Rekomendacje

ACBD, czyli Prix de la Critique

Listopad jest we Francji miesiącem nagród literackich. Dowiadujemy się, kto otrzymał Prix Goncourt, Prix Médicis, Prix Femina, Prix Renaudot, a także jakie tytuły pretendują do Grand Prix de la Critique – nagrody dla komiksu wydanego w języku francuskim.

Grand Prix de la Critique przyznawana jest od 1984 roku przez Association des Critiques et des journalistes de Bande Dessinée (ACBD) – Stowarzyszenie Krytyków i Dziennikarzy Komiksowych.

Początkowo znana była jako Prix Bloody Mary (od tytułu pierwszego nagrodzonego albumu), następnie Prix de la Critique, by w roku 2004 stać się Wielką Nagrodą: Grand Prix.

ACBD przez cały rok „wyławia, docenia i nagradza komiksy wydane w języku francuskim, stawiając wysokie wymagania co do scenariusza i grafiki, ze szczególnym uwzględnieniem nowatorstwa, oryginalności i siły oddziaływania podjętych tematów oraz środków wyrazu zastosowanych przez autora.”

Stowarzyszenie liczy obecnie 84 aktywnych członków. Są to krytycy i dziennikarze, regularnie zajmujący się komiksem w mediach ogólnokrajowych i lokalnych Francji i Quebec’u. Biorą oni udział w ciągłej debacie, w której każdy z nich ma prawo zabierać głos, proponować tytuły, dokonywać selekcji i na koniec punktować.

W listopadzie członkowie ACBD ogłaszają listę 15 albumów wybranych w drodze głosowania. Jest ona omawiana na spotkaniu w Blois podczas odbywającego się tam tradycyjnie festiwalu komiksowego bd BOUM.

Podczas tegoż festiwalu zostaje ogłoszona krótka lista pięciu tytułów, spośród których wybrany zostanie laureat nagrody głównej. Tytuł nagrodzonego komiksu poznamy w tym roku 7 grudnia.

Oficjalne wręczenie nagrody odbywa się w styczniu w Angoulême. Laureat otrzymuje rysunek lub innego rodzaju oryginalne dzieło wykonane przez artystę nagrodzonego w roku poprzednim.

Z listą 15 albumów – kandydatów do Grand Prix de la Critique 2016 (za rok 2015) – można się zapoznać na stronie Livres Hebdo. Natomiast na stronie ABCD można obejrzeć listę laureatów od roku 1984 do dziś.

[Napisała Magda]

Reklamy

Detektywi, trolle i van Gogh, czyli o komiksach dla prawie wszystkich

Dziś kilka słów o trzech komiksach dla różnych grup wiekowych. Zacznę od tytułu dla najmłodszych.

Maciej Jasiński (scen.), Piotr Nowacki (rys.), Norbert Rybarczyk (kolor), Detektyw Miś Zbyś na tropie. Lis, ule i miodowe kule. Warszawa, Kultura Gniewu, 2013. Seria: Krótkie Gatki. Cena z okładki: 39,90 PLN

MZ_00_cover2

Powiem krótko – jeśli szukacie tytułu, który wprowadzałby dziecko w świat komiksu – to jest właśnie pozycja, której szukaliście. Maciej Jasiński napisał bardzo prostą, a jednocześnie wciagającą nawet dorosłego (z umiarem) historię, którą kapitalnie zilustrował Piotr Nowacki. Nieprzypadkowo jednak umieściłem wśród autorów Norberta Rybarczyka, bowiem kolor w Misiu Zbysiu sprawia, że dziecko natychmiast chce po niego sięgnąć. Nie tylko dziecko zresztą. Świetnie dobrana kolorystyka: bardzo intensywna, ale jednocześnie daleka od kiczu. Wszystko podane w odpowiednich proporcjach – nie nuży, nie jest zbyt agresywne. W sam raz.

Historia opowiada o zleceniu, które tytułowy detektyw oraz jego pomocnik, borsuk Mruk (prawdę mówiąc, borsukowatość jego jest wielce umowna, ale nie ma to żadnego znaczenia) otrzymują od Królowej Pszczół. Proste zawiązanie akcji – ktoś kradnie miód i trzeba znaleźć złodzieja. Zagadka rozwiązuje się zresztą dość szybko i niemal cały komiks opowiada o pościgu – na kolejnych stronach Zbyś i Mruk gonią przebiegłego złodzieja. Dodam, że pościg mknie przez las, morze, a właściwie chyba nawet ocean, tropikalną puszczę i stanowisko archeologiczne, by w końcu zakończyć się w mieście.

mis_zbys02Świetna i prosta historia, komiks znakomity dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym (ale w tym wypadku – mających problem z czytaniem). Mój dziewięciolatek połknął go w kilkanaście minut i raczej już do niego nie wróci. Trzylatka za to – ogląda  z upodobaniem na wszystkie strony i myślę, że nim ukończy przedszkole nie raz i nie dwa będziemy do tego tytułu wracać.

