Radosław Bolałek

Wydawcy komiksowi a biblioteki #2: Hanami

Wczoraj mieliście okazję zapoznać się z pierwszą wypowiedzią komiksowego wydawcy – Pawła Timofiejuka z wydawnictwa timof i cisi wspólnicy. Dziś zapraszam do lektury rozmowy z Radosławem Bolałkiem z wydawnictwa Hanami, specjalizującego się w ambitnych mangach oraz książkach o kulturze japońskiej.

comic[zdj. na lic CC: benchilada @ Flickr]

Czy w jakikolwiek sposób biblioteka, zbiory komiksowe (lub książkowe) miały wpływ na to, kim jesteś, a także na Twój pierwszy kontakt z komiksami?

[Radosław Bolałek:] Tak, przynajmniej na mnie. Dostęp do komiksów miałem z trzech źródeł – własne (zakupione przez rodziców); starsi koledzy; biblioteka szkolna, gdzie komiksy były dostępne do wypożyczania oraz do czytania na miejscu w czytelni (także w formie plansz w „Świecie Młodych”).

Czy w pewnym momencie te relacje z bibliotekami się rozluźniły?

Z bibliotek korzystałem jeszcze na studiach, lecz raczej sięgałem tam tylko po literaturę fachową. Od lat dziewięćdziesiątych beletrystykę można kupić za grosze w „taniej książce”, więc moja kolekcja rosła, a obecnie mam tyle książek, że nie wiem, czy do końca życia uda mi się je przeczytać. Natomiast literaturę przedmiotu obecnie kupuję, bo korzystam w dużej mierze z pozycji zagranicznych, które nie są dostępne w bibliotekach.

Jak oceniasz współpracę z bibliotekami na poziomie organizowania warsztatów, wystaw, wydarzeń okołokomiksowych? Czy w ogóle wchodzicie w takie interakcje?

Jesteśmy wydawcą, który najbardziej w Polsce (przynajmniej w dziedzinie komiksu) współpracuje z bibliotekami. Od kilku lat razem z Wojewódzką i Miejską Biblioteką Publiczną w Gdańsku organizujemy Bałtycki Festiwal Komiksu, który obecnie jest największą samoistną imprezą komiksową (większe są imprezy są w Łodzi – powiązana z grami; w Warszawie – w ramach targów książki). Do tego organizujemy w bibliotekach wystawy i spotkania. Spotkania są zarówno na temat komiksu, jak i kultury japońskiej (w tym kultury kulinarnej).

Z jakimi typami bibliotek najczęściej współpracujecie? I dlaczego właśnie taki dobór?

Najszerzej współpracujemy z Wojewódzką i Miejską Biblioteką Publiczną w Gdańsku, gdzie była najpierw Pracownia Komiksowa, a później Biblioteka Manhattan. Tutaj powodem jest zarówno przychylność władz biblioteki do medium, jakim jest komiks, zaangażowanie pracowników oraz powstanie dedykowanej jednostki. Z tego samego powodu współpracujemy również z Małopolskim Studium Komiksu. Co do innych bibliotek, to raczej wybór bibliotek niż nasz. Niektóre działają prężniej i wychodzą do nas z propozycjami, a inne nawet, gdy im się proponuje, nie są zainteresowane współpracą.

Jak przedstawia się kwestia współpracy biznesowej z bibliotekami? Czy jako wydawca rozsyłacie swoją ofertę do bibliotek i spotykacie się z zainteresowaniem, zapytaniami ze strony bibliotekarzy o Waszą ofertę? Czy potraficie ocenić, w jakich ilościach Wasze tytuły trafiają do bibliotek (naukowych, publicznych, dziecięcych itd.)? W jakim stopniu są to dary, a w jakim kupno?

