komiksowym za oceanem.

W dyskusji tej bierze udział m.in. szef CBLDF, Charles Brownstein (o CBLDF pisałem szerzej :: tutaj :: ). Jak zwykle w przypadku działań tej organizacji głównym tematem będzie problem cenzury, z jaką nieustannie borykają się komiksy w bibliotekach amerykańskich.

Jak można przeczytać w zapowiedzi tego spotkania:

„Every year comics are banned in libraries; learn how you can fight back! This year Banned Books Week celebrates comics and graphic novels.  Get a head-start by attending this lively presentation by Charles Brownstein, the Executive Director of the Comic Book Legal Defense Fund, a non-profit organization protecting the freedom to read.

In recent years, comics that have been targeted for bans include Persepolis, Fun Home, and even the all-ages classic like Bone.  Learn more about what comics have been banned and challenged, why comics are banned, and how you can help by being a part of CBLDF’s efforts for Banned Books Week!”

Bardzo cieszy, że dyskusja na temat cenzury w bibliotekach odbywa się właśnie w jednej z nich, w :: San Diego Central Library ::.

Więcej na stronie CBLDF, czyli :: tutaj ::

PDAK reaktywacja, czyli o przemocy, gender i Rosalind Penfold

Pierwsze spotkanie Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu w nowym roku akademickim już za nami. Inauguracyjną prelekcję wygłosiła dr Iwona Chmura-Rutkowska z Zakładu Socjologii Edukacji na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM. Iwona zajmuje się psychologicznymi i społecznymi mechanizmami treningu socjalizacyjnego oraz jawnymi i ukrytymi praktykami edukacyjnymi, które powielają andropocentryzm oraz stereotypy związane z płcią. Mówiąc krótko – gender w jak najlepszym wydaniu.

Ogromne podziękowania dla Prelegentki oraz osób, które znalazły czas i ciekawość w sobie, by posłuchać o naprawdę ważnym temacie.

Iwona Chmura-Rutkowska poruszyła bardzo ważny problem, a właściwie kilka problemów. Cały jej wykład krążył wokół wydanego sześć lat temu komiksu autobiograficznego i autoterapeutycznego – Kochać zbyt mocno (kapcie potwora), czyli o przemocy domowej kobiety, która ukryła się pod pseudonimem Rosalind Penfold. To komiks, który swego czasu odbił się echem w mediach. I słusznie. Bo pod pozorną nieporadną kreską kryje się porażająca historia kobiety i dzieci doświadczających strasznego traktowania ze strony przeciętnego, normalnego mężczyzny.

Na wykładzie poruszono problemy emancypacji (nie tylko kobiet, ale także przede wszystkim mężczyzn, co według Chmury jest kluczowe dla zmian w stereotypowym postrzeganiu mężczyzn i kobiet, a także stosunku do tych ostatnich).

Komiks ma olbrzymią moc poruszania emocji. Przemocy w związkach intymnych poświęcono już wiele badań naukowych, tekstów, opracowań i wiemy już sporo o mechanizmach jej powstawania, natomiast dużą trudnością jest zrozumienie zachowania ofiary i empatią wobec niej. Dziennik w postaci komiksu pozwala z dystansu skonfrontować się z całym codziennym złem, w tysiącach niuansów. Rysunek daje możliwość wieloaspektowego szybkiego „wglądu” w sytuację. W narracji językowej, werbalnej z wielu różnych powodów trudno jest (nawet przy wysokich kompetencjach językowych i kulturowych osoby opowiadającej) zarejestrować wielość czynników, które powodują, że ktoś odczuwa napięcie, frustrację, strach. Wszystko to, do czego „brakuje nam słów”, w komiksie jest „czarno- na białym”. To statystyka codziennej krzywdy w pigułce.