Potencjalni czytelnicy: dzieci w wieku przedszkolnym 

Pomysły na spotkania: wymyślanie i rysowanie własnej historii detektywistycznej, można połączyć ze spotkaniami o książkach z cyklu „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” i innych podobnych.

Uwagi dla rodziców: bardzo dobry tytuł, by od najmłodszych lat oswajać dziecko z czytaniem komiksów, śledzeniem poszczególnych kadrów; dialogi są proste i przystępne, humor także przystępny dla przedszkolaka i wczesnej podstawówki

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: nie

Biblioteki szkół artystycznych: dla kierunków związanych z ilustracja – jako przykład komiksu dla najmłodszych

Biblioteki publiczne: jeśli mają dział dziecięcy – bezwględnie

Biblioteki dla dzieci i młodzieży: liceum – nie; gimnazjum – nie; podstawówka i przedszkole – bezwzględnie.

Ocena: bardzo dobry, czyli :: 5 ::

***

Kolejny tytuł jest dla dzieci nieco starszych.

Luke Pearson, Hilda i Troll. Poznań, Centrala, 2013. Seria: Centralka – Komiksy dla dzieci mądrych rodziców. Cena z okładki: 44,90 PLN

Hilda01

Na dzień dobry powiem tyle – gdy dowiedziałem się, że Centrala planuje wydanie tego tytułu, z ciekawości pogooglałem. I zakochałem się w okładce. I od tamtej chwili nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie będę mógł ten komiks kupić pacholętom. Po czym wyrwać im go i poczytać, podelektować się w ciszy i spokoju samemu.

Hilda i Troll jest cudownie narysowaną opowieścią w skandynawskim duchu (jeśli lubicie muminki, polubicie również Hildę) o dziewczynce, która nie może spokojnie usiedzieć w domu. Czyta książki o strasznych trollach, gdy pada deszcz, koniecznie chce spać w namiocie, wścieka się na drewniaka (jeden z moich ulubionych bohaterów tego komiksu), wyrusza na wycieczkę i trafia na trolową skałę. A gdy tam trafia, zaczyna się właśnie śnieżyca…

Hilda02:: więcej przykładowych plansz można zobaczyć na Alei Komiksu ::

Nocne nadejście Trolla z dzwoneczkiem, który Hilda powiesiła mu na nosie, przypomina nieco odwiedziny Buki w Muminkach, podobnie też jak w arcydziele Tove Jansson, Hilda i Troll ostatecznie nawiązują nić porozumienia, choć jest to ukazane w typowo skandynawskim, oszczędnym stylu. W niczym jednak nie odbiera to komiksowi jego wartości, wręcz przeciwnie. To jeden z najładniejszych komiksów dla dzieci jaki miałem w rękach kiedykolwiek. Gorąco polecam go każdemu, kto ma dzieci w szkole podstawowej, bo głównie dla nich ten tytuł jest skierowany. Zaznaczyć jednak trzeba, że podobnie jak lektura Muminków sprawia przyjemność dorosłemu, tak też jest i z Hildą i Trollem.

Potencjalni czytelnicy: dzieci w wieku późnoprzedszkolnym (ewentualnie, bo historia może być zbyt trudna), dla dzieci z całej podstawówki; dorośli zakochani w Muminkach

Pomysły na spotkania: historie o Skandynawii, trollach itd.

Uwagi dla rodziców: świetny tytuł

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: nie

Biblioteki publiczne: jeśli mają dział dziecięcy – bezwględnie

Biblioteki dla dzieci i młodzieży: liceum – nie; gimnazjum – nie potrafię ocenić – młodsze klasy raczej tak, starsze raczej nie; podstawówka i przedszkole – bezwzględnie.

Ocena: rewelacyjny, czyli :: 6 ::

***

Tytuł ostatni jest też najbardziej kłopotliwy, bowiem nie potrafię jednoznacznie ocenić wieku odbiorcy, jak i samego komiksu. Jest to jego siłą, jak i wadą.

Gradimir Smudja, Vincent i van Gogh. Warszawa, timof comics, 2013. Cena z okłądki: 79 PLN (tytuł dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego).

van_gogh01

Vincent i van Gogh serbskiego artysty to zarazem wielki hołd oddany holenderskiemu geniuszowi, jednemu z najbardziej rozpoznawalnych malarzy wszech czasów, z drugiej zaś, wielki żart z jego biografii. W historii opowiedzianej przez Smudję to nie van Gogh bowiem jest twórcą swoich obrazów, ale genialny, niezwykle utalentowany kot, Vincent.

