Podsumowania :: relacje

O roku ów! 2015 w komiksie oczami Artura Wabika

Na stronie Instytutu Książki pojawiło się wczoraj bardzo obszerne omówienie tegorocznego rynku komiksowego w Polsce, które zawiera też wzmianki o niektórych wydarzeniach w bibliotekach.

Gwoli zachęty: „[…] w 2015 r. do sprzedaży w Polsce trafiło 530 albumów komiksowych z rynku europejskiego i USA. To niemal o sto tytułów więcej, niż w roku ubiegłym i ponad dwukrotnie więcej, niż w roku 2013. Doliczając do tego mangi (około 280 pozycji) uzyskujemy zawrotną liczbę 810 komiksów. To prawdopodobnie rekord wydawniczy, który jest efektem ciągłego powiększania się rynku i narastającego zainteresowania komiksem przez wydawców książkowych. Tylko w ostatnim kwartale bieżącego roku komiks znalazł się w ofercie wydawniczej aż 50 różnych wydawnictw. Ten imponujący wynik obejmuje zarówno ekskluzywne wydania w twardych oprawach, skierowane do czytelników dorosłych, jak i komiks dziecięcy w formacie zeszytowym, a także publikacje zbiorowe, wydawnictwa pokonkursowe, katalogi wystaw i ziny.”

Autorem tekstu jest Artur Wabik, natomiast całe omówienie znajduje się :: tutaj :: Bardzo polecam, a dla bibliotekarzy jest to lektura obowiązkowa.

A jeśli chcecie porównać tegoroczny komiksowy rynek francuskojęzyczny i polski – zajrzyjcie koniecznie do wczoraj opublikowanego tekstu Magdy o raporcie Ratiera.

Nagrody, nagrody, francuskie nagrody

Rozpoczynając temat nagród dla komiksów frankofońskich nie wiedziałam, że … rozpoczynam.

Komiksów w języku francuskim ukazuje się mnóstwo, wiele jest także osób zdolnych do przeprowadzania rzetelnej selekcji i dokonywania oceny. W związku z tym (jak sądzę) dzieli się komiksy na kategorie i przyznaje nagrody, o których informacje docierają średnio co parę dni.

9 grudnia ukazała się wiadomość o przyznaniu po raz pierwszy przez tygodnik Le Point Prix Wolinski.

Otrzymał ją Zep za album What a Wonderful World! (Delcourt), który zbiera rysunki publikowane na blogu Monda od lata 2014 do lata 2015.

10 grudnia ogłoszono listę dziesięciu komiksów nominowanych do prix France Info de la BD.

Jury, złożone z dziewięciu dziennikarzy informacyjnej stacji radiowej nagrodzi najlepszy komiks reportażowy, podejmujący aktualną tematykę.

Lista nominowanych (podaję za Livres Hebdo):

  • Brigade criminellede Raynal Pellicer et Titwane (La Martinière)
  • Catharsisde Luz (Futuropolis)
  • Cher pays de notre enfance de Benoît Collombat et Etienne Davodeau (Futuropolis)
  • Colère nucléaire, vol. 1. L’après catastrophede Takashi Imashiro (Akata)
  • Frères de terroirs, carnet de croqueurs tome 2 / été-automne de Jacques Ferrandez et Yves Camdeborde (Rue de sèvres)
  • La Présidente de Farid Boudjellal et François Durpaire (Les Arènes/Demopolis)
  • Les esclaves oubliés de Tromelin de Sylvain Savoïa (Dupuis)
  • Murs, Murs de Tignous (Glénat)
  • Sables noirs, 20 semaines au Turkménistan de Troub’s (Futuropolis)
  • Yallah Bye de Kyung-Eun Park et Joseph Safieddine (Le Lombard)

 

 

Zwycięski tytuł zostanie wyłoniony 14 stycznia w czasie audycji radiowej France Info.

 

Nagrodę za 2015 otrzymali bracia Emmanuel i François Lepage za album La Lune est blanche (Futuropolis), skomponowany z rysunków i fotografii. Stanowi on relację z wyprawy na Antarktydę.

 

I jak tu nie lubić BD?!?

[Napisała: Magda]

Grand Prix ACBD 2016

8 grudnia, zgodnie z przyjętym harmonogramem, francuskie Stowarzyszenie Dziennikarzy i Krytyków Komiksowych ogłosiło nazwisko laureata Grand Prix ACBD 2016.
Zdobywcą Wielkiej Nagrody jest Fabcaro, autor albumu Zaï Zaï Zaï Zaï, wydanego przez 6 Pieds sous terre.

Fabrice Caro – bo tak brzmi prawdziwe nazwisko laureata – urodził się w 1973. Jest rysownikiem, autorem scenariuszy komiksowych, gitarzystą, wokalistą i kompozytorem rockowym. Opublikował kilka komiksów, a także, w 2006, powieść Figurec (Gallimard), przerobioną na BD przez Christiana de Mettera (Casterman).

Na kilku planszach udostępnianych w Internecie widać rysunki pozbawione koloru, postaci właściwie bez twarzy, które tworzą syntetyczny obraz społeczeństwa epoki konsumpcjonizmu, nietolerancji i wykluczenia. Obraz absurdalny i groteskowy, śmieszny i straszny.

Punktem wyjścia jest sytuacja w supermarkecie. Podczas zakupów bohater orientuje się, że nie ma przy sobie karty stałego klienta, w związku z czym zostaje zatrzymany przez ochroniarza. Broni się zabranym z półki porem, następnie ucieka i staje się najbardziej poszukiwanym w kraju człowiekiem. Strona po stronie rozwija się przed czytelnikiem nieprawdopodobny road movie, oda do tolerancji w oparach nonsensu.

Sam autor pisze: „Jest to książka najbardziej polityczna spośród wszystkich, które dotychczas wydałem. Mówię w niej wiele, choć nie wprost, o tolerancji i akceptacji innego. Zdecydowałem się wprowadzić na scenę autora BD [profesja bohatera], gdyż pozwoliło mi to na użycie własnych cech oraz podkreślenie rosnącej niepewności mojego statusu.”

ACBD liczy 87 dziennikarzy i krytyków, wypowiadających się regularnie na temat komiksu w mediach lokalnych i krajowych. Dokonali oni wyboru jednego albumu spośród 3 923 wydanych we Francji, Belgii i Szwajcarii między listopadem 2014 a końcem października 2015.

Plansze z Zaï Zaï Zaï Zaï zobaczyć można na stronie Telerama oraz na blogu FranceTVinfo.