Bardzo interesująca była opowieść o studentach, którzy dostali od Prelegentki zadanie narysowania komiksu o jakimś mocnym, traumatycznym doświadczeniu, które przeżyli. Co ciekawe, oporu nie wzbudził fakt, że mają opowiedzieć o czymś intymnym, ale to, że mają to narysować. Pojawiała się nieustannie kwestia „ale ja nie umiem rysować”, co w tym kontekście zupełnie nie miało znaczenia, natomiast ma ogromne znaczenie w pytaniu o jakość edukacji plastycznej w Polsce, która teoretycznie trwa nieprzerwanie od przedszkola chyba do końca gimnazjum co najmniej. Jak to się dzieje, że po tylu latach edukacji plastycznej wychodzimy ze szkół nie tyle nie umiejąc rysować, co WSTYDZĄC się tego, że jakoby nie umiemy rysować? Wynika z tego, że zamiast rozwijać w nas zamiłowanie do sztuki, do tworzenia, do zabawy rysunkiem – nauczyciele (środowisko?) budzą w nas poczucie zażenowania i wstyd. Sądzę, że ten sam problem dotyczy wychowania muzycznego. I myślę, że problemem nie jest tu wyłącznie skandalicznie niska liczba godzin. Problemem jest tu ocena i strach przed nią, zamiast zabawy i radości z tworzenia, wspólnego śpiewu.

Iwona Chmura-Rutkowska zwracała kilkukrotnie uwagę na wyższość tego komiksu nad opracowaniami naukowymi – według niej pozycja ta powinna być obowiązkową lekturą dla wszystkich, którzy zajmują się problematyką przemocy domowej. Bo żadne opracowanie nie odda tak sugestywnie, tak mocno, a jednocześnie w tak skondensowany sposób tragedii, której doświadcza ofiara.

Prelegentka poruszała też zagadnienie rysunku w terapii osób dorosłych, a także nieufnie odniosła się do opierania diagnozy dzieci wyłącznie na bazie rysunków.

W jednym z liceów w Gdańsku nauczycielka wykorzystuje Kochać zbyt mocno podczas zajęć wychowawczych z dziewczynami – zwraca im dzięki temu w bardzo mocny i wyrazisty sposób uwagę, na jakie cechy muszą bardzo uważać, podczas wchodzenia w związki z chłopakami, czy też w późniejszym życiu – z mężczyznami. To jest świetny pomysł i myślę, że powinien zostać podchwycony również w innych szkołach.

Interesujące (i straszne zarazem) jest to, że wiele studentek, z którymi Iwona Chmura omawia ten komiks na zajęciach, doskonale zna, jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część zachowań opowiedzianych na kartach komiksu, z własnego życia, z własnych doświadczeń.

Mocne i przerażające były dane z najnowszych badań Prelegentki nad przemocą (zarówno fizyczną jak i werbalną) w gimnazjach. Mocne i dające bardzo dużo do myślenia. Bo to, co w nich było najbardziej przerażające, to przede wszystkim społeczne przyzwolenie ze strony nauczycieli, rodziców, dyrekcji na przemoc, jakiej doświadczają dzieci i młodzież. Żeby była jasność – gdy myślę o moich latach szkolnych, było podobnie i jestem głeboko przekonany, że nie jest to „znak czasów” i teraz młodzież jest inna pod tym względem. Owszem, w latach osiemdziesiątych na o wiele mniej mogliśmy sobie pozwolić wobec nauczycieli, ale wobec siebie nawzajem – nie sądzę, by było wówczas lepiej.

Do smutnych konstatacji należy uznać tę, że niestety wciąż jeszcze komiks (jako medium) jest dyskryminowany, również w kręgach akademickich. Najsmutniejsze jest to, że w niektórych przypadkach dyskryminowany jest ze względu na formę a nie treść (!).

Pikanterii całej prelekcji dodała ostatnia głośna dyskusja w mediach wokół gender. Pokazuje to tylko, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii edukacji nie tylko dzieci i młodzieży, ale społeczeństwa w ogóle.

W tym wszystkim wielka szkoda, że na spotkanie przyszło tak mało osób. Uważam, że było bardzo ciekawe, poruszające naprawdę poważny i mocny problem, a do tego niezwykle aktualne. Żałujcie, bo macie czego.

A za miesiąc, 20 listopada, gościem Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu będzie Jacek Świdziński, badacz i teoretyk komiksu, a ponadto niezwykle zdolny twórca, autor określanego jako jeden z najlepszych albumów tego roku A niech cię, Tesla! (zob. recenzje m.in. Dominika Szcześniaka, Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego, Artura Nowrota, Karola Susa), który wymienia się czasem w jednym rzędzie z pracami Bohdana Butenki czy Sławomira Mrożka.