Wydany w Polsce tom jest zbiorczy, łączy w sobie dwie historie (Vincent i van Gogh oraz Trzy księżyce, które dzieją się po śmierci [i zmartwychwstaniu] głownych bohaterów). Bardzo trudno jest streścić w kilku zdaniach tę komiksową opowieść. W wielkim skrócie można powiedzieć, iż część pierwsza opowiada o miłości i nienawiści, jaka łączy głównych bohaterów, o akcie tworzenia i jednocześnie wielkim żarcie z niego, o ironicznie przedstawionej francuskiej bohemie, a jadnocześnie kompletnie zwariowanych przygodach Vincenta i van Gogha. Część druga opowiada zaś o przygodach kota i malarza już po śmierci (i teoretycznym, acz nie do końca, zmartwychwstaniu) i przepleceniu się ich losów z pewną tajemniczą dziewczynką.

Bardzo ciekawie było obserwować, jak różne reakcje na ten tytuł były w mojej rodzinie. Trzylatka chętnie po niego sięga i po prostu go ogląda (do strony graficznej zaraz wrócę). Dziewięciolatek też sięgał po niego już co najmniej trzykrotnie (ma to znaczenie, bowiem w komiksie tym znajduje się mnóstwo nawiązań do arcydzieł malarstwa, nie tylko van Gogha, ale również innych impresjonistów, także Rembrandta, Picassa i kilku innych geniuszy). Mojej żonie album Smudji podobał się bardzo zarówno graficznie, jak i fabularnie. Mnie osobiście – zachwycił ilustracjami (to one skłoniły mnie do wydania sporej sumy na niego podczas MFKiG), ale nie przekonuje fabularnie, choć czytałem go już dwa razy (dla mnie historia nieco się rwie, nie jest płynna, wciąga, a jednocześnie coś w niej zgrzyta, a ja nie potrafię powiedzieć, co dokładnie, co też mnie irytuje).

Niewątpliwie jednak Vincent i van Gogh jest absolutnym ewenementem na polskim rynku, jeśli chodzi o albumy tak nieprawdopodobnie nawiązujące do malarstwa. Smudja genialnie oddał szaleństwo i atmosferę obrazów van Gogha, ale także inne kadry, nawiązujące do innych malarzy, ukazujące dworzec i muzeum Orsay, są po prostu piękne. I o ile niecierpliwi mnie śledzenie historii opowiedzianej przez serbskiego artystę, o tyle niemal kazdy kolejny kadr, plansza – przykuwają uwagę, zachwycają i każą podziwiać nieprawdopodobną pracowitość Smudji. Jestem ogromnie ciekaw innych jego komiksów.

A na youtube można obejrzeć, jak podczas MFKiG autor wpisywał (a właściwie wmalowywał) rysografy do albumów (autorem jest 6pancerny):

Potencjalni czytelnicy: dorośli i dojrzała młodzież licealna i gimnazjalna; osoby zainteresowane sztuką, lubiące impresjonizm i malarstwo van Gogha

Pomysły na spotkania: relacje między komiksem a malarstwem, van Gogh w literaturze

Uwagi dla rodziców: wielu z Was można uznać ten komiks za nieodpowiedni dla Waszego dziecka, zanim go zatem dziecku dacie, sami przeczytajcie, szczególnie w drugiej części (choć w pierwszej również) zdarzają się kadry z pogranicza horroru, a także motywy erotyczne – nie jest to nachalne i jak najbardziej służy opowieści, ale zdecydujcie sami; uwaga odnosi się do uczniów podstawówki, bo gimnazjaliści i licealiści nie takie rzeczy już widzieli.

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: bezwzględnie

Biblioteki wyższych szkół artystycznych: bezwzględnie

Biblioteki publiczne: jeśli mają dział poświęcony sztuce, albumy – myślę, że tak

Biblioteki dla dzieci i młodzieży: liceum – tak; gimnazjum – ewentualnie dojrzali uczniowie ostatniej klasy; podstawówka – nie.

Uwagi: obowiązkowa pozycja dla kolekcjonerów i osób interesujących się pograniczami sztuk, przenikaniem się komiksu i sztuki

Ocena: trudno mi tę publikację jednoznacznie ocenić; graficznie rewelacyjny, czyli :: 6 :: zaś jako lektura: ja oceniam na dobry, czyli :: 4 ::, a moja żona na bardzo dobry, czyli :: 5 :: (tu chciałbym dodać, że moja żona rzadko się w ocenach myli, co okazuje się po latach, gdy coś staje się, a coś nie staje klasyką)

Rekomendacje :: „Opowieści graficzne” Juliana Antonisza

Dziś będzie zaskakująco. Od dłuższego czasu przymierzam się do napisania o kilku(nastu) co najmniej tytułach. Chcę napisać o Vincencie i Van Goghu Gradimira Smudji, Na własny koszt Chestera Browna, o Orłach Rzymu, Imperium i Murenie, o Bartniku Ignacie Tomasza Samojlika i Detektywie Misiu Zbysiu. I wielu, wielu innych.

