Paweł Timofiejuk

Komiksowi wydawcy a biblioteki #1: timof i cisi wspólnicy

Zapraszam do przeczytania pierwszej części wyników ankiety/rozmowy przeprowadzonej wśród wydawców komiksów i mang, poruszającej różne zagadnienia i problemy związane z relacjami wydawca-biblioteka. Na pierwszy ogień Paweł Timofiejuk z wydawnictwa timof i cisi wspólnicy.

comic[zdj. na lic CC: benchilada @ Flickr]

Czy w jakikolwiek sposób biblioteka, zbiory komiksowe (lub książkowe) miały wpływ na to, kim jesteś, a także na Twój pierwszy kontakt z komiksami?

[Paweł Timofiejuk:] Biblioteka szkolna i gminna w mojej miejscowości miała wpływ na różne z moich zainteresowań. Raczej te z przedmiotów ścisłych, ale i geografii i historii. Dysponowały mnóstwem takich książek. Na komiksowe zainteresowania nie miały wpływu żadnego, gdyż jedynym dostępnym w nich tytułem był Koziołek Matołek.

Rozumiem, że w pewnym momencie te relacje z bibliotekami się rozluźniły? Dlaczego? Powodem był brak odpowiedniej oferty?

Główny wpływ na to miało ograniczenie oferty, i niedostępność ciekawych i nowych (nie przeczytanych do tej pory przeze mnie książek) we wspomnianych bibliotekach. Był to koniec PRL i początek przemian, a więc ich oferta uległa wtedy stagnacji. W późniejszych latach korzystałem z różnych bibliotek, ale już głównie w zakresie tego jaką wiedzę lub lektury chciałem z nich pozyskać. Obecnie robię to bardzo rzadko, a większość interesujących mnie pozycji zakupuję, gdyż, nie oszukując się, rzadko mogę je znaleźć w dostępnych powszechnie bibliotekach (z możliwością wypożyczenia do domu) lub nie dysponuję taką ilością czasu by przesiadywać w bibliotece i oddawać się lekturze interesujących mnie tytułów. Wielu pozycji (głównie zagranicznych) nie ma też w żadnych polskich bibliotekach.

Jak oceniasz współpracę z bibliotekami na poziomie organizowania warsztatów, wystaw, wydarzeń okołokomiksowych? Czy w ogóle wchodzicie w takie interakcje?

Bywa różnie. Zazwyczaj nie są zainteresowane pomysłami i inicjatywami z zewnątrz, a jeśli od nich wychodzi pomysł, to nie interesuje ich wykraczanie poza wąski schemat tego jaką mają wizję danego przedmiotu. Oczywiście też często rozbija się to o koszty, które dla większości bibliotek nie istnieją (tj. dojedź, połóż się spać i zjedz, już nie mówiąc o tym, że odrywasz się od pracy, na swój własny koszt). Wyjątkami są biblioteki współpracujące ze środowiskiem komiksowym (Gdańsk, Kraków i Poznań), gdzie są osoby wykazujące zrozumienie dla tematu i chcące go zgłębiać. Choć i im zdarza się trafiać na problemy ograniczające możliwość rozwoju tego typu zajęć – głównie finansowe.

Z jakimi typami bibliotek najczęściej współpracujecie? I dlaczego właśnie taki dobór?

Pracownia komiksowa w Mediatece w Gdańsku Wrzeszczu (filia Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej), Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu i Małopolskie Studio Komiksu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie. Wszystkie one same są zainteresowane współpracą i aktywnie angażują się w działania środowiska komiksowego. Zdarzają się współprace z innymi bibliotekami, ale są to okazyjne inicjatywny, które niekoniecznie kończą się tak jak powinny np. Mediateka na Bemowie w Warszawie do tej pory nie zwróciła Polskiemu Stowarzyszenie Komiksowemu antyram i wydruków z prezentowanej tam wystawy.

Jak przedstawia się kwestia współpracy biznesowej z bibliotekami? Czy jako wydawca rozsyłacie swoją ofertę do bibliotek? Spotykacie się z zainteresowaniem, zapytaniami ze strony pracowników bibliotek o Wasze publikacje? Czy potraficie ocenić, w jakich ilościach Wasze tytuły trafiają do bibliotek (naukowych, publicznych, dziecięcych itd.)? W jakim stopniu są to dary, a w jakim kupno?