TZK, czyli dwa typki

I_Can_See_the_Whole_Room

Rozpoczął się właśnie Tydzień Zakazanych Książek, doroczne święto obrońców wolności słowa (pisanego i czytanego). Rok temu przybliżałem z tej okazji działalność CBLDF, która to organizacja również w tym roku z okazji Banned Books Week zamieściła listę banowanych z róznych powodów komiksów. Niezmiennie mnie zdumiewają pomysły niektórych. Bo żeby „Maus” albo „Persepolis”?… No, naprawdę…

Mnie natomiast gnębią dwa typy bibliotekarek/bibliotekarzy. To są typy, dosłownie!

Jednym z nich jest misjonarka/-arz (pozwólcie, że w dalszej częsci będę używał tylko jednej formy; rzucałem moneta i wypadło na męską).

Zatem ów misjonarz uważa, że ma misję. Ale jest to misja źle pojmowana. Albowiem nie chodzi o tę „dobrą” misję gromadzenia przechowywania i udostępniania. Dodajmy gromadzenia, przechowywania i udostępniania neutralnego z punktu widzenia światopoglądu. Chodzi i misję dbania o morale narodu (najczęściej wówczas chodzi o Naród). Bibliotekomisjonarz sądzi, że ma prawo (i obowiązek) chronić nieświadomych czytelników przed Złem/Zepsuciem/Ohydą/Brzydką-Brzydką-Estetyką. Oczywiście, może być to też misjonarz przegięty w drugą stronę, ten z kolei chce chronić naród, a właściwie lud pracujący miast i wsi przed stoczeniem się w to, co pojmuje jako ciemnogród. Jest też wielu innych misjonarzy, a każdy z nich niesie (w ich przekonaniu) Światło(ść). Niestety, światłość owa ich zaślepia.

Wszyscy oni zapominają, że w chwili przekraczania progu biblioteki (jako pracownicy), powinni zostawiać swój światopogląd (jakikolwiek by nie był), za drzwiami. Przynajmniej jeśli chodzi o dwie kwestie. Po pierwsze, kwestię gromadzenia. Po drugie kwestię oceny czytelnika.

[Tak, pamiętam, że są różne biblioteki i różne mają profile gromadzenia.]

Z okazji Tygodnia Zakazanych Książek zastanówcie się, tak sami dla siebie, czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam dokonywać wyboru tego, co kupić, co wpuścić do zbiorów, kierując się nie dobrem/potrzebami czytelnika/kultury/historii książki/dokumentowania), ale własnym chciejstwem (lub interesem). Jest jednak coś gorszego (bo nie łudźmy się, każdy z nas ma jakieś preferencje i one też mają wpływ na kształt księgozbioru). Tym czymś jest NIE wpuszczenie książki, NIE kupienie jej, NIE przyjęcie, pomimo tego, że istnieją przesłanki, że książki te będą się cieszyć popularnością będą czytane, wypożyczane, może nawet zaczytywane.

I zastanówcie się, tak sami dla siebie, ile razy w ciągu ostatniego roku braliście pod uwagę komiks, jeśli chodzi o wpuszczenie go do zbiorów.

Bo jeśli z osobistych powodów (niechęci, ignorancji, źle pojmowanego poczucia misji) nie tylko wyrzuciłeś/-aś lub nie wpuściłeś/-aś  komiksów i powieści graficznych* do zbiorów, jesteś nie tylko misjonarzem, ale również drugim typem, o którym wszyscy myślimy, że zginął i przepadł w 1989 roku.

Jesteś cenzorem.

A w takim wypadku zadaj sobie pytanie, czy zamiast pracować w bibliotece nie lepiej byłoby wyjechać na misję. Albo do Korei Północnej.

*Oczywiście nie chodzi tylko komiksy. Ale to jest blog o komiksach.

Alfabet z dymkiem – D (c.d.)

Jak zwykle nie skończyłem ostatnio. Ale nic to. Alleluja i do przodu, jak mawia autorytet niektórych.