[Napisała: Magda]

Polski komiks w służbie edukacji kulturalnej – podsumowanie projektu

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych edukowaniem najmłodszych (nie tylko) poprzez komiks do udziału w spotkaniu podsumowującym projekt „W POSZUKIWANIU POLSKICH SUPERBOHATERÓW – polski komiks w służbie edukacji kulturalnej”, które odbędzie się w czwartek 10 grudnia o godz. 10.30 w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu w sali 82. Będą: relacja z warsztatów, uczniowskie prace, obserwacje, analizy, wnioski i plany na przyszłość.

Projekt podsumuje Aleksander Gniot.

w_poszukiwaniu

Komiksowy rok zza pulpitu

[Tekst, który pierwotnie, czyli dziś rano, poszedł na Pulowerku].

Czas podsumowań. Raz je czynię, innym razem nie. W tym roku o kilku ważnych, w moim odczuciu, wydarzeniach w komiksowym świecie, a szczególnie komiksowo-bibliotecznym, chciałbym wspomnieć. O pewnych sprawach nie będę się tu rozpisywał – wspomniałem o nich w rozmowie, którą przeprowadził ze mną Kuba Oleksak w związku z moimi nominacjami do plebiscytu Komiksy Roku. Sądzę, że ta rozmowa pojawi się tam niedługo, zatem, jeśli kogoś interesują szczegóły tego, jak widziałem ten rok i dlaczego właśnie takie były moje wybory w plebiscycie (i jakie byłyby naprawdę), odsyłam do śledzenia strony plebiscytu (pojawią się tam oczywiście również rozmowy z Dominiką Węcławek, Maciejem Gierszewskim, Tomaszem Pstrągowskim i Krzysztofem R. Wojciechowskim). [Po pewnym czasie – rozmowa się pojawiła, zatem, jeśli ktoś jest zainteresowany – zapraszam do lektury].

comics_library:: stąd ::

Komiksy

Kolejny rok obfitości. Ukazało się wiele tytułów, w tym bardzo dużo takich, które przeczytałem i mnie zachwyciły, poruszyły, zaciekawiły. A już za progiem nowy rok i kolejne tytuły wpiszą się na listy „chce się mieć”, „chce się przeczytać”. Wymieniać tu tytułów raczej nie będę. Odsyłam do wyżej wspomnianej rozmowy.

Festiwale i spotkania

Brałem w tym roku udział w dwóch zaledwie festiwalach – Ligaturze i MFKiG. O festiwalu łódzkim pisałem tutaj. Ligatura mi się podobała i z roku na rok jest w moim mniemaniu coraz lepsza.

Ponieważ to blog biblioteczny zatem warto przypomnieć, że od samego początku festiwal gdański, na który w tym roku nie udało mi się dojechać, organizuje przede wszystkim biblioteka – a dokładnie brygada z Pracowni Komiksowej. Cieszę się, że tradycję podtrzymują i życzę jak najlepiej na następne lata – podobnie jak i innym organizowanym przez nich wydarzeniom – w tym Projektowi 24h oraz różnym wystawom, w które są zamieszani.

Duży szacunek dla Małopolskiego Studia Komiksu za cykl Piątkowych Spotkań z Komiksem. Tydzień w tydzień organizować coraz to nowe spotkania, z nowymi gośćmi, nowymi tematami, z różnymi prowadzącymi – to wymaga sporych nakładów sił i czasu. Nie wiem, jaka jest na spotkaniach frekwencja, ale brawa za systematyczność i kreatywność! Szkoda tylko, że MSK nie zamieszcza informacji po spotkaniach – o gościach, uczestnikach, dyskusjach. Szacunek także za próby rozkołysania festiwalu krakowskiego.

W przypadku Kolekcji Komiksów – po rocznej nieobecności reaktywowaliśmy Poznańską Dyskusyjną Akademię Komiksu. Na razie odbyły się trzy spotkania – z Iwoną Chmurą-Rutkowską, Jackiem Świdzińskim i Jerzym Szyłakiem. W planie są następne dwa – do lutego. Jest także zaplanowane spotkanie na kwiecień.

Najważniejsze wydarzenia

W moim odczuciu wydarzeń komiksowych, zasługujących na miano wydarzenia roku było kilka. Pierwsze to nominowanie do Nagrody Nike komiksu Macieja Sieńczyka Przygody na bezludnej wyspie. Podtrzymuję moje zdanie, że to wydarzenie roku, mimo że Marek Turek starał się mnie (w bardzo ciekawym tekście) od opinii takiej odwieść.

Drugie wydarzenie, które może jest, a może nie jest warte odnotowania, to powstanie Łódzkiego Centrum Komiksu. W jaki sposób ta miejscówka odznaczy się na komiksowej i w ogóle kulturalnej mapie Polski – okaże się w przyszłości. Życzę w kazdym razie, by prześcignęli firmę-Matkę – czyli Belgijskie Centrum Komiksu. Co ciekawe, w dotychczasowych podsumowaniach tego roku na komiksowych stronach wydarzenie to w ogóle nie zostało odnotowane, a wydaje mi się bardzo ważne dla długofalowych działań. Jak będzie naprawdę, pokaże jednak przyszłość. Na razie nie mają chyba nawet strony (albo nie potrafię szukać).

Jakoś istotne wydaje mi się również podjęcie przez Centralę działań na rynku brytyjskim. Jeśli się nie mylę, jest to pierwsza próba polskiego wydawnictwa komiksowego, by zaistnieć na rynku zachodnim. Trzymam kciuki, bo być może dla promocji polskiego komiksu poza granicami Polski okaże się ten ruch wydarzeniem przełomowym, czego życzę i Centrali i rodzimym twórcom.

Podobnie ważne było otwarcie pierwszej w Polsce galerii komiksu Cheap East oraz coraz większy rozpęd galerii ArtKomiks.

Książki o komiksie

W tym roku obrodziło, ale też już od kilku lat daje się zauważyć wzrost liczby publikacji poświęconych sztuce komiksu. W tym roku to między innymi publikacja Łukasza Kowalczuka o TM-Semic, Komiks kontra sztuka Barta Beaty’ego, dwa kolejne numery Zeszytów Komiksowych i ważna książka Jerzego Szyłaka Komiks w szponach miernoty. Ach, jeszcze książka o Marvel Comics, która zbiera świetne recenzje i głosy w sieci – ale tej jeszcze nie mam, ani u siebie na półce, ani w bibliotece.