Próbowaliśmy. Niestety większość z nich albo nigdy nie odpowiadała, albo informowała, że zbiory uzupełnia poprzez hurtownie lub inne podmioty, które wygrały u nich przetarg na dostawę książek (w domyśle też komiksów). Pracownicy bibliotek odzywają się tylko i wyłącznie wtedy, gdy chcą otrzymać jakieś książki za darmo.

Posiadacie (lub planujecie) jaką szczególną ofertę dla bibliotek (zniżki, rabaty itp.)?

Mamy. Nikt jednak nigdy o nią nie zapytał, w związku z tym pozostaje martwa. Planujemy z jednym dużym sklepem (dzięki temu będą mieli dostęp do szerokiego asortymentu komiksów od wielu wydawców) próbę rozesłania bibliotekom masowo takiej oferty.

Jakie jest Wasze stanowisko w kwestii ustawowego egzemplarza obowiązkowego? Uważacie, że jest to wyzysk przez państwo, sposób na pobieranie haraczu od wydawców, czy raczej traktujecie to jako rodzaj mecenatu, wspierania kultury i zachowania części dziedzictwa narodowego, albo po prostu przykry ustawowy obowiązek, który należy spełnić? Czy jest coś, co Waszym daniem należałoby tu zmienić, czy może zostać tak, jak jest? Czy wywiązujecie się z tego obowiązku wobec wszystkich uprawnionych bibliotek? Czy dostajecie monity?

Egzemplarze obowiązkowe wysyłamy od początku działalności. Uważamy jednak, że wszystkie te biblioteki powinny takie zbiory przechowywać, skoro ustawodawca zobowiązał do dostarczania zbiorów wydawców, to i biblioteki powinny mieszkańcom swoich województw zapewnić do nich dostęp, a nie z różnych powodów (za mało miejsca w magazynach, dziwne uprzedzenia wobec komiksu) ich się pozbywać.

Ciekawostka z ostatnich dni: poczta polska samowolnie ograniczyła wielkość wysyłanych do bibliotek przesyłek z egz. obowiązkowym do 10 kg, co oczywiście doda nam dodatkowej roboty, przy pilnowaniu tej wagi i zwiększaniu ilości wysłanych mniejszych przesyłek.

Jesteście zainteresowani współpracą z bibliotekami (zarówno w relacji sprzedawca-klient, jak i w organizowaniu wydarzeń kulturalnych, spotkań, promocji)?

Cały czas jesteśmy takimi działaniami zainteresowani, ale nie na zasadach czystego sponsoringu i działalności charytatywnej. Jako wydawnictwo prowadzimy działalność biznesową i w określonym zakresie w niektóre działania możemy wchodzić charytatywnie. Ale w pewnym zakresie nie wchodzi to w rachubę, np. robienie nieodpłatnych warsztatów z tworzenia komiksu przez artystów, którzy muszą często dojechać do danego miejsca i zrezygnować z wykonywanego w danym momencie zlecenia.

Jak oceniacie, z punktu widzenia wydawców, współczesną rolę bibliotek w społeczeństwie, a także w kwestii zmian gustów czytelniczych Polaków, kształtowania kultury czytania komiksów?

Moim zdaniem biblioteki nie spełniają obecnie swojej kulturotwórczej roli. Większość z nich zamawia książki, które sprzedają się masowo i kierowane są do masowego czytelnika, w ten sposób dociera do stałego grona czytelników – głównie starszych pań. Poza niewieloma bibliotekami, które zresztą nie wypożyczają książek do domów, nie ma w nich szerokiej oferty tego co jest dostępne na rynku.

Z rozmów z wydawcami na Zachodzie (taka Norwegia, Niemcy) wiem, że tam około 300 egzemplarzy każdego tytułu komiksów trafia do bibliotek, gdyż tam oczekiwania czytelników, a więc i właścicieli bibliotek publicznych są takie, że chcą mieć szeroki wybór tego co jest dostępne na rynku. Wybór, który pozwoli im ocenić czy dany towar warto zakupić (tak wiem w Polsce tę rolę pełni Empik, zezwalający na masowe niszczenie własności wydawców) do własnych bibliotek, albo znaleźć go wtedy, gdy już nie będzie dostępny na tamtejszych rynkach.