Guy Delisle – kanadyjski twórca komiksowych znakomitych ni to reportaży, ni to dzienników podróży (travelogue), a ponadto autor animacji. To właśnie praca dla różnych studiów animacji rzuca(ła) go po świecie, dzięki czemu również polski czytelnik mógł zapoznać się z takimi tytułam,i jak „Pyongyang” (pierwsze wydanie w Polsce: „Phenian”) i „Kroniki birmańskie„.  Wydał również „Shenzhen” i „Jerusalem” (u nas ukaże się jako „Kroniki jerozolimskie”), a ponadto ukazała się w naszym kraju jego żartobliwa opowieść „Louis na plaży”, o której kiedyś wspominałem przy okazji komiksów dla dzieci. Warto wiedzieć, warto znać, warto czytać, koniecznie trzeba mieć na półce w bibliotece.

750px-9.13.09GuyDelisleByLuigiNovi

Dziwne… jakie to wszystko dziwne… – albowiem nie przestaje mnie zadziwiać fakt, iż Stany Zjednoczone, potęga, jeśli chodzi o przemysł komiksowy, kraj niezwykłych twórców, tytułów, pomysłów, bywa jednocześnie tak bardzo konserwatywny, by nie rzec – zacofany. No, zaścianek, po prostu. Przeczytałem właśnie na stronie Graphic Novel Reporter krótkie sprawozdanie z panelu „CBLDF: Banned Comics!”, który miał miejsce w weekend podczas ComicCon w San Diego. Czym jest CBLDF pisałem :: tutaj :: przy okazji Tygodnia Zakazanych Książek. W każdym razie Charles Brownstein, szef fundacji, przedstawił podczas panelu zestawienie najczęściej banowanych (w szkołach i bibliotekach) komiksów ostatniej dekady. I doprawdy nie chce się wierzyć. Pozwalam sobie zamieścić tutaj to zestawienie, łącznie z zarzutami, jakie stawiano poszczególnym tytułom. Część z nich na szczęście ukazała się także w Polsce. Mam nadzieję, że prędzej czy później wydane u nas zostaną i pozostałe. Bo tak naprawdę cenzura, banowanie książek, komiksów, filmów, bardzo często wskazuje na ich wartość, na fakt, że myśli w nich zawarte wyprzedzają w jakiś sposób ciasny sposób myślenia osób, które czują w sobie moralną misję mówienia innym, co wolno im czytać.

A oto one. Złota czternastka (a właściwie piętnastka).

Jeff Smith – Bone (za bohatera palącego cygaro)

Maurice Sendak – In the Night Kitchen (za nagość)

Akira Toriyama – Dragon Ball (za nagość) – wydany również w Polsce

J. Michael Straczynski, John Romita Jr., and Scott Hanna – Amazing Spider-Man: Revelations (seksualność)

Matthew Loux – Side Scrollers  (bezbożność)

Marjane Satrapi – Persepolis by Marjane Satrapi (tortury/przemoc) – wydany również w Polsce

Daniel Clowes – Ice Haven (seksualność)

Ariel Schrag (red.) – Stuck in the Middle (seksualność)

Craig Thompson – Blankets (seksualność i bezbożność) – wydany również w Polsce

Alison Bechdel – Fun Home (seksualność) – wydany również w Polsce

Kim Dong Hwa The Color of Earth (nagość, seksualność)

Stuck Rubber Baby by Howard Cruse (seksualność) – wydany również w Polsce

Neil Gaiman Sandman by  (seksualność, bezbożność) – wydany również w Polsce

Art Spiegelman Maus by (bezbożność, tematyka) – wydany również w Polsce

Warto zauważyć, że wśród tych tytułów są takie, które już teraz uznane zostały za arcydzieła gatunku, jak Sandman, Maus, Dragon Ball, Persepolis, Stuck Rubber Baby czy Fun Home.

Przyznajcie się – gdy tylko przeczytaliście, że te komiksy bywały zakazywane, natychmiast zachciało Wam się je przeczytać?