Ale dziś o komiksie (a właściwie komiksach) nietypowym, zaskakującym, ciekawym. Co nie znaczy, że wszystkie wymienione takie nie są. Są. Ale o nich kiedy indziej.

Julian Antonisz, Opowieści graficzne. Kraków: Korporacja Ha!art, 2013. [cena okładkowa: 59 PLN]

okladka-600

Sądzę, że postać autora nie jest znana bardzo szeroko, poza środowiskami osób interesujących się sztuką czy awangardową animacją, a szkoda, bo znana być powinna, bo Antonisz (a właściwie Julian Józef Antoniszczak) był niezwykle ciekawą osobowością i wszechstronnym artystą. Znany jest przede wszystkim jako autor animacji, m.in. słynnego Jak działa jamniczek (1971), rysowanego bezpośrednio na taśmie filmowej Ostrego filmu zaangażowanego (1979) czy satyrycznych animacji prześmiewczo-eduacyjnych Jak nauka wyszła z lasu (1970) i Jak to się dzieje, pyta Agnisia, że na ekranie widzimy misia (1970). Antonisz był dosłownie „człowiekiem-orkiestrą”. Pisał scenariusze, reżyserował, pisał, rysował, komponował, zafascynowany maszynami tworzył dziwne instalacje i pojazdy (jak „samochód” skonstruowany z dwóch rowerów), a także urządzenia służące mu w pracy nad animacjami, jak antoniszograf fazujący czy chropograf.

Z obszernym biogramem i filmografią Juliana Antonisza można się zapoznać m.in. na portalu culture.pl

(Napisałem, że Antonisz nie jest szeroko znany i podtrzymuję to zdanie, mimo że, jak można przeczytać w biogramie: „O popularności twórczości Antonisza niech świadczy choćby to, że na odbywającym się w lecie 2007 festiwalu Era Nowe Horyzonty przegląd poświęcony twórczości tego reżysera cieszył się największym zainteresowaniem widzów.”)

Do niedawna zupełnie zapoznaną stroną twórczości artysty były jego komiksy czy też opowieści graficzne. Tę lukę wypełnia publikacja Korporacji Ha!art, Opowieści graficzne, która zbiera cztery zachowane komiksowe formy autorstwa Antonisza:

1. Z życia smoka;

2. Jak powstało Muzeum Filmu Non-Camera (komiks fotograficzny). Lubień, kwiecień 1984;

3. Przygody Hitlera;

4. Pierony.

skan1-600

Oprócz wymienionych komiksów publikacja zawiera artykuł Komiks jako „pomysłownik”. Opowieści graficzne Juliana Antonisza (s. 5-9), pióra Jakuba Woynarowskiego (znanego choćby z projektu Orbis pictus a także propagatora tzw. story artu, która to teoria została ostatnio mocno skrytykowana przez Jerzego Szyłaka w książce Komiks w szponach miernoty). Po tekście Woynarowskiego mamy kilka słów córki artysty, Sabiny Antoniszczak, zamieszczonych w krótkim artykule Jak powstawały komiksy Julka (s. 11-16), gdzie autorka opowiada o genezie wszystkich opublikowanych utworów.

Komiksy Antonisza wydane przez Ha!art są szalenie różnorodne. Z życia smoka to rodzaj pasków (bardzo ciekawych graficznie, bardzo oryginalnych) publikowanych w latach osiemdziesiątych XX w. w „Gazecie Krakowskiej”. Niestety, wydano tylko trzy paski, wszystkie z plansz oryginalnych. (Nie jestem pewien, czy Antonisz zrobił ich więcej). Jak powstało Muzeum to kolaż, komiks z fotografii. I przyznaję, że ten właśnie wydaje mi się najsłabszy, skierowany, jak się wydaje, do najbliższych i na ich uczuciach, sentymentach, wspólnych wspomnieniach grający. Dla czytelnika przychodzącego z zewnątrz, a takim jestem, nie jest on ani przesadnie zabawny, ani zaskakujący pod względem formalnym, ani, w gruncie rzeczy, nie dowiedziałem się z niego niczego o samym Muzeum Filmi Non-Camera. Z życia smoka z kolei podobało mi się bardzo pod względem graficznym, żarty natomiast wydały mi się przeciętne, ale też trudno dorównać dowcipowi Marka Raczkowskiego, który bardzo sobie cenię.