Czy są jakieś kwestie odnośnie bibliotek, które nie padły w naszej rozmowie, a na które chciałbyś zwrócić uwagę?

Większość bibliotek publicznych po tym jak wywalczy swoje w budżecie miast nie jest wcale zainteresowana dotarciem do swoich pracodawców, a zarazem klientów. To powinno się zmienić.

———————————————

Paweł Timofiejuk – wydawca, a także twórca komiksów. Założyciel wydawnictwa timof i cisi wspólnicy, prezes Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego. Zajmuje się komiksem także teoretycznie. Politolog badający przede wszystkim zagadnienie nacjonalizmu. Przygotowuje dysertację o współczesnym nacjonalizmie rosyjskim. Komiks interesuje go przede wszystkim jako narzędzie służące komunikacji społeczno-politycznej.

Wydawnictwo timof i cisi wspólnicy powstało w 2006 roku. W jego skład wchodzą 3 imprinty: timof comics, Mroja Press i Dolna Półka. Specjalizujemy się w komiksach i literaturze o nich. W ciągu kilku lat istnienia wydaliśmy mnóstwo komiksów i powieści graficznych polskich autorów i zagranicznych (z Zachodu i Wschodu). Nasze komiksy kierowane są do różnorodnej klienteli od dzieci (Łajka), poprzez młodzież (Profesor Bell), po dojrzałych czytelników (Prosto z piekła).

Nasze komiksy biblioteki mogą zakupić bezpośrednio u nas (timof@timof.pl), w hurtowniach (Motyle książkowe, Olesiejuk, Azymut) oraz księgarniach (pozwolimy sobie nie faworyzować żadnej obecnie).

Reklamy

Się pisze, się publikuje :: 1

Dotarł właśnie do biblioteki nowy numer International Journal of Comic Art (vol. 13, no. 2, 2011). W chwili, gdy piszę te słowa  nie ma jeszcze o nim informacji na oficjalnej stronie IJOCA. Wśród kilkudziesięciu artykułów (dużo o mandze – warto wiedzieć w kontekście nadchodzącego numeru Zeszytów Komiksowych) znajduje się też akcent polski. Hubert Kowalewski opublikował artykuł „Where the Joke Comes From”: Comical Potential of Comics in the Works of Tadeusz Baranowski, poświęcony różnym aspektom komizmu w twórczości autora „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko”.

Warto zwrócić uwagę, że już od kilku numerów w IJOCA pojawiają się teksty o polskim komiksie. W przedostatnim (vol. 13, no. 1, 2011) o komiksie kobiecym: Polish Comics „A World Without Woman” pisała Kinga Kuczyńska, a o propagandzie Paweł Timofiejuk i Łukasz Szostak: Polish Comics as Instruments of Propaganda.

Wcześniej w IJOCA publikowali także Radosław Bolałek: The Most Popular Polish comics (1957-1989) (vol. 11, no. 2, 2009) i Grażyna Gajewska: Between History and Memory. „Marzi. Children Should Be Seen and Not Heard” by Marzena Sowa and Sylvain Savoia (vol. 12, no. 2, 2010).

Jedna zastanawiająca rzecz – w składzie międzynarodowego komitetu redakcyjnego brakuje choćby jednej osoby z Polski, podczas gdy swoich przedstawicieli ma m.in. Słowacja, Sri Lanka, Rosja czy Ukraina, czyli kraje, których dotychczasową produkcję komiksową chyba trudno porównywać z polskim rynkiem i naszymi rodzimymi badaniami nad komiksem.

Nie wiem, czy w polskim komiksowie i polskich bibliotekach rzecz jest znana. Raczej nie. A warto wspomnieć o projekcie serbskiej Biblioteki Narodowej oraz Aleksandry Sekulić z Uniwersytetu Artystycznego w Belgradzie: The Invisible Comics. Alternative Comics in Serbia 1980-2010.
Bardzo ładne okładki w trzech językach (serbskim, angielskim i niemieckim) można obejrzeć tutaj. Natomiast cała książka (po serbsku) jest do ściągnięcia m.in. na Scribd.

Publikacja była prezentowana na Targach Książki w Lipsku w 2011 r. Jak poinformowała mnie Aleksandra, piękna edycja książek to pierwszy krok do stworzenia bazy komiksu alternatywnego z terenów Serbii oraz krajów byłej Jugosławii. Być może projekt będzie kontynuowany.