Watcher:: stąd ::

I pamiętajcie, bibliotekarki i bibliotekarze mają być jak Obserwatorzy z Silver Surfera. Nie jesteśmy strażnikami moralności i nie nam osądzać, co ludzie chcą i mają czytać. Nie mówiąc o tym, że oskarżanie np. Persepolis o ukazywanie tortur i przemocy, Maus o bezbożność, albo Fun Home czy Stuck Rubber Baby o epatowanie seksem to jakieś kuriozum. Doprawdy nie wiem, w jak chorych umysłach mogą się takie oskarżenia rodzić.

No i ten Bone za bohatera palącego cygaro…

p.s. A jakbyście się zastanawiali, gdzie jest ten pietnasty, to niekwestionowanym Królem Zbanowanych jest oczywiście Alan Moore (Leader of the Banned).

Ze sprawozdaniem, na którym się oparłem, można zapoznać się :: tutaj ::

A wszystkim życzę udanych wakacji i dobrych lektur, również, choć nie tylko, komiksowych. Na pewien czas znikam z kadru.

Komiksowy numer Biuletynu EBIB

Najnowszy, 141 numer „Biuletynu EBIB” za temat przewodni obrał zagadnienie komiksu w bibliotekach.

W numerze zamieszczono cztery dość obszerne artykuły oraz jeden komunikat, a ponadto całość otwiera felieton Agnieszki Wolańskiej, w którym trafnie zderza ona ze sobą dwa pokutujące stereotypy – o bibliotekarzach/bibliotekarkach i o komiksie.

W „Biuletynie” można zatem przeczytać następujące artykuły:

Felieton wstępny Agnieszki Wolańskiej

Mangi – co każdy bibliotekarz wiedzieć powinien Agaty Sienkiewicz

Obraz biblioteki i bibliotekarzy w komiksie amerykańskim Mirosława Garbacza

Mój tekst – Parias bibliotecznych półek. O tym, jak komiks torował sobie drogę do książnic w Polsce i na świecie

Historia Małopolskiego Studia Komiksu Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie Michała Jankowskiego

Manga w bibliotece Katarzyny Bikowskiej

Ponadto, już z innej beczki, niniejszy „Biuletyn” zawiera również artykuł Bożeny Bogdańskiej o komunikacji niewerbalnej w bibliotece, a także cztery sprawozdania. Ze spisem treści całego numeru można zapoznać się :: tutaj ::

Gorąco zachęcam do lektury. I dyskusji.

Jaki miły początek tygodnia…

„Biuletyn EBIB” 141 (2013): Komiksy w bibliotekach

Zakazane komiksy :: The Color Trilogy

Tydzień Zakazanych Książek trwa. Wciąż można obejrzeć wystawy zorganizowane w bibliotekach całej Polski z tej okazji, do czego serdecznie zachęcam.

Natomiast serwis Booklips pisze dziś o najczęściej zakazywanych książkach w USA w 2011 roku.

„Szczytne” miejsce na podium zajęła „Trylogia Kolorów” (The Color Trilogy”)  autorstwa Kim Dong Hwa.

Jak czytamy na Booklipsie:

„Drugie miejsce zajęła seria komiksowa Kim Dong Hwa, zapoczątkowana tomem „The Color of Earth” (z ang. „Kolor Ziemii”), opisująca życie dziewczynki samotnie wychowywanej przez matkę pośród malowniczych krajobrazów wiejskiej Korei. Komiksy pokazują dorastanie bohaterki, aż do osiągnięcia dojrzałości i wdania się w pierwszy romans. Komiksom zarzucano najczęściej pokazywanie nagości i edukowanie seksualne niedopasowane do wieku odbiorców.”

Kim Dong-Hwa (lub Kim Tong-hwa, jak chce nasz katalog) debiutował w 1975 roku i stał się jednym z najwybitniejszych twórców mangi pochodzących z Korei. Jego opowieści często ukazywane są z kobiecej perspektywy.

Najbardziej znanym na Zachodzie dziełem Koreańczyka, jest właśnie budząca kontrowersje trylogia: „The Color of Earth”, „The Color of Water” oraz „The Color of Heaven”. Jako jedyna z jego komiksów została przetłumaczona na angielski i w 2009 roku ukazała się drukiem w Stanach Zjednoczonych.