Kapitalne za to są Pierony, stanowiące tak naprawdę scenopis obrazkowy do filmu, który niestety nigdy nie został zrealizowany. Jak pisze Sabina Antoniszczak: „Miał on opowiadać historię dwóch górników ze Śląska, którzy w ramach czynu społecznego, wykonania piętnastu tysięcy procent normy, pobili rekord w ręcznym drążeniu szybu i używając jedynie kilofów, przekopali się na druga stronę kuli ziemskiej do Australii.” Już sama ta zapowiedź wystarczyła mi za wystarczającą zachętę, bo uwielbiam takie absurdalne, prześmiewcze historie. I nie zawiodłem się. Rysowana „brudną”, niedbałą kreską kuriozalna opowieść o górnikach, szybie łączącym Wschód z Zachodem (pamietajmy, że rzecz dzieje się w czasach zimnej wojny), zagrożeniu stonką podrzucaną przez Australijczyków, kangurze, który maszeruje wokół szybu w rytm muzyki granej przez orkiestrę dętą (a jakże!) – wszystko to sprawiło, że podczas lektury setnie się bawiłem.

skan2-600

Specjalnie na koniec zostawiłem Przygody Hitlera. Jest to komiks rysowany przez Antonisza jeszcze w czasach szkolnych, w latach pięćdziesiątych, w sześćdziesięciokartkowym zeszycie w kratkę. Jest to też najdłuższa opowieść wydana w tym tomie. W pierwszej chwili zastanawiałem się nad sensownością publikowania aż takich juwenaliów (sam też rysowałem komiksy w dzieciństwie, ale pokazać ich bym sie nie ośmielił). A jednak historia opowiedziana przez małego Julka jest wciagająca, a także ciekawa rysunkowo. Naprawdę, chciałbym tak rysować nie tylko dziecięciem będąc, ale nawet teraz. Przygody Hitlera są kompletnie pokręcone, zwariowane i totalnie nieprawdopodobne (a czy Pierony są prawdopodobne?). To żywioł dziecięcej wyobraźni, a jednocześnie ciekawe świadectwo (jak mi się wydaje) odreagowywania otaczającej atmosfery (wszak wojna dopiero co się skończyła, a Antonisz rysował te historie w najgorszych latach komunizmu w Polsce). W rzeczy samej, decyzję o opublikowaniu tej dziecięcej historii autora Jak działa jamniczek uważam za bardzo dobrą i trafioną.

Na koniec wreszcie należy podkreślić świetne wydanie Opowieści graficznych. Całość jest szyta i prezentuje się znakomicie w twardej oprawie, na dobrej jakości papierze. Warto też dodać, że publikacja została dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Potencjalni czytelnicy: dorośli i dojrzała młodzież licealna; osoby zainteresowane sztuką współczesną, animacją, historią animacji polskiej, nurtów w sztuce polskiej lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. 

Pomysły na spotkania: historia polskiej animacji, relacje między komiksem a animacją, sztuka filmowa a komiks

Uwagi dla rodziców: z wyjątkiem Przygód Hitlera komiksy Antonisza nie są przeznaczone dla dzieci – Z życia smoka i Jak powstało Muzeum raczej nie zostaną zrozumiane (w moim odczuciu), a w Pieronach pojawiają się kadry, których niektórzy rodzice nie chcieliby dzieciom pokazywać (trochę szkoda, bo poza tym też by się mogły świetnie bawić), co jednak można dać licealiście czy gimnazjaliście, niekoniecznie uczniom szkół podstawowych. Przygody Hitlera – jak najbardziej dla dzieciaków, wszak dzieciak tę historię wymyślił.

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: bezwzględnie

Biblioteki wyższych szkół artystycznych – bezwzględnie

Biblioteki publiczne: jeśli mają dział poświęcony sztuce polskiej, animacji – tak; małe filie – niekoniecznie

Biblioteki dla dzieci i młodzieży: liceum – można, w liceach z klasami o profilu filmowym, filmoznawczym – bezwględnie; gimnazjum – ewentualnie dojrzali uczniowie ostatniej klasy, interesujący się animacją, awangardą, surrealizmem w sztuce; podstawówka – nie.

Uwagi: obowiązkowa pozycja dla kolekcjonerów i osób interesujących się pograniczami sztuk, przenikaniem się animacji i sztuki filmowej ze sztuką komiksu

Ocena: trudno mi tę publikację jednoznacznie ocenić; jako publikacja historyczna, dokumentacyjna świetny, czyli :: 5+ :: zaś jako lektura: Pierony bardzo dobry, czyli :: 5 ::, Z życia smoka powyżej przeciętnej, czyli :: 3+ ::, Jak powstało Muzeum przeciętny, czyli :: 3 ::, a Przygody Hitlera, zważywszy na ówczesny wiek Antonisza – bardzo dobry, czyli :: 5 ::

Dziękuję Korporacji Ha!art za egzemplarz recenzencki.

Wszystkie ilustacje stanowią materiały prasowe. Ja zaczerpnąłem je stąd.

Nadchodzą Zeszyty Komiksowe

Najnowszy, szesnasty już numer Zeszytów Komiksowych, których współwydawcą jest Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, poświęcony jest komiksowi polskiemu lat dziewięćdziesiątych. Numer będzie dostępny już podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. W zapowiadanym numerze, prócz partii tekstów tematycznych, również będzie się można zapoznać z blokiem polemicznych wypowiedzi, odnoszących się do niedawno wydanej książki Jerzego Szyłaka Komiks w szponach miernoty.