Ukazał się już nowy tom rocznika Deutsche Comicsforschung (vol. 8, 2012). Szczegóły dostępne na stronie czasopisma.  Ten tom nie dotarł jeszcze do biblioteki. Można się zapoznać online ze wstępem wydawcy do tego tomu.

Było o IJOCA, a z innych wieści zza oceanu – w grudniu wydawnictwo University Press of Mississippi opublikowało książkę Charlesa Hatfielda poświęconą sztuce twórcy Fantastycznej Czwórki: Hand of Fire. The Comics Art of Jack Kirby. Hatfield jest wykładowcą literatury angielskiej ma California State University, Northridge. Specjalizuje się m.in. w kulturze popularnej,  nowych mediach, relacjach słowo-obraz, kulturze dziecięcej i badaniach nad komiksem.

Siedem lat temu w tym samym wydawnictwie opublikował książkę Alternative Comics: An Emerging Literature. Prowadzi także swojego bloga: Hand of Fire. Hatfield udziela się także na dwóch grupach dyskusyjnych, na które warto zwrócić uwagę: Comics and Graphic Narratives. The MLA Discussion Group oraz The International Comic Arts Forum.

Z naszego podwórka – Centrala rozpoczęła wznawianie dawnych, archiwalnych numerów Zeszytów Komiksowych. Jako pierwszy właśnie się ukazał i jest do zdobycia nr 1 :: Antybohater.

A z rzeczy wygrzebanych z niemal zamierzchłej przeszłości – nie mam pojęcia, skąd wziął się u mnie w domu wiosenny (z 2011 r.) numer Kikimory, pisma dla rodziców, o którym wspominano niegdyś na blogu Kultury Gniewu, w związku z komiksem Dennisa Wojdy (scen.) i Jakuba Rebelki (rys.), który ukazał się w pierwszym numerze. W tym, który w tajemniczy sposób znalazł się u mnie – kolejny komiks tego duetu również się znajduje. Ale ważniejsze w kontekście powyższych notek jest to, że znalazł się tam również ciekawy artykuł Katarzyny Nowakowskiej Bawi, uczy i nie nudzi. Wspominam o tym, bo artykulik ten chyba przeszedł bez echa w serwisach komiksowych (choć mogę się mylić – wujek Google nic nie pokazał, wyszukiwarka na Alei Komiksu też nie). Artykuł mówi o renesansie komiksu dziecięcego w Stanach Zjednoczonych. To dość istotny temat, zważywszy na obecną (wciąż jeszcze) słabość polskiego komiksu dla dzieci, a także ze względu na przywołane tam słowa profesor Barbary Tversky (Stanford University): ” Komiks posługuje się szerokim spektrum wyrafinowanych narzędzi komunikacyjnych. […] To więcej niż książka z ilustracjami, wykorzystując multimodalny język, złożony ze słów, obrazów, wyrazów, twarzy, gestów, sekwencji zdarzeń, kolorów i efektów dźwiękonaśladowczych, komiks wciąga czytelnika w złożoną narrację”.

Artykuł Katarzyny Nowakowskiej w przedostatnim, na okładce groźna dziewczynka w koszuli w kratę.

Tu dwie uwagi. Ja kocham przypisy. Ja uwielbiam przypisy. I mnie bardzo tu przypisu brakuje, bo chciałbym przeczytać to zdanie w całym kontekście. A najchętniej – przeczytałbym artykuł (książkę?) Tversky przetłumaczony(ą) na polski (może jest, a ja nie umiem znaleźć). Uwaga druga – zabawny, ale i pokrzepiający, jest ten odwrót, który się dokonał w ciągu ostatnich dziesiątek lat – najpierw komiksy palono na stosach w USA (tę paranoję świetnie pokazuje film Comic Book Confidential), a obecnie tak silnie wprowadza się je do edukacji wczesnoszkolnej (przynajmniej tak wynika z artykułu Katarzyny Nowakowskiej). A że formuła komiksowa zawsze (no… od dawna) była wykorzystywana także w Polsce w edukacji przedszkolaków i pierwszych klas – o tym świadczy „Miś” i jego ostatnia strona, gdzie do dziś pojawiają się historie obrazkowe. Uwielbiane zresztą przez moje dzieci.