Rozsyłamy, ale z mniejszym zapałem niż kiedyś. Zdarzyło się dwa razy, że biblioteki kupiły bezpośrednio od nas – raz ponieważ tytuły nie były szerzej dostępne, drugi raz po spotkaniu. Z tego co wiemy, kupowanie bezpośrednio jest dość problemowe, gdyż trzeba wziąć udział w przetargu i biblioteki kupują z reguły tylko u dużych dystrybutorów, którzy mają kompleksową ofertę. Jednak docierają do nas słuchy, że nasze komiksy pojawiają się w niektórych miejscach. Poza specjalistycznymi bibliotekami, jak te w Gdańsku czy w Krakowie (gdzie część to dary, a część to zakupy) oraz poznańskiej UAM (egzemplarz obowiązkowy), nie jesteśmy w stanie ocenić ile ich jest, bo nikt takiej ewidencji nam nie przekazuje.

Czy macie (lub planujecie) jaką szczególną ofertę dla bibliotek (zniżki, rabaty itp.)?

Każda z bibliotek może liczyć u nas na korzystne rabaty i nawet doliczając koszty przesyłki, już przy dwóch sztukach (lub nawet jednej droższej) może to być atrakcyjne cenowo. Dla nas ważne jest, aby biblioteki kupowały gdziekolwiek nasze tytuły.

Jakie jest Wasze stanowisko w kwestii ustawowego egzemplarza obowiązkowego? To wyzysk przez państwo czy raczej rodzaj mecenatu? Czy jest coś, co Waszym daniem należałoby tu zmienić? Dostajecie monity?

Nie mamy nic przeciwko temu, ale jest to dość problemowe i czasochłonne. Dużym ułatwieniem dla nas byłaby na przykład możliwość przekazania wszystkiego do Biblioteki Narodowej. Cieszy nas, że nasze pozycje zostaną dla potomnych, ale… czy na pewno? Z tego co słyszeliśmy, w części bibliotek pozycje te nie trafiają nawet do zbiorów. W wypadku Poznania komiksy trafiają do jednego księgozbioru, ale gdzie można je znaleźć na Uniwersytecie Gdańskim czy Warszawskim? Dostajemy jedynie informacje, że tytuły dotarły, nic więcej. Przy obecnym systemie powinny być świetne zbiory komiksowe na każdym większym uniwersytecie i przede wszystkim tego bym oczekiwał.

Jak oceniacie, z punktu widzenia wydawców, współczesną rolę bibliotek w społeczeństwie, a także w kwestii zmian gustów czytelniczych Polaków, kształtowania kultury czytania komiksów?

We współczesnym świecie liczy się dobra organizacja. Jeśli biblioteki są dobrze zarządzane, mogą pełnić ważną rolę. Współpracowaliśmy chociażby z biblioteką w Wołominie – byłem zaskoczony, jaka to prężnie działająca nowoczesna placówka. Świetnie, że nawet w mniejszych miejscowościach, są takie instytucje.  Jednak nadal sporo miejsc, to relikty przeszłości. Raczej trudno mówić o kształtowaniu gustów w kraju, gdzie mamy tak słabe czytelnictwo. Zadaniem bibliotek jest to, żeby ludzie w ogóle czytali – dlatego nie rozumiem oburzenia, że większość pieniędzy idzie na bestsellery, które ludzie chcą wypożyczać. Natomiast w kwestii rozwoju komiksu z pewnością pomogłaby sieć specjalistycznych bibliotek.

Czy są jakieś kwestie odnośnie bibliotek, które nie padły w powyższych pytaniach, a na które chcielibyście zwrócić uwagę?

Chciałem tylko na koniec dodać, że warto się z nami kontaktować, bo jesteśmy otwarci na współpracę zarówno na polu komiksu, jak i kultury japońskiej.