O moich zastrzeżeniach w odniesieniu do książki Szyłaka pisałem na łamach Zeszytów Komiksowych. Tu powiem tyle, że pojawienie się tak ostrej, polemicznej książki, która bezlitośnie traktuje oponentów, to bardzo dobry znak, bo być może badania nad komiksem w Polsce przeszły z fazy pojedynczych publikacji na zadane tematy, do fazy polemik, ścierania się poglądów, perspektyw, do dyskusji. I to jest dobra i ważna strona tej książki.

A następny rok, jeśli wierzyć zapowiedziom, zapowiada się równie ciekawie. Wśród zapowiedzi m.in. książki Wojciecha Birka, na które bardzo czekam.

Spojrzenie w przeszłość

Wydawnictwo Komiksowe, nowy (i gdy się spojrzy na pierwsze wydane tytuły – poważny) gracz na rynku ruszył także z serią Dawny komiks polski. Seria pod redakcją Adama Ruska, wieloletniego pracownika Biblioteki Narodowej, jest bardzo ważną inicjatywą i trzymam kciuki za kolejne tomy. Mam tylko nadzieję, że kolejne tytuły będą miały lepszą szatę graficzną.

Kolekcja Komiksów

Z jednej strony, był to rok dość spokojny. Czytelnicy przychodzą, nowe tytuły na półkach się pojawiają. I o to chodzi. Najważniejszym jednak wydarzeniem, o którym dotychczas nie pisałem, bo czekałem, aż napłyną do mnie pierwsze opracowane tytuły (alem jest zbyt niecierpliwy) – jest z pewnością zakup przez Bibliotekę Uniwersytecką w Poznaniu ponad 700 woluminów komiksów i czasopism komiksowych z prywatnej kolekcji wybitnego scenografa, malarza, twórcy komiksów – niezwykłego artysty po prostu – Jerzego Skarżyńskiego. O kolekcji tej pewnie jeszcze napiszę, ale w moim osobistym komiksowym świecie jest to z pewnością wydarzenie roku. W Kolekcji Komiksów również. A przy tym bardzo ważnym przeżyciem było dla mnie poznanie przy tej okazji pani Aliny Skarżyńskiej, absolutnie niezwykłej i szalenie ciekawej osoby.

Komiks w bibliotece

Za ważne ponadto uważam: poświęcenie całego numeru Biuletynu EBIB tematyce komiksowej; coraz więcej imprez komiksowych w bibliotekach – od oczywistych, jak w Gdańsku, Poznaniu czy Krakowie, ale także w Opolu, poznańskiej Bibliotece Raczyńskich i innych, mniejszych książnicach. Oby tak dalej.

No i nieśmiertelna kwestia egzemplarza obowiązkowego. Przede wszystkim – serdeczne podziękowania dla tych wydawców, którzy chcą, przede wszystkim przysyłają, a także przekazują na festiwalach. Dzięki wielkie również za tegoroczne egzemplarze, za pamięć i chęć. Co do tych, którzy nawet nie odpowiadają na maile (a i takich wydawców jest kilku, zarówno wśród komiksowych, jak i mangowych oficyn) – cóż, to po prostu przykre. Ale jest nowy rok i amnestia smutków. Zatem radujmy się i z nadzieją patrzmy w przyszłość.

Wydarzenia w Polsce i na świecie

Tak, nie mylicie się. To nie pomyłka, że raz jeszcze wspominam o wydarzeniu w Polsce. Nie potrafię znaleźć informacji, do którego roku to się odnosi, a uważam, że było to bardzo ważne – umieszczenie komiksu w podstawie programowej dla szkół (wiem na pewno o podstawowych – o klasie III i VI, może jest i w innych). Że żaden wielki tekst na temat nie powstał na serwisach komiksowych (albo ja nie potrafię szukać) – no, to naprawdę nie rozumiem… A drugim wydarzeniem, tym razem zza oceanu – jest kolejne przyznanie Nagrody Eisnera dla bibliotek i bibliotekarzy. Dla mnie bomba.

Oba te  fakty odnoszą się do przeszłości dalszej niż ten rok, ale uważam, że trzeba o nich przypominać. Jak trzeba, to chocby i co roku.

Blog i Pulowerek

Niedługo miną dwa lata, odkąd prowadzę Komiks w bibliotece i kilka miesięcy, gdy goszczę na łamach Pulowerka (dzięki, Maciej!). Przez ten czas blog (a tekże wpisy na Pulowerku) nieco ewoluował, pojawiły się tematy, których początkowo nie planowałem, inne trochę oklapły, pojawiły się kolejne pomysły, do niektórych dawnych chciałbym wrócić. Najważniejsze tegoroczne efekty to nawiązanie współpracy z Pulowerkiem oraz Kolorowymi Zeszytami. I stała współpraca z Zeszytami Komiksowymi.

Cieszy mnie również, że zaglądają tu zarówno bibliotekarze, jak i osoby ze środowiska komiksowego – o to w tym między innymi chodziło – żeby jakoś te środowiska łączyć, kontaktować. Mam nadzieję, że to zadanie zarówno wpisy na blogu, jak i na Pulowerku, choć w części spełniają.

A z najbliższych planów – niebawem zarówno na Komiksie w bibliotece jak i na Pulowerku zamieszczać będziemy wypowiedzi niektórych wydawców – tych, którzy odpowiedzieli na ankietę, którą rozesłałem (wydawców dobrałem z tej strony). W odpowiedziach tych będzie m.in. o bibliotekach, o współpracy, o możliwościach rabatów dla bibliotek, o egzemplarzu obowiązkowym i kilku innych kwestiach, które bardzo nas dotyczą. I będzie bardzo, bardzo różnie. Czasem krótko, czasem długo. Czasem przykro i gorzko, czasem miło i ciepło, czasem mądrze, czasem… hmmm… zaskakująco. Ale wszystkie te odpowiedzi, również zaskakujące, dają do myślenia. Wśród tych, którzy odpowiedzieli – m.in. Centrala, Timof, Hanami, Ongrys, ZinZin, ś.p. SmallPress, ProArte, Taurus, Wydawnictwo Komiksowe. Wszystkim bardzo dziękuję.

Zatem wypatrujcie!

A wszystkim, którzy tu zaglądają – serdecznie, serdecznie dziękuję. Bez Was to wszystko nie miałoby żadnego sensu.

I życzę spokojnego (lub nie), dobrego i pełnego fajnych przygód Nowego Roku.

comics_Kid:: stąd ::

A dla bardzo zainteresowanych tematem polecam podsumowanie na łamach Kolorowych Zeszytów, pióra Macieja Gierszewskiego, Bartłomieja Basisty i Krzysztofa Tymczyńskiego. Mówią bardzo rozsądnie i również o takich aspektach polskiego (i nie tylko) rynku komiksowego, o jakich ja nie wspomniałem.

