komiks dla dzieci

A właściwie to po co toto?

Tak sobie dziś usiadłem, zaparzyłem kawę, zapaliłem papierosa i się zadumałem.

Zadumałem się, bo trzeba coś napisać (w końcu jutro środa i tekst ma pójść też na :: Pulowerku :: i mnie Maciej prześwięci, jeśli nic nie napiszę). Ostatnio pisałem o raczej poważnych tytułach, dla dorosłych. Zgoda, :: Usagi :: to był wyjątek.

I nagle przyszło mi do głowy, że może zacząć trzeba od podstaw.

Bo właściwie dlaczego dzieci i dorośli mają czytać komiksy?

niepces_reading_comics

:: stąd ::

Z dorosłymi sprawa jest bardziej skomplikowana. Dlatego od nich zaczną. Po pierwsze, bo warto (tak jak warto czytać książki). Po drugie, bo :: wypada :: Po trzecie, warto wiedzieć, po co sięgają dzieci. Ale o nich za chwilę.

Gdzieś kiedyś czytałem, że z dorosłymi jest pewien kłopot. Mianowicie taki, że jeśli ktoś za młodu (z tego, co pamiętam – do dziesiątego roku życia) nie czytal komiksów, będzie miał potem problem. Bo komiksy czyta się inaczej. Śledzi się zarówno tekst, jak i obraz. Osoby przyzwyczajone tylko do „czytania”, mają kłopot z podążaniem za narracją wizualną, albo nie przywiązują do niej wagi. A w przypadku komiksów to ogromny bład. W każdym razie mam prośbę – jeśli ktoś wie, kto na ten temat pisał, będę wdzięczny za namiar, bo nigdzie tego znaleźć nie mogę.

A dzieci?

kids_reading_comics_01

:: stąd ::

Troszkę poszperałem. I najzgrabniej ujął to Scott, pracownik :: Biblioteki Publicznej w Toronto ::

Komiksy i (o)powieści graficzne dla dzieci:

1. przyciągają czytelników niechętnych, a także at-risk readers, co trzeba chyba przetłumaczyć, jako czytelników na granicy ryzyka (odejścia od czytania);

2. wyostrzają umiejętności wizualnego czytania i pisania;

3. pomagają w rozwoju umiejetności wnioskowania i przewidywania;

4. uczą dzieci rozumienia następstwa wydarzeń w dziejącej się historii, uczą je rozumienia i odczytywania sekwencyjności;

5. tworzą niejako rusztowanie dla rozumienia zaawansowanego słownictwa, a także poruszanych tematów;

6. zachęcają dzieci do sięgnięcia po literaturę.

kids_reading_comics_03

:: stąd ::

Czy dodałbym coś jeszcze? Jak najbardziej.

Uczą poczucia humoru, zarówno na poziomie werbalnym, jak i wizualnym (oczywiście w przypadku dobrych komiksów).

Zachęcają do nawiązywania kontaktu z rówieśnikami (kto się w dzieciństwie wymieniał komiksami lub je wypożyczał, ten wie, o czym piszę).

Jednego jestem absolutnie pewien. Jeśli ktoś Wam będzie próbował wmówić, ze komiksy odciągają dzieci od czytania książek, uwierzcie mi, że jest to wierutna bzdura (mógłbym się powołać na artykuł pracowników BN opublikowany na początku lat dziewięćdziesiątych, ale nie mam go tu pod ręką). Jest to wierutna bzdura, bo zaprzeczeniem tego argumentu jest choćby moja rodzina, która już teraz, w marcu, wyrobiła kilkakrotnie roczną :: średnią czytelniczą :: na statystycznego Polaka (i liczę wszystkich czworo, od najmłodszej, po najstarszego – w sensie – każdy już wyrobił tę normę).

kid-reading-comic_00

:: stąd ::

Notka o dobrym wpływie komiksu na dzieciaki pojawiła się między innymi na portalu :: Dziecko ::, gdzie przytoczono badania :: Carol Tilley ::, zajmującej się naukowo bibliotekoznawstwem i informacją naukową na Uniwersytecie Illinois. Wspominała też o tym :: Mama, która czyta ::

Najbardziej jednak przekonuje mnie argument, który pojawił się w artykule Tracy Edmunds :: Why should kids read comics? :: (Dlaczego dzieci powinny czytać komiksy?)

Argument ten jest bardzo prosty.

Bo chcą.