————————————–

Radosław Bolałek – ukończył zarządzanie i japonistykę. Prowadzi firmę Hanami, zajmującą się polsko-japońską wymianą ekonomiczno-kulturową, a od 2007 roku jest również wydawcą. Naukowo zajmuje się promocją regionalną, a także komiksem. Opracował część wystawy „Komiksy świata” poświęconą Polsce na otwarcie Manga Museum w Kioto. [za stroną: LubimyCzytać]

Hanami – firma zajmująca się polsko-japońską wymianą ekonomiczno-kulturową. Jako wydawnictwo publikujemy nagradzane na całym świecie japońskie komiksy dla dojrzałych odbiorców. Wśród czołowych autorów opowieści graficznych z naszej oficyny można znaleźć takich mistrzów, jak Jirō Taniguchi, Ono Natsume, Kiriko Nananan czy Usamaru Furya. Serie „Balsamista” oraz „PLUTO” zdobyły nagrody GDAK za najczęściej wypożyczane komiksy dla dorosłych. Publikujemy również książki o kulturze Japonii, ze szczególnym naciskiem na japońską kulturę i tradycje związane z kulinariami. Wydana w 2013 roku książka „Japońskie słodycze” została uznana przez jury „Gourmand World Cookbook Awards” („Oskary” książek kulinarnych) za najlepszy tytuł wydany w Polsce w trzech kategoriach: historia kuchni, kulinaria japońskie oraz słodycze.

Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony http://wydawnictwo.hanami.pl oraz profilu na Facebooku https://www.facebook.com/HanamiPL. Informację na temat możliwości zakupu i dostępności naszych tytułów można uzyskać wysyłając maila na adres wydawnictwo@hanami.pl

Się pisze, się publikuje :: 1

Dotarł właśnie do biblioteki nowy numer International Journal of Comic Art (vol. 13, no. 2, 2011). W chwili, gdy piszę te słowa  nie ma jeszcze o nim informacji na oficjalnej stronie IJOCA. Wśród kilkudziesięciu artykułów (dużo o mandze – warto wiedzieć w kontekście nadchodzącego numeru Zeszytów Komiksowych) znajduje się też akcent polski. Hubert Kowalewski opublikował artykuł „Where the Joke Comes From”: Comical Potential of Comics in the Works of Tadeusz Baranowski, poświęcony różnym aspektom komizmu w twórczości autora „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko”.

Warto zwrócić uwagę, że już od kilku numerów w IJOCA pojawiają się teksty o polskim komiksie. W przedostatnim (vol. 13, no. 1, 2011) o komiksie kobiecym: Polish Comics „A World Without Woman” pisała Kinga Kuczyńska, a o propagandzie Paweł Timofiejuk i Łukasz Szostak: Polish Comics as Instruments of Propaganda.

Wcześniej w IJOCA publikowali także Radosław Bolałek: The Most Popular Polish comics (1957-1989) (vol. 11, no. 2, 2009) i Grażyna Gajewska: Between History and Memory. „Marzi. Children Should Be Seen and Not Heard” by Marzena Sowa and Sylvain Savoia (vol. 12, no. 2, 2010).

Jedna zastanawiająca rzecz – w składzie międzynarodowego komitetu redakcyjnego brakuje choćby jednej osoby z Polski, podczas gdy swoich przedstawicieli ma m.in. Słowacja, Sri Lanka, Rosja czy Ukraina, czyli kraje, których dotychczasową produkcję komiksową chyba trudno porównywać z polskim rynkiem i naszymi rodzimymi badaniami nad komiksem.

Nie wiem, czy w polskim komiksowie i polskich bibliotekach rzecz jest znana. Raczej nie. A warto wspomnieć o projekcie serbskiej Biblioteki Narodowej oraz Aleksandry Sekulić z Uniwersytetu Artystycznego w Belgradzie: The Invisible Comics. Alternative Comics in Serbia 1980-2010.
Bardzo ładne okładki w trzech językach (serbskim, angielskim i niemieckim) można obejrzeć tutaj. Natomiast cała książka (po serbsku) jest do ściągnięcia m.in. na Scribd.

Publikacja była prezentowana na Targach Książki w Lipsku w 2011 r. Jak poinformowała mnie Aleksandra, piękna edycja książek to pierwszy krok do stworzenia bazy komiksu alternatywnego z terenów Serbii oraz krajów byłej Jugosławii. Być może projekt będzie kontynuowany.

Ukazał się już nowy tom rocznika Deutsche Comicsforschung (vol. 8, 2012). Szczegóły dostępne na stronie czasopisma.  Ten tom nie dotarł jeszcze do biblioteki. Można się zapoznać online ze wstępem wydawcy do tego tomu.