PDAK reaktywacja, czyli o przemocy, gender i Rosalind Penfold

Pierwsze spotkanie Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu w nowym roku akademickim już za nami. Inauguracyjną prelekcję wygłosiła dr Iwona Chmura-Rutkowska z Zakładu Socjologii Edukacji na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM. Iwona zajmuje się psychologicznymi i społecznymi mechanizmami treningu socjalizacyjnego oraz jawnymi i ukrytymi praktykami edukacyjnymi, które powielają andropocentryzm oraz stereotypy związane z płcią. Mówiąc krótko – gender w jak najlepszym wydaniu.

Ogromne podziękowania dla Prelegentki oraz osób, które znalazły czas i ciekawość w sobie, by posłuchać o naprawdę ważnym temacie.

Iwona Chmura-Rutkowska poruszyła bardzo ważny problem, a właściwie kilka problemów. Cały jej wykład krążył wokół wydanego sześć lat temu komiksu autobiograficznego i autoterapeutycznego – Kochać zbyt mocno (kapcie potwora), czyli o przemocy domowej kobiety, która ukryła się pod pseudonimem Rosalind Penfold. To komiks, który swego czasu odbił się echem w mediach. I słusznie. Bo pod pozorną nieporadną kreską kryje się porażająca historia kobiety i dzieci doświadczających strasznego traktowania ze strony przeciętnego, normalnego mężczyzny.

Na wykładzie poruszono problemy emancypacji (nie tylko kobiet, ale także przede wszystkim mężczyzn, co według Chmury jest kluczowe dla zmian w stereotypowym postrzeganiu mężczyzn i kobiet, a także stosunku do tych ostatnich).

Komiks ma olbrzymią moc poruszania emocji. Przemocy w związkach intymnych poświęcono już wiele badań naukowych, tekstów, opracowań i wiemy już sporo o mechanizmach jej powstawania, natomiast dużą trudnością jest zrozumienie zachowania ofiary i empatią wobec niej. Dziennik w postaci komiksu pozwala z dystansu skonfrontować się z całym codziennym złem, w tysiącach niuansów. Rysunek daje możliwość wieloaspektowego szybkiego „wglądu” w sytuację. W narracji językowej, werbalnej z wielu różnych powodów trudno jest (nawet przy wysokich kompetencjach językowych i kulturowych osoby opowiadającej) zarejestrować wielość czynników, które powodują, że ktoś odczuwa napięcie, frustrację, strach. Wszystko to, do czego „brakuje nam słów”, w komiksie jest „czarno- na białym”. To statystyka codziennej krzywdy w pigułce.

Bardzo interesująca była opowieść o studentach, którzy dostali od Prelegentki zadanie narysowania komiksu o jakimś mocnym, traumatycznym doświadczeniu, które przeżyli. Co ciekawe, oporu nie wzbudził fakt, że mają opowiedzieć o czymś intymnym, ale to, że mają to narysować. Pojawiała się nieustannie kwestia „ale ja nie umiem rysować”, co w tym kontekście zupełnie nie miało znaczenia, natomiast ma ogromne znaczenie w pytaniu o jakość edukacji plastycznej w Polsce, która teoretycznie trwa nieprzerwanie od przedszkola chyba do końca gimnazjum co najmniej. Jak to się dzieje, że po tylu latach edukacji plastycznej wychodzimy ze szkół nie tyle nie umiejąc rysować, co WSTYDZĄC się tego, że jakoby nie umiemy rysować? Wynika z tego, że zamiast rozwijać w nas zamiłowanie do sztuki, do tworzenia, do zabawy rysunkiem – nauczyciele (środowisko?) budzą w nas poczucie zażenowania i wstyd. Sądzę, że ten sam problem dotyczy wychowania muzycznego. I myślę, że problemem nie jest tu wyłącznie skandalicznie niska liczba godzin. Problemem jest tu ocena i strach przed nią, zamiast zabawy i radości z tworzenia, wspólnego śpiewu.

Iwona Chmura-Rutkowska zwracała kilkukrotnie uwagę na wyższość tego komiksu nad opracowaniami naukowymi – według niej pozycja ta powinna być obowiązkową lekturą dla wszystkich, którzy zajmują się problematyką przemocy domowej. Bo żadne opracowanie nie odda tak sugestywnie, tak mocno, a jednocześnie w tak skondensowany sposób tragedii, której doświadcza ofiara.

Prelegentka poruszała też zagadnienie rysunku w terapii osób dorosłych, a także nieufnie odniosła się do opierania diagnozy dzieci wyłącznie na bazie rysunków.

W jednym z liceów w Gdańsku nauczycielka wykorzystuje Kochać zbyt mocno podczas zajęć wychowawczych z dziewczynami – zwraca im dzięki temu w bardzo mocny i wyrazisty sposób uwagę, na jakie cechy muszą bardzo uważać, podczas wchodzenia w związki z chłopakami, czy też w późniejszym życiu – z mężczyznami. To jest świetny pomysł i myślę, że powinien zostać podchwycony również w innych szkołach.

Interesujące (i straszne zarazem) jest to, że wiele studentek, z którymi Iwona Chmura omawia ten komiks na zajęciach, doskonale zna, jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część zachowań opowiedzianych na kartach komiksu, z własnego życia, z własnych doświadczeń.

Mocne i przerażające były dane z najnowszych badań Prelegentki nad przemocą (zarówno fizyczną jak i werbalną) w gimnazjach. Mocne i dające bardzo dużo do myślenia. Bo to, co w nich było najbardziej przerażające, to przede wszystkim społeczne przyzwolenie ze strony nauczycieli, rodziców, dyrekcji na przemoc, jakiej doświadczają dzieci i młodzież. Żeby była jasność – gdy myślę o moich latach szkolnych, było podobnie i jestem głeboko przekonany, że nie jest to „znak czasów” i teraz młodzież jest inna pod tym względem. Owszem, w latach osiemdziesiątych na o wiele mniej mogliśmy sobie pozwolić wobec nauczycieli, ale wobec siebie nawzajem – nie sądzę, by było wówczas lepiej.

Do smutnych konstatacji należy uznać tę, że niestety wciąż jeszcze komiks (jako medium) jest dyskryminowany, również w kręgach akademickich. Najsmutniejsze jest to, że w niektórych przypadkach dyskryminowany jest ze względu na formę a nie treść (!).