A okładka, której autorem jest Marek Turek, wyglądać będzie tak:

ZK_16

Alfabet z dymkiem – D

Udało się jakoś ukończyć C (lub to moje złudzenie). Czas na D.

Gwoli przypomnienia dla osób, które po raz pierwszy tu zajrzały – cykl alfabet z dymkiem skierowany jest przede wszystkim do bibliotekarzy, by dać im możliwie najszersze i w miarę uporządkowane spojrzenie na najważniejsze (moim zdaniem) nazwiska, tytuły, zjawiska, wydawnictwa lub wydarzenia związane z komiksem. Oczywiście, cykl ten może czytać każdy. I jeśli coś lub kogoś Waszym zdaniem istotnego zdarzy mi się pominąć, będę wdzięczny za sugestie, uwagi, sprostowania. Z góry też przepraszam za widoczny zapewne brak wielu mang, ale tego tematu nie ogarniam.

Tymczasem D.

Dallas Bar – komiks science-fiction wydany w Polsce przez Egmont w serii „Plansze Europy”. Autorem rysunków jest znany twórca komiksowy, Marvano, natomiast scenariusz napisał pisarz science-fiction, laureat nagród Hugo i Nebuli (i wielu innych), Joe Haldeman. A sam komiks? Najemnik, genialny naukowiec, polityka, skorumpowany świat, androidy, statki kosmiczne itd. Dla miłośników fantastyki – pozycja obowiązkowa.

Dallas Barr

James Robert Davis – przyznajcie się – kto wiedział, o kim mowa? Podejrzewam, że niewiele osób potrafiło skojarzyć tę osobę z jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych bohaterów prasowego komiksu wszech czasów. Bowiem James Robert Davis, czyli Jim Davis, jest twórcą Garfielda. I nie wiem, czy istnienie jakiś bardziej znany koci bohater w historii kultury Zachodu. Podejrzewam, że Kota z Cheshire kojarzyłoby mniej osób.  Podobnie – Behemota.

garfield

Daytripper. Dzień po dniu – mała seria komiksowa przez niektórych uznawana za jeden z najciekawszych tytułów, jaki ukazał się w Polsce w zeszłym roku (jeszcze nie czytałem). Otrzymał w 2011 trzy bardzo ważne nagrody – Eisnera, Harvey Award i Eagle Award. Autorami są Brazylijczycy – Fábio Moon i Gabriel Bá. Cytat z opisu polskiego wydania: „Gdy zapytano nas po raz pierwszy, o czym jest DAYTRIPPER, odpowiedzieliśmy bez wahania: “O życiu”. Usłyszeliśmy krótkie: “I już?”. Zapadła cisza.” Nie wiem, jak Was, ale mnie zachęca.

daytripper

Ryszard Dąbrowski – twórca, który wyrósł z tradycji polskiej sceny anarchistycznej. Znany jest głównie z wykreowania postaci redaktora Szwendaka, a przede wszystkim serii o Likwidatorze, polskim anty-super-bohaterze. Osobiście Likwidatora bardzo lubię, jednak biorąc do ręki komiksy stworzone przez Dąbrowskiego trzeba mieć na uwadze, że wszelkie uczucia patriotyczno-narodowo-religijne zostaną obrażone. Od twórcy Likwidatora dostaje się wszystkim równo, politykom z każdej możliwej strony, od lewa, przez środek, do prawa, tym, którzy niszczą przyrodę, klerowi itd. Humor czasem jest dość gruby, w komiksach tych wiele jest też wulgaryzmów. Absolutnie nie dla dzieci. W moim przekonaniu jeden z najciekawszych utworów komiksowych w bezkompromisowy (i bardzo „na bieżąco”) komentujący aktualne wydarzenia. Z tego powodu niektóre opowieści niestety szybko się starzeją (czytelnicy urodzeni w latach dziewięćdziesiątych mogą mieć problem z identyfikacją niektórych polityków, którzy zniknęli ze sceny, albo osób z życia publicznego, jak ksiądz Tiszert). Znać wypada, jednak sięgając trzeba być przygotowanym na mocne uderzenie.