A na zakończenie zapraszam do obejrzenia cudownych 24 zdjęć w galerii Life with the comics. In praise of a classic American art form  na portalu :: Life Time ::

tumblr_ljjfttn5cA1qa0q13o1_500

:: stąd ::

Rekomendacje :: „Usagi Yojimbo” Stana Sakai

Wszystko zaczęło się od pewnego letniego popołudnia na początku mojej przygody z Kolekcją Komiksów w bibliotece. Nie sięgnąłbym pewnie po ten tytuł, gdyby nie zaskakująco dobre recenzje, na które co rusz natykałem się w sieci. Gdy zatem pierwsze tomy zaczęły trafiać na biurko, z ciekawości sięgnąłem po jeden z nich. Pierwszym odruchem było – ale o co chodzi? Czarno-białe rysunki, z pozoru dość niedbałe, czaszki w dymkach, gdy ktoś ginie, a w ogóle to nie ludzie tylko jakieś dziwne antropomorficzne postaci z głowami zwierząt. Nie poddałem się jednak i przeczytałem pierwsze opowiadanie. Potem drugie. A potem w te pędy pobiegłem do sklepu. Tego lata odwiedziłem ten sklep jeszcze kilkakrotnie, aż skompletowałem całość serii.

Bo zakochałem się w króliku. Króliku samuraju.

Stan Sakai (scenariusz i rysunki), seria Usagi Yojimbo. Wydawca: Egmont. Cena: w zależności od tomu między 19,90-35 PLN.

benefit auction for the Cartoon Art Museum in San Francisco

Brzmi niepoważnie? A jednak. Seria o Usagim Yojimbo, której autorem jest amerykański twórca o japońskich korzeniach, Stan Sakai, to jedna z najbardziej niezwykłych opowieści, które są skierowane do czytelnika właściwie w każdym wieku.

Usagi02

W olbrzymim skrócie można powiedzieć, że opowiada ona o przygodach ronina (czyli samuraja bez pana), Usagiego Miyamoto. Jego imię po japońsku oznacza właśnie królika, natomiast nazwisko Sakai zapożyczył od najbardziej chyba znanego samuraja – :: Miyamoto Musashiego :: Drugi człon tytułu – yojimbo – oznacza strażnika przybocznego, którego można wynająć do różnych (w komiksie zazwyczaj niebezpiecznych) zadań.

usagi04

:: stąd ::

Wciąż nie jesteście przekonani?

Powiem zatem tyle. Z pozoru niedbała kreska, gdy się uważnie przyjrzymy, kryje mnóstwo szczegółów, których tropienie samo w sobie jest przyjemnością. Sakai bawi się kadrami, planami, nie pozwala, by czytelnik się nudził. W dodatku przedmioty codziennego użytku, broń, ubiory, budynki – wszystko odpowiada podobno (wierzę tym, co tak piszą) rzeczywistości siedemnastowiecznej Japonii. Gdy w pewnym momencie następuje retrospekcja i przenosimy się do dwunastowiecznego Kraju Kwitnącej Wiśni, widać to również właśnie w tych nieistotnych z pozoru szczegółach. Przyznaję, że drażnią mnie trochę (wciąż) te czaszki w dymkach, gdy ktoś ginie. Nie odbiera mi to jednak przyjemności czytania tej historii.

usagi_kadr

:: stąd ::

Rysunki bowiem to tylko jedna strona tej opowieści (a właściwie – tych opowieści). Sakai stworzył niezwykle złożony świat zaludniony przez pełnokrwiste postaci drugo- i trzecioplanowe, które czasem wysuwają się na plan pierwszy.

Siłą tego komiksu jest jego uniwersalność. Sakai nieśpiesznie snuje opowieść o drodze samotnego wojownika, ale jest to również historia przyjaźni, miłości, okrucieństwa, wojen, zła, honoru, poświęcenia, głupoty i mądrości. Ogromną zaletą niemal wszystkich tomów jest to, że właściwie prawie od każdego można zacząć lekturę i dopiero później odkrywać różne powiązania i nawiązania. Z jednej strony zatem, większość opowiadań można czytać oddzielnie, z drugiej zaś, gdy już damy się wciągnąć w historię Usagiego, z jeszcze większą przyjemnością śledzić będziemy zarówno jego losy, jak i dzieje różnych postaci, które co rusz pojawiają się na jego ścieżce. Niektóre wiążą swój los z losem głównego bohatera, inne zaś pojawiają się na chwilę, by znów się pojawić po kilku tomach, jeszcze inne jak szybko się pojawiły, tak szybko też znikają.

Usagi-Yojimbo-AnniversaryPoster

:: stąd ::

Ogromną zaletą tej serii jest także jej walor edukacyjny. Sakai w bardzo prosty sposób oswaja młodych czytelników z japońską historią, kulturą, mitologią, a nawet językiem. Wiele opowiadań zostało zainspirowanych japońską mitologią i demonologią (do dziś pamiętam swoje zdumienie, gdy dowiedziałem się, że w ich opowieściach ludowych naprawdę występuje duch w kształcie parasolki).

Dla dorosłego czytelnika jest to dość łatwa i przyjemna lektura. Największą frajdę daje śledzenie nawiązań do tego, co o Japonii wiedzieliśmy do te pory i wyłapywanie nowych informacji. Oprócz przyjemności śledzenia przygód Usagiego, oczywiście. W każdym razie – dla dorosłych to raczej lektura na letnie, wolne dni.