Pikanterii całej prelekcji dodała ostatnia głośna dyskusja w mediach wokół gender. Pokazuje to tylko, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii edukacji nie tylko dzieci i młodzieży, ale społeczeństwa w ogóle.

W tym wszystkim wielka szkoda, że na spotkanie przyszło tak mało osób. Uważam, że było bardzo ciekawe, poruszające naprawdę poważny i mocny problem, a do tego niezwykle aktualne. Żałujcie, bo macie czego.

A za miesiąc, 20 listopada, gościem Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu będzie Jacek Świdziński, badacz i teoretyk komiksu, a ponadto niezwykle zdolny twórca, autor określanego jako jeden z najlepszych albumów tego roku A niech cię, Tesla! (zob. recenzje m.in. Dominika Szcześniaka, Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego, Artura Nowrota, Karola Susa), który wymienia się czasem w jednym rzędzie z pracami Bohdana Butenki czy Sławomira Mrożka.

Kolekcja Komiksów na Targach Hobby :: fotorelacja

W zeszły weekend, 19-20 października, Kolekcja Komiksów z Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu urządziła miniczytelnię podczas Targów Hobby na Międzynardowych Targach Poznańskich.

Mój udział w przygotowaniu tego wydarzenia był niewielki, wybrałem tylko większość tytułów, które można było poczytać. Cały ciężar opieki nad kolekcją podczas targów spadł jednak na innych. Dlatego ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do zorganizowania tej miniczytelni, a szczególnie dla tych, którzy dzielnie pełnili dyżury, obsługiwali czytelników (a tych były chyba dziesiatki, jeśli nie setki przez dwa dni!) i zajęli się całą organizacyjną stroną imprezy. Bardzo, bardzo dziękuję!

Czytelnia Kolekcji Komiksów została doceniona m.in. przez organizatorów Targów:

Dyplom_Hobby

Ale największym podziękowaniem i największą radością są słowa, które jedna z czytelniczek miniczytelni zamieściła na profilu BU na fb: „Było super, dziękujemy! Byliśmy i w sobotę i w niedzielę, dzięki Wam polubiłam komiksy:)!

To my dziękujemy!

Autorem wszystkich poniższych fotografii jest Aleksander Gniot. Zapraszam do oglądania.

Hobby_01

Hobby_02

Hobby_03

Hobby_04

Hobby_05

Hobby_07

Hobby_09

Hobby_10

Nagroda Eisnera dla Bibliotek

W kwietniu tego roku ogłoszono nominacje do najważniejszej nagrody przemysłu komiksowego w Stanach Zjednoczonych, czyli Nagrody Eisnera. Wielu w napięciu (lub chociaż z ciekawością) czeka na ogłoszenie oficjalnych wyników, co będzie miało miejsce podczas tegorocznego ComicsCon w San Diego.

I choć o tym najważniejszym wyróżnieniu dla twórców komiksu można znaleźć sporo informacji na polskich portalach i blogach komiksowych, to zupełnie bez echa przeszła całkiem nowa inicjatywa związana z nazwiskiem jednego z najwybitniejszych komiksiarzy w historii.

Od zeszłego roku bowiem przyznawana jest corocznie zupełnie nowa nagroda im. Willa Eisnera. I choć jej ogłoszenie nie odbywa się podczas ComicsCon, to wydaje mi się bardzo znacząca z wielu powodów. Najważniejszym z nich jest ten, że najpotężniejszy przemysł komiksowy na świecie dostrzegł istotną rolę, jaką w promocji komiksu i w ogóle rozwoju czytalenictwa odgrywają biblioteki i bibliotekarze.

Wyróżnienie, o którym piszę, to The Will Eisner Graphic Novel Prize For Libraries, czyli Nagroda Eisnera dla Bibliotek.

Każdego roku przyznawana jest ona trzem bibliotekom podczas konferencji American Library Association (w zeszłym roku w Anaheim w Kaliforni, w tym – w Chicago w Illinois). Każdy z wyróżnionych otrzymuje kolekcję komiksów nominowanych do Nagrody Eisnera danego roku, voucher w wysokości 2000 dolarów na zakup komiksów i powieści graficznych, a także 1000 dolarów na zorganizowanie w bibliotece wydarzenia związanego z komiksami. Znalazłem też informację, że prócz wymienionych gratyfikacji, biblioteki te otrzymują także: the Will Eisner Library Catalog (zawierający ponad 150 książek; w niektórych wiadomościach określane to jest jako backlist, czyli chyba komiksy opublikowane kilka lat temu, które wciąż są na stanie w magazynie), ale do końca tego nie rozgryzłem (jak ktoś wie, o co chodzi, będę wdzięczny za informację).

W rzeczy samej, choć w nagrodzie jest nazwa „dla bibliotek”, dotychczasowe wyróżnienia zdobywali konkretni bibliotekarze, którzy darowali otrzymane kolekcje konkretnym, wytypowanym przez siebie bibliotekom. I tak w roku 2012 student Dylan Flesch ofiarował swoją nagrodę lokalnej bibliotece w Seattle, emerytowana bibliotekarka Viola Dyas powierzyła swoją Alameda County Juvenile Hall w San Leandro w Kaliforni, a Jack Baur, odpowiedzialny za literaturę młodzieżową, swojej bibliotece, czyli Berkeley Public Library.

W tym roku zwycięzcami są Julia Simpson z Auburn Public Library w Georgii, Jude Shanzer, dyrektorka odpowiedzialna za PR Meadow Public Library w Nowym Jorku, a także Beth Adcock z Middlebury Community Public Library w Indianie. Nagrody zostały im przyznane 30 czerwca w Chicago. Zwróćcie uwagę, że rozstrzygnięcie ma miejsce podczas dorocznej konferencji ALA, na którą np. w zeszłym roku zarejestrowało się 20 tysięcy bibliotekarzy…

Znamienne są słowa Carla Groppera, prezesa Fundacji Willa Eisnera: „Przyznajemy tę nagrodę, by podkreślić nie tylko znaczenie Willa Eisnera dla przemysłu komiksowego, ale by docenić ważną rolę, jaką bibliotekarze odgrywają w zjawiskowym rozwoju powieści graficznej. Podczas gdy Will Eisner pomógł stworzyć fundację dla powieści graficznych, bibliotekarze są orędownikami komiksu i komiksowego medium w świecie czytelników.”