Było o IJOCA, a z innych wieści zza oceanu – w grudniu wydawnictwo University Press of Mississippi opublikowało książkę Charlesa Hatfielda poświęconą sztuce twórcy Fantastycznej Czwórki: Hand of Fire. The Comics Art of Jack Kirby. Hatfield jest wykładowcą literatury angielskiej ma California State University, Northridge. Specjalizuje się m.in. w kulturze popularnej,  nowych mediach, relacjach słowo-obraz, kulturze dziecięcej i badaniach nad komiksem.

Siedem lat temu w tym samym wydawnictwie opublikował książkę Alternative Comics: An Emerging Literature. Prowadzi także swojego bloga: Hand of Fire. Hatfield udziela się także na dwóch grupach dyskusyjnych, na które warto zwrócić uwagę: Comics and Graphic Narratives. The MLA Discussion Group oraz The International Comic Arts Forum.

Z naszego podwórka – Centrala rozpoczęła wznawianie dawnych, archiwalnych numerów Zeszytów Komiksowych. Jako pierwszy właśnie się ukazał i jest do zdobycia nr 1 :: Antybohater.

A z rzeczy wygrzebanych z niemal zamierzchłej przeszłości – nie mam pojęcia, skąd wziął się u mnie w domu wiosenny (z 2011 r.) numer Kikimory, pisma dla rodziców, o którym wspominano niegdyś na blogu Kultury Gniewu, w związku z komiksem Dennisa Wojdy (scen.) i Jakuba Rebelki (rys.), który ukazał się w pierwszym numerze. W tym, który w tajemniczy sposób znalazł się u mnie – kolejny komiks tego duetu również się znajduje. Ale ważniejsze w kontekście powyższych notek jest to, że znalazł się tam również ciekawy artykuł Katarzyny Nowakowskiej Bawi, uczy i nie nudzi. Wspominam o tym, bo artykulik ten chyba przeszedł bez echa w serwisach komiksowych (choć mogę się mylić – wujek Google nic nie pokazał, wyszukiwarka na Alei Komiksu też nie). Artykuł mówi o renesansie komiksu dziecięcego w Stanach Zjednoczonych. To dość istotny temat, zważywszy na obecną (wciąż jeszcze) słabość polskiego komiksu dla dzieci, a także ze względu na przywołane tam słowa profesor Barbary Tversky (Stanford University): ” Komiks posługuje się szerokim spektrum wyrafinowanych narzędzi komunikacyjnych. […] To więcej niż książka z ilustracjami, wykorzystując multimodalny język, złożony ze słów, obrazów, wyrazów, twarzy, gestów, sekwencji zdarzeń, kolorów i efektów dźwiękonaśladowczych, komiks wciąga czytelnika w złożoną narrację”.

Artykuł Katarzyny Nowakowskiej w przedostatnim, na okładce groźna dziewczynka w koszuli w kratę.

Tu dwie uwagi. Ja kocham przypisy. Ja uwielbiam przypisy. I mnie bardzo tu przypisu brakuje, bo chciałbym przeczytać to zdanie w całym kontekście. A najchętniej – przeczytałbym artykuł (książkę?) Tversky przetłumaczony(ą) na polski (może jest, a ja nie umiem znaleźć). Uwaga druga – zabawny, ale i pokrzepiający, jest ten odwrót, który się dokonał w ciągu ostatnich dziesiątek lat – najpierw komiksy palono na stosach w USA (tę paranoję świetnie pokazuje film Comic Book Confidential), a obecnie tak silnie wprowadza się je do edukacji wczesnoszkolnej (przynajmniej tak wynika z artykułu Katarzyny Nowakowskiej). A że formuła komiksowa zawsze (no… od dawna) była wykorzystywana także w Polsce w edukacji przedszkolaków i pierwszych klas – o tym świadczy „Miś” i jego ostatnia strona, gdzie do dziś pojawiają się historie obrazkowe. Uwielbiane zresztą przez moje dzieci.