Likwidator01

Dilbert – skoro w literce A pojawił się Scott Adams, to tutaj musi pojawić się on. Inżynier, pracujący w korporacji, w którego postaci, jak podejrzewam, znajduje swoje odzwierciedlenie wielu czytelników (bez względu na to, czy sa pracownikami korporacji…). Cóż, absurd jest wszędzie. A jako że otacza nas wszechabsurd… Dilbert musi być kochany. Pierwszy pasek o przygodach pracownika korporacji został opublikowany 16 kwietnia 1989 roku. Obecnie paski z nim pojawiają się w 2000 gazet i czasopism w 65 krajach świata i 25 językach.

dilbert

Dolna Półka imprint wydawnictwa timof i cisi wspólnicy. Zorientowane na wydawanie przede wszystkim młodych, nowych twórców komiksu polskiego. Wydaje również magazyn „Profanum” (dotąd ukazały się dwa numery), zawierające przegląd krótkich historii komiksowych różnych autorów. Tutaj można się zapoznać z ideą towarzyszącą założycielom wydawnictwa.

profanum_1_cover

Donald – o serii z Kaczorem Donaldem swego czasu pisał Michał Jankowski. Nic dodać, nic ująć…

Doman – współczesnym dzieciakom pewnie nic ten tytuł nie mówi. Jednak gdy dorastałem, był to jeden z niewielu komiksów, w których pojawiali się słowiańscy wojowie. Seria nawiązuje do polskich legend o powstaniu Polski, scenariusz wzorowany był na „Starej baśni” Kraszewskiego. Już choćby z tego powodu warto wiedzieć (i podsuwać dzieciakom). Bo nie sądzę, by o powieści Kraszewskiego uczyły się dziś w szkole. Nic wielkiego – próba zesłowianizowania Conana – ale wiedzieć warto, że mamy i taki tytuł w historii polskiego komiksu.

Doman_05

Dragon Ball – manga (a także anime), którego twórcą jest Akira Toriyama. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych tytułów komiksu japońskiego. Inspirowana „Wędrówką na Zachód”, jedną z czterech klasycznych powieści chińskich, manga opowiadaja o przygodach chłopca Son Gokū, który wraz z przyjaciółką o imieniu Baluma wyrusza na poszukiwanie Smoczych Kul. Przyznaję, że nie czytałem – z opisu fabuły wynika, że prócz poszukiwania Kul, chłopiec broni losów Ziemi.

dragonball

Dylan Dog – został stworzony w 1986 roku przez włoskiego twórcę (scenarzystę) Tiziano Sclaviego (rysunki do różnych tomów wykonują rózni artyści, jak Andrea Venturi, Luigi Piccatto, Giampiero Casertano, Angelo Stano i inni). Seria opowiada o detektywie zajmującym się rozwiązywaniem paranormalnych zagadek. Dla wielbicieli powieści grozy i dobrych horrorów – przednia lektura. Zresztą wydawcy czesto przytaczają słowa samego Umberto Eco, który podobno powiedział: „Biblię, Homera i Dylana Doga mogę czytać bez przerwy”. Podobno każdego miesiąca tomiki z historiami o detektywie mroku sprzedawały się we Włoszech w milionowym nakładzie.

DylanDog1

Jerzy Szyłak o powieści graficznej

Doszły mnie słuchy, że już za chwileczkę, już za momencik ukaże się książka absolutnego polskiego autorytetu w dziedzinie badań nad komiksem – Jerzego Szyłaka.

Publikacja ta będzie poświęcona specyficznej odmianie opowieści obazkowych nazywanej po angielsku graphic novel, co na polski zostało przetłumaczone jako powieść graficzna. Pomimo oporu części środowiska komiksowego (bo „komiks to komiks”) można sądzić, że nazwa ta już się przyjęła i funckjonuje w szerokim obiegu.

Na :: Kolorowych Zeszytach :: można będzie od dziś czytać fragmenty szykowanej do druku książki. Lekturę gorąco polecam.

A książki Jerzego Szyłaka już się nie mogę doczekać.

Rekomendacje :: „Persepolis” Marjane Satrapi

Wiem, wiem. Dla wielu osób, które odwiedzają tego bloga, ta (o)powieść graficzna to oczywista oczywistość.

A jednak może się zdarzyć tak (co gorsza, wiem, że tak jest…), że ktoś tego komiksu nie zna (choć może widział animację nakręconą na jego podstawie). Jeśli jednak pisałem o Maus Arta Spiegelmana, to musi się pojawić również opowieść Marjane Satrapi. Mimo że nakład został już dawno wyczerpany i pozostaje mieć nadzieję na dodruk.

Marjane Satrapi, Persepolis. Tom 1: Historia dzieciństwa, tom. 2: Historia powrotu. Kraków, Wydawnictwo Post, 2006-2007. Nakład wyczerpany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA:: stąd ::

Persepolis to historia autobiograficzna, opowieść o dzieciństwie i dojrzewaniu pochodzącej z Iranu autorki, Marjane Satrapi. Jej wczesne dzieciństwo przypadło na okres rewolucji islamskiej, czas upadku szacha Iranu, Mohammada Rezy Pahlawiego, gdy do władzy dochodzą ajatollahowie. Natomiast okres dojrzewania Satrapi to czas wojny iracko-irańskiej.