Zestawienie komiksów, które stanowią tegoroczną nagrodę można obejrzeć :: tutaj ::

Dlaczego tym piszę? Z jednej strony, bo to jest po prostu ciekawe. Z drugiej, bo czuję zazdrość. Nie chodzi o nagrody, choć oczywiście świetnie by było, gdyby i u nas w podobny sposób doceniano pracę bibliotekarzy (nie chodzi tylko o komiks – chodzi w ogóle o relacje ze środowiskiem wydawniczym). Przede wszystkim mam na myśli podejście do komiksu i powieści graficznej zarówno najważniejszej organizacji bibliotekarskiej w USA, czyli American Library Association, a szczególnie stosunek, jaki ma do bibliotek i bibliotekarzy, przemysł komiksowy i decydenci najważniejszej w świecie nagrody komiksowej.

A jak jest u nas? Próbowałem znaleźć informację o tej nowej kategorii Nagrody Eisnera na naszych portalach, zarówno komiksowych, jak i bibliotecznych. Może nie potrafię szukać.

711px-Will_Eisner_San_Diego_Comic_Con_by_Patty_Mooney_2004Will Eisner (ComicCon w San Diego w 2004 roku)

:: stąd ::

P.S. Serdeczne podziękowania dla Magdy Waligórskiej za podesłanie informacji.

Sieńczyk i inne zjawiska komiksowe

Dziś gościnnie na naszych łamach zgodził się opublikować swój tekst Marek Turek, jeden z ciekawszych twórców komiksu polskiego. Marek jest autorem m.in. cyklu „Fastnachtspiel”, komiksu „Bajabongo” oraz opublikowanego w zeszłym roku bardzo dobrego albumu „NeST”. Jego prace publikowane były (i są) w Polsce i zagranicą (m.in. w Czechach, Włoszech i USA). Publikuje także teksty poświęcone kulturze komiksowej (m.in. w Zeszytach Komiksowych), a także prowadzi dwa blogi: Piktogramy oraz Bazgrolnik. Można także zapoznać się z jego martwym blogiem (komiksem internetowym) Raptularz deliryczny.

***

16 maja środowisko komiksowe (ale nie tylko) zelektryzowała wieść, że komiks Macieja Sieńczyka „Przygody na bezludnej wyspie” został nominowany do Nagrody Literackiej Nike. Praktycznie rzecz biorąc, natychmiast po tej informacji pojawiły się spekulacje na temat tego, co takiej klasy nagroda może przynieść percepcji komiksu jako gatunku w krajowych środowiskach literackich.

Sienczyk

W większości takich rozważań porównuje się nominację albumu Sieńczyka, do nagrody Pulitzera dla komiksu „Maus” Arta Spiegelmana. I chyba właśnie od tej nagrody warto zacząć rozważania o miejscu komiksu w kulturze i o tym, jak takie nagrody przekładają się na jego popularyzację poza środowiskiem „maniaków komiksowych”.

Jak zwykle rzeczywistość okazuje się odrobinę bardziej brutalna niż „miejskie legendy”, krążące wokół unikatowości „Pulitzera dla Mausa”.

Po pierwsze, trzeba zdać sobie sprawę, że nagroda Pulitzera nie jest nagrodą literacką tylko dziennikarską/prasową.

Po drugie, co roku przyznawana jest w 21 kategoriach.

Po trzecie, pierwszym komiksem nagrodzonym Pulitzerem był  cykl pasków „Doonesbury” Garrego Trudeau, który w 1975 roku otrzymał nagrodę w kategorii „Editorial Cartooning” (czyli odpowiednik naszego „rysunku satyrycznego”), drugim komiksem (w tej samej kategorii) była w 1987 roku seria „Bloom County”.

Po czwarte, „Maus” otrzymał nagrodę specjalną (przyznawaną niecyklicznie) Pulitzera w 1992 roku, w kategorii „literackiej” czyli „Letters awards” [nagrody specjalne są przyznawane w trzech kategoriach (a właściwie czterech, bo jest jeszcze tzw. „Servis Award” przyznawana za różne aspekty działalności dziennikarskiej): „Journalism”, czyli dziennikarstwo, „Letters”, czyli  literatura (chociaż początkowo dotyczyło to jedynie poezji) i „Art”, czyli pozornie sztuka, ale w rzeczywistości muzyka (!?)].

Reasumując: „Maus”,  jako jedyny komiks, otrzymał dziennikarską nagrodę Pulitzera w kategorii specjalnej „wydarzenie literackie”. Nie jest to wprawdzie najbardziej prestiżowa nagroda literacka w USA, jest jednak najlepiej nagłośniona (potęga prasy robi swoje) i rozpoznawalna, co wiąże się ze wzrostem popularności nagrodzonego dzieła (czego „Maus” jest najlepszym przykładem).

Warto wspomnieć, że w tym samym roku otrzymał również nagrodę stricte literacką „Los Angeles Times” w kategorii „Book Prize for Fiction”.

Maus

Jeżeli szukamy jakiegoś amerykańskiego odpowiednika dla przyznawanej od 1997 roku Nagrody Literackiej Nike, to najbliższym jej odpowiednikiem wydaje się być American Book  Award.

Nie wiąże się ona wprawdzie z jakimiś specjalnymi gratyfikacjami finansowymi i nie jest skoncentrowana na wybraniu tej „jednej, najważniejszej w danym roku książki”, ale to ta nagroda jest najbardziej związana z literaturą i dostrzeganiem zjawisk „literackich” w danym roku.

Od 1980 roku nagradzanych jest kilka tytułów, od 2010 roku wyboru dokonują tylko pisarze, nie ma listy nominacji czy podziału na kategorie.

W ciągu 33 lat istnienia American Book Award na liście nagrodzonych pojawiło się kilka znaczących nazwisk twórców komiksów: Joe Sacco za „Palestine” (1996), Chris Ware za „Jimmy Corrigan” (2001), Gary Panter za „Jimbo’s Inferno” (2007) oraz pierwszy, dostrzeżony i nagrodzony w 1994 roku, komiks „Flood!” Erica Drookera.

Corrigan_Flood

Wprawdzie wszystkie wyżej wymienione komiksy (łącznie z „Maus”) stanowią doskonałe przykłady możliwości narracyjnych i różnorodności tematów, jakimi zajmują się współcześni twórcy komiksów, jednak to „Flood!” Drookera jest z pewnych względów najciekawszym przypadkiem.