Natomiast dla dzieci i młodzieży „Usagi Yojmibo” to nie tylko przygodowa opowieść o losach samotnego ronina. Lektura tego komiksu pozwala uczyć się wielowątkowego czytania, odkrywania coraz to nowych płaszczyzn rozumienia jego przygód. Część z nich to typowe krótkie opowiastki o walce z dziwnymi stworzeniami, duchami, postaciami z japońskiej mitologii. Wiele innych jednak to przypowieści o honorze, poświęceniu, odpowiedzialności, konsekwencjach.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że lektura opowieści o króliku samuraju może się stać zaczynem fascynacji dziecka kulturą Japonii. Wiem, co mówię, bo mój syn zaczytuje się nim odkąd skończył cztery lata. Najpierw czytaliśmy go razem (to właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, jak trudne i męczące bywa głośne czytanie komiksu). Zaczęliśmy od wyjątkowego tomu – Usagi w kosmosie. Jest to jedyny tom, który nie dzieje się w siedemnastowiecznej Japonii, a w przyszłości, gdzieś w kosmosie.

Do dziś nie jestem przekonany, czy nie sięgnęliśmy po ten komiks zbyt wcześnie. Zabrałem go na wakacje i zostałem zmuszony do jego czytania, gdy mój syn go „odkrył” w plecaku. Minęły ponad cztery lata, a seria o Usagim wciąż pozostaje jedną z jego czytelniczych miłości. Co więcej, jestem absolutnie przekonany, że to właśnie postać i przygody królika samuraja zaciekawiły mojego syna takimi książkami jak :: Tatsu Taro. Syn smoka :: Miyoko Matsutani czy :: Baśnie japońskie. Bezpowrotna góra :: wydane w pięknej, baśniowej serii przez Media Rodzina. To dzięki Usagiemu ślęczał nad google maps i zwykłymi atlasami, oglądając Japonię, przeglądał albumy ze zdjęciami z Kraju Kwitnącej Wiśni i zainteresował się kendo.

Nie potrafię powiedzieć, ile lat powinno mieć dziecko, by po raz pierwszy Usagiego mu podsunąć. Niektóre opowieści są proste i zabawne. Inne dość skomplikowane, czasem okrutne (tak, dobrzy bohaterowie również czasem giną). Spokojnie można je dawać dzieciom od drugiej klasy podstawówki, w przypadku młodszych – rodzice sami wiedzą najlepiej, na jakim etapie czytelnictwa jest ich dziecko.

Warto dodać, że Usagi pojawił się gościnnie w serialu o Wojowniczych Żółwiach Ninja, a Żółwie wystąpiły w jednym z opowiadań o Usagim. Dzieciaki to lubią, choć dla mnie to jedno ze słabszych opowiadań. Odświętnie, w żartobliwych historiach, pojawiają się też postacie z japońskiej popkultury, jak Godzilla.

UsagiVsRaphael

Do moich najbardziej ulubionych należą historie, w których pojawia się przyjaciel Usagiego, Gen, inny łowca nagród – Bezdomny Pies, Tomoe, Inzuma, inspektor Ishida, Zato Ino, Nakamura Koji, mistrz Usagiego – Katsuichi, Kozioł, Kitsune, a przede wszystkim – syn Usagiego, Jotaro (tu niestety spoiler…). Bardzo podoba mi się także zło ukazane w tej serii, zło, które przybiera różne formy – przez to najzwyklejsze, najgłupsze, chciwe zło uosabiane przez zbirów, rozbójników, na których Usagi wciąż natyka się po drodze, przez zło przebiegłe, groźne, jedyne, które w tej serii ma ludzkie (dosłownie) oblicze – pana Hikiji, po zło szalone, wymykające się wszelkiemu zrozumieniu, które z kolei uosabia tajemniczy, nieobliczalny, złowrogi demon – Jei. Pełną listę najważniejszych postaci, które przewijają się przez karty tej serii można przejrzeć :: tutaj :: (po angielsku).

Bardzo lubię też retrospekcje, w których Sakai bardzo rzadko pozwala poznawać dzieciństwo Usagiego, jego trudną drogę, jaką przebył, by zostać mistrzem miecza. W dzieciństwie także zaczynają się skomplikowane stosunki z Kenichim, rówieśnikiem Usagiego, rywalem, a jednocześnie postacią niejednoznaczną (ale tym razem nie dam tu spoilera).

Usagi01

W moim odczuciu jest to seria, która powinna się znaleźć w każdej bibliotece dla dzieci i młodzieży. I dobrze jest sprytnie postawić w pobliżu baśnie japońskie i albumy o tym pięknym kraju. Gwarantuję, że młody miłośnik Usagiego prędzej czy później również po nie sięgnie.

Dotychczas w Polsce ukazało się 25 tomów (26. jest w przygotowaniu