Satrapi w uroczy, a jednocześnie gorzki sposób przedstawia zmiany, jakie miały miejsce w jej ojczyźnie w wyniku obalenia rządów szacha. Drugi tom, czyli Historia powrotu, opowiada o pobycie Satrapi w Wiedniu, dokąd wysłali ją rodzice. Ta część poświęcona jest przede wszystkim próbom opowiedzenia, jak w zupełnie nowym, obcym świecie zachować swoją tożsamość, jednocześnie starając się nawiązywać przyjaźnie, wtapiając się w obce kulturowo społeczeństwo. Oba tomy są znakomite.

Persepolis czyta się jednym tchem, fabuła prowadzona jest bardzo sprawnie, dramatyczne wydarzenia przeplatane są scenami pełnymi ciepłego (choć często i gorzkiego) humoru. Komiks, rysowany w bardzo prosty z pozoru sposób charakteryzuje się silnie skontrastowaną czernią i bielą, a w wielu kadrach daje się zauważyć elementy typowe dla sztuki Bliskiego Wschodu.

Na stronie CBLDF zamieszczono w zeszłym tygodniu świetne opracowanie Persepolis autorstwa Meryl Jaffe, które służyć ma przede wszystkim wykładowcom i nauczycielom w pracy ze studentami i młodzieżą. Pozwolę sobie przywołać tylko wybrane tematy, jakie można z uczniami i studentami omówić: tolerancja i nietolerancja na poziomie osobistym, politycznym i społecznym; problematyka mówienia nie tego, co się myśli, ale co jest jedynie słuszne według obowiązującej ideologii (można nawiązać do Dzieci i ludzi Marzeny Sowy i Sandrine Revel, dziejących się w czasach stalinowskich); dramatyczne zmiany, jakim uległo całe życie bohaterki po rewolucji islamskiej; dziecięce gry i zabawy przedstawione w komiksie (i porównanie ich z zabawami europejskimi); zmiany w jej postrzeganiu rzeczywistości, od dziecięcych prób utożsamiania się z ideologią fundamentalistów po walkę o prawa człowieka; wyjaśnienie ojca głównej bohaterki, jak doszło do przewrotu w Iranie; wojna iracko-irańska (pamiętam ją z czasów mojego dzieciństwa, ale współczesne dzieciaki na pewno nie mają o niej pojęcia, co więcej, jestem przekonany, że myli im się Iran z Irakiem, wielu dorosłym zresztą pewnie też); totalitarny aspekt fundamentalizmu islamskiego; różnice klasowe w Iranie i jak to się zmieniło po rewolucji; okres dojrzewania i młodzieńczego buntu.

Nie mogę tego teraz znaleźć, ale czytałem kiedyś, że w armii Stanów Zjednoczonych traktowano Persepolis jako obowiązkowy podręcznik dla żołnierzy wyruszających do krajów Bliskiego Wschodu. Tymczasem całkiem niedawno, w okręgu Chicago, wycofano go ze szkół i bibliotek dla młodzieży, gdyż jakoby był nieodpowiedni dla dwunasto-trzynastolatków (polecam podlinkowany tekst na Booklipsie albo Komiksomanii). Ten kraj na zawsze pozostanie dla mnie niepojęty, pełen kuriozalnych absurdów, jeszcze większych niż u nas (jeśli to możliwe).

4502759617_8d9cac0b44_o:: stąd ::

O Persepolis pisali między innymi: Sylwia Kaźmierczak, Tomasz Nowak, Independent.

Komiks Satrapi jest lekturą obowiązkową, szczególnie w tych burzliwych czasach, gdy ponownie zderzają się cywilizacje Zachodu i krajów islamskich. Poza tym, że jest to po prostu bardzo sprawnie napisana i narysowana opowieść o dzieciństwie i dojrzewaniu w czasach wielkich przemian, z tej historii można się naprawdę bardzo dużo dowiedzieć. Zachęca do tego, by szukać i czytać dalej o Iranie, by więcej dowiedzieć się na temat tego niezwykłego kraju i kultury. Nawiasem mówiąc – sami sobie odpowiedzcie na pytanie, jakim językiem mówi się w Iranie i do jakiej rodziny językowej on należy. Ci z Was, którzy nie wiedzą, zdziwią się zapewne, że językowo o wiele, wiele bliżej mieszkańcom ojczyzny Satrapi do nas, niż do Arabów. A język wszak stwarza świat.

Potencjalni czytelnicy: od gimnazjum każdy; absolutna klasyka, którą warto, trzeba, po prostu wypada znać

Pomysły na spotkania i zajęcia z dziećmi i studentami: zobacz wspomniane przeze mnie wyżej świetne opracowanie (w języku angielskim) na stronie CBLDF

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: koniecznie

Biblioteki z egzemplarzem obowiązkowym: koniecznie

Biblioteki publiczne: koniecznie

Biblioteki szkolne: gimnazjum i liceum– koniecznie

Biblioteki publiczne dla dzieci i młodzieży: komiks mogą czytać gimnazjaliści, dla młodszych jest raczej zbyt trudny

Ocena: można się spierać, ale dla mnie absolutna klasyka, czyli :: 6+ ::