Bo „Flood!” jest komiksem niemym (czyli pozbawionym całkowicie tekstu, cała narracja odbywa się za pomocą grafiki), a zatem wyróżnienie go nagrodą literacką jest sporym kuriozum (a jednocześnie docenieniem komiksu w jego najbardziej „nieliterackiej” formie), warto tutaj wspomnieć, że ten album został doceniony w jeszcze bardziej spektakularny sposób, oryginały plansz, szkice i obraz wykonany na okładkę, zostały bowiem zakupione przez Bibliotekę Kongresu i znajdują się w jej stałej ekspozycji.

Czy nominacja do Nike komiksu Sieńczyka będzie porównywalnie doceniona? A może jego (potencjalne) zwycięstwo coś zmieni i za kilka lat będzie się o tym rzeczywiście u nas mówiło jak o „Maus”? Czy wpłynie to jakoś na postrzeganie komiksu w środowiskach, dla których komiks to obecnie „sztuka niższa”?

Nie sądzę (obym się mylił), a patrząc na dotychczasowe próby „wejścia na salony literatury”, komiks ma w Polsce jeszcze bardzo długą drogę do osiągnięcia takiego celu.

Pierwszą poważną próbą tego typu, wydaje się być publikacja fragmentów „Poematu w obrazkach” („Poema a fumetti”) Dino Buzzatiego w „Literaturze na Świecie”, piśmie, które w latach 70. miało charakter nie tylko opiniotwórczy, ale i kreujący pewne mody i kierunki, zarówno dla czytelników, jak i krajowych literatów. To dzięki publikacji na jego łamach, wiele osób w Polsce odkryło Henry’ego Millera, Kunderę, Nabokova, Silvię Plath czy Cortazara, to dzięki temu miesięcznikowi, polskich czytelników ogarniała  moda na literaturę iberoamerykańską czy „nowojorczyków”.

I to właśnie w nim pojawiła się w 1974 roku czarno-biała prezentacja fragmentów wspomnianego powyżej komiksu Buzzatiego, która przechodzi prawie bez echa, potraktowana jako mało ważna ciekawostka.

Kilka lat później atmosfera wokół komiksów jest już zdecydowanie korzystniejsza, w roku 1976 pojawiają się magazyny komiksowe „Alfa” i „Relax”, w których oprócz „naszych” twórców komiksów (Rosiński, Polch, Christa, Baranowski, etc.), pojawiają się tak poważne i poważane nazwiska jak Szymon Kobyliński czy Janusz Stanny. Bardzo szybko komiks staje się modny (szczególnie wśród młodszych czytelników, ale nie tylko). Na fali tej popularności redakcja „Literatury na Świecie” , w 1977 roku, podejmuje decyzję o kolejnym wydaniu komiksu Buzzatiego. Tym razem opublikowana zostaje w kolorze prawie połowa oryginalnego albumu, uzupełniona krótkim komiksem „Niedźwiedź prześladowca” (w tym samym roku PIW publikuje jego powieść „Pustynia Tatarów”, która została zaliczona przez francuski „Le Monde” do kanonu 100 najważniejszych książek XX wieku).

Powieść staje się u nas kultowa, komiks znika z kiosków, ale pozostaje bez echa (chociaż do dzisiaj wiele osób wspomina inspirację Buzzatim, jako znaczący impuls do zainteresowania się medium komiksowym).

Chwilę później pojawia się kolejna, specyficzna, ale dla wielu kultowa, publikacja komiksowa.

„Fantomas przeciw wielonarodowym wampirom”  („Fantomas contra los vampiros multinacionales”) to ciekawy eksperyment łączący klasyczną powieść z planszami komiksowymi. W oryginale kadry i plansze komiksowe były bardzo „grzeczne” i tradycyjne (klasyczny układ kadrów, dymki dialogowe wciśnięte w kadry itp., najbardziej przypomina to gazetowe wersje np. „Spider-Mana”).

Jednak polska edycja znacząco różni się od wydań w innych krajach. Autor książki, Julio Cortazar, starał się ją pierwotnie wystylizować na „powieść brukową”, ale tym razem warstwa graficzna zostaje oddana w ręce Jerzego Skarżyńskiego, który całkowicie zmienia koncepcję tej publikacji. Zamiast książkowego formatu z czarno-białymi grafikami, wciśniętymi w tekst, dostajemy kolorowy album w powiększonym formacie, w którym charakterystyczne, bardzo dynamicznie zakomponowane plansze Skarżyńskiego dominują nad tekstem, co powoduje, że, tak jak wersja pierwotna była książką uzupełnioną komiksowymi wstawkami, tak tutaj otrzymujemy album komiksowy uzupełniony tekstem.

Julio Cortazar miał już w momencie opublikowania polskiej wersji „Fantomasa” status twórcy kultowego (za sprawą wydanej u nas w 1968 roku „Gry w klasy”), Jerzy Skarżyński, był też doskonale znany krajowym odbiorcom (min. jako autor scenografii do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” Hasa i komiksowej wersji „Janosika” z 1974 roku) i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że „Fantomas” zrobi sporo zamieszania wśród czytelników.

Niestety, komiks znika z półek bez większego echa, Cortazar dalej postrzegany jest jako pisarz, Skarżyński odchodzi od komiksu na rzecz scenografii i pracy akademickiej i jedynie wąskie grono pasjonatów docenia ich wspólny „eksperyment”.

W latach 80. komiks w Polsce grzecznie wraca w ramy narzucone przez krajowych decydentów, i znowu mamy „komiksy są dla dzieci”, „prymitywna rozrywka” etc. Jakąś szansą w tamtym okresie wydawał się mariaż komiksu z fantastyką, fandom doceniał potencjał i możliwości grafiki komiksowej, a wielu pisarzy SF i fantasy chętnie podejmowało współpracę z autorami komiksów. Jednak nawet tak ambitne realizacje z tamtego okresu jak krajowy „Funky Koval” czy importowane „Thorgal” i „Rork”, wciąż pozostawały w getcie „komercji/sztuki niższej”.

Początek lat 90-tych przynosi całkowite załamanie się rynku komiksowego, przeszacowane nakłady, błędne decyzje biznesowe, dobór tytułów z importu, brak zaplecza w postaci nowych, gotowych albumów krajowych, mogących konkurować z zachodnimi publikacjami, wygórowane oczekiwania wielu autorów. To wszystko składa się na sytuację, która w środowisku komiksowym nazywana jest „czasem wielkiej smuty”.

Właściwie tylko dzięki mozolnym staraniom małej grupy pasjonatów, młodych twórców, kolekcjonerów i nielicznych teoretyków, komiks pod koniec lat 90. powoli wypełza z podziemia.

Jedną z najciekawszych publikacji tamtego okresu, znajdującą się na interesującym nas tutaj styku literatury i komiksu, wydaje się być opublikowany w 1997 roku „Autobus na Golgotę”. Wydany w formie przypominającej oryginalnego „Fantomasa” Cortazara, „scenopis komiksowy” z rysunkami Jerzego Ozgi do tekstu Lecha Majewskiego, umyka jednak uwadze większości czytelników (Ozga, od czasu studiów na katowickim wydziale ASP, regularnie współpracuje z Lechem Majewskim, tworząc storyboardy (nazywane przez obu początkowo właśnie „scenopisami komiksowymi”), do większości scenariuszy Majewskiego, łącznie z najnowszym „Młyn i Krzyż”. W formie drukowanej opublikowane zostały jedynie, wspomniany „Autobus na Golgotę” oraz fragmenty „Pokoju Saren” w „Dzienniku Zachodnim”).

Z początkiem XXI w., krajowy komiks zdecydowanie mocniej zaznacza swoją obecność, pojawiają się pierwsi dziennikarze, wychowani na komiksach i potrafiący je czytać, w kręgach sztuki sporo zamieszania robi album Wilhelma Sasnala „Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001”, Paweł Dunin-Wąsowicz skupia na łamach reaktywowanej „Lampy” sporą grupę twórców komiksowych, takich jak m.in.: Agata „Endo” Nowicka, Maciej Sieńczyk, Krzysztof Gawronkiewicz czy Krzysztof Ostrowski, oddając im w ręce nie tylko wizualną warstwę samego pisma, ale i zatrudniając ich do projektowania, bardzo charakterystycznych, często „komiksowych” okładek i grafik w publikacjach książkowych.

Te „komiksowe” okładki i grafiki, stają się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów książek Marka Sierpawskiego (rys. Gawronkiewicza), czy Doroty Masłowskiej (Sieńczyk i Ostrowski).

W roku 2003, album „Mikropolis. Moherowe sny”  Krzysztofa Gawronkiewicza i Denisa Wojdy otrzymuje nominację do nagrody „Pegaza” w kategorii „Sztuka” (wiązano wówczas z tym podobne nadzieje jak dzisiaj z nominacją dla Sieńczyka).

Gawronkiewicz_Blaki_Maus

Tygodnik „Przekrój” zaczyna regularnie nagradzać krajowe albumy komiksowe, a w 2006 roku nominuje do nagrody „Fenomeny 2005” Gawronkiewicza, traktując w tekście nominacji komiks jako jeden z gatunków literackich.

Ostatnie lata pokazują, jak mocno zmienia się (mimo wszystko) percepcja komiksu, tzw. „poważne” wydawnictwa coraz chętniej sięgają po komiksy (min. Znak wydający „Małego Księcia” w adaptacji Joanna Sfara i „Pana Blakiego” Mateusza Skutnika i Karola Konwerskiego, W.A.B.  publikujący „Logikomiks” i dosłownie przed chwilą „566 kadrów” Denisa Wojdy). Recenzje komiksów pojawiają się w większości czasopism zajmujących się kulturą, prasa, radio i telewizja też coraz częściej informują i omawiają komiksy już nie na zasadzie „egzotycznej ciekawostki”, ale pełnoprawnego medium, zdolnego samodzielnie i poważnie mówić o rzeczach „nie dla dzieci”.

Czy wyróżnienie dla komiksu Sieńczyka cokolwiek tutaj zmieni? Raczej nie, bo  raczej zostanie potraktowane jako odrębne dzieło, a nie element kultury komiksowej.

Ale, z drugiej strony, czy komiks jako gatunek, potrzebuje takiego wsparcia?

Może odrobinę, ale i bez tego radzi sobie coraz lepiej i raczej już nie da się go zepchnąć do jakiegoś podziemnego niebytu.

[napisał: Marek Turek]

Komiks – wydarzenie roku 2013

Panie i Panowie, w Warszawie właśnie trwają Targi Książki i Festiwal Komiksowa Warszawa, a tu znienacka absolutnie genialna wiadomość!

Po raz pierwszy w polskiej historii (chyba że o czymś nie wiem) komiks został nominowany do najważniejszej nagrody literackiej w naszym kraju!

Gazeta Wyborcza właśnie opublikowała nominacje do Nagrody Nike 2013. Wśród nich znalazł się także komiks Macieja Sieńczyka Przygody na bezludnej wyspie.

W opisie autorstwa Juliusza Kurkiewicza czytamy:

„Znużony mężczyzna zapada w sen, z którego budzi go pukanie do drzwi. Na wycieraczce znajduje manuskrypt. Bohater, jakby tożsamy z autorem rękopisu, odbywa morską podróż, której celem jest Afryka Południowa, a po drodze zostaje rozbitkiem na wyspie nie do końca bezludnej.

Sednem komiksu są opowieści, które snuje w obecności bohatera grupka marynarzy, a następnie nieszczęsnych współrozbitków. Ich klimat tworzy w równym stopniu cieniutka kreska Sieńczyka, którą stwarza nieodmiennie postaci wyglądające perwersyjnie, jak i język, zbudowany niemal w całości z klisz – ludowych porzekadeł, tanich romansów, PRL-owskiej i telewizyjnej nowomowy. Komiks jak senny koszmar, gdzie tożsamość jest ciągle na granicy załamania pod naporem grozy.

Od siebie dodam tylko tyle, że Maciej Sieńczyk jest jednym z najbardziej orygianlnych polskich twórców. Jego prace są absolutnie niezwykłe i od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania w rekomendacjach i którejś z opublikowanych przez niego prac. Cóż, jury Nike było pierwsze 😉

Kilka lat temu, podczas jednej z edycji Ligatury, można było obejrzeć w Poznaniu wystawę prac Macieja Sieńczyka oraz różnych zabawek, druczków, plakatów ze zbiorów artysty, które stanowią inspirację dla niektórych jego pomysłów.

Ogromnie się cieszę. I serdecznie Maciejowi Sieńczykowi gratuluję.

Nie minęło jeszcze sześć miesięcy, a już można niemal z całą pewnością powiedzieć, że ta nominacja to bez wątpienia najważniejsze wydarzenie roku w komiksie. Nawet jeśli Przygody na bezludnej wyspie nie wygrają, to jest to w Polsce wydarzenie na miarę przyznania „Maus” Nagrody Pulitzera w 1992 roku.

A oto okładka nominowanej pracy:

Sienczyk

p.s. Podziękowania dla Sebastiana Frąckiewicza, że podzielił się tą wieścią na fb.