Sam Kim Dong-Hwa tak pisze o swojej twórczości:

„Odkąd byłem bardzo młody, interesowałem się pisaniem i rysowaniem historii o dziewczętach, które dorastają zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Myślę, że ten proces, gdy dziewczyna staje się kobietą jest jedną z największych tajemnic i największych cudów życia. Gdy moja chora matka spała, a ja patrzyłem na jej pomarszczoną twarz, nagle zrozumiałem, że kiedyś przecież musiała być młoda i piękna. Wtedy właśnie zacząłem sobie wyobrażać jej dzieciństwo. Jak mogła wyglądać w latach 60-tych, 50-tych, 40-tych itd.? Ehwa, bohaterka Trylogii Kolorów, jest wynikiem szukania śladów młodości mojej matki.” (Cytat angielski pochodzi :: stąd ::)

Wszystkie trzy zakaz(yw)ane w USA tytuły można przeczytać w Poznaniu, w Kolekcji Komiksów w Bibliotece Uniwersyteckiej.

O innych książkach najczęściej zakazywanych w 2011 roku według American Library Association można przeczytać :: tutaj ::

O „The Color of Earth” można również przeczytać na stronie CBLDF, czyli :: tu :: A czym jest CBLDF pisałem wczoraj :: tam ::

Zakazane komiksy :: CBLDF

Z okazji Tygodnia Zakazanych Książek chciałbym dziś przedstawić organizację Comic Book Legal Defense Fund.

CBLDF to fundacja, której pierwszym i nadrzędnym zadaniem jest ochrona Pierwszej Poprawki do Konstytucji USA z 15 grudnia 1791 roku, wprowadzającej zapis o wolności religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń. CBLDF prowadzi działania na rzecz ochrony sztuki komiksu, dbając o prawa nabywców, twórców, wydawców, bibliotekarzy oraz czytelników.

Organizacja ta wspiera prawnie osoby i instytucje, które zostały oskarżone na mocy prawa z powodu czytania, tworzenia, kupowania lub sprzedawania komiksów. Pomaga również twórcom, którzy zostali zaatakowani za swoje prace, szczególnie w przypadkach, gdy ich komiksy stanowiły klarowny przykład parodii i satyry. W odniesieniu do tego punktu przypomina mi się historia z pewnym rysunkiem oraz akcją Marka Raczkowskiego (wkładanie miniaturowych flag w psie kupy na ulicach). CBLDF pomaga także bibliotekarzom. Co ciekawe, jak czytamy na stronie jeden telefon od prawników fundacji (tak! fundacja ma swoich prawników!) potrafi zakończyć sprawę natychmiast, zanim się rozpocznie (ach, czemuż, ach czemuż nie mogło być tak w Polsce przy okazji afery z Chopinem?…).

Zastrzeżeniem, o jakim czytamy na stronie fundacji, jest to, że sprawa, której obrony CBLDF się podejmuje, w najważniejszym punkcie oskarżenia musi odnosić się do łamania Pierwszej Poprawki.

Obecnie wśród zarządzających fundacją możemy znaleźć takie osoby jak Charles Brownstein i Alex Cox, dwoje prawników – Robert Corn-Revere i Betsy Rosenblatt, a wśród członków znajdujemy m.in. Larry’ego Mardera (twórca Tales of Beanworld), Neila Gaimana (polskim czytelnikom przedstawiać go nie trzeba)czy Paula Levitza (szef DC Comics w latach 2002-2009, w DC przepracował ponad 35 lat).

Organizację można wspierać na różne sposoby.

Po pierwsze, można oczywiście wpłacać składki lub darowizny na rzecz fundacji. Po drugie, w przypadku twórców – mogą oni ofiarować funadcji oryginalne prace, sygnowane plansze, komiksy z autografami. Zbieracze i kolekcjonerzy mogą ofiarowywać rzadkie egzemplarze.

Oficjalna strona Comic Book Legal Defense Fund znajduje się :: tutaj ::

Bibliotekarzom szczególnie polecam lekturę podstrony Graphic Novels: Suggestions for Librarians

Można śledzić jej profil na facebooku lub Twitterze, a także rozpowszechniać informację o jej działalności wśród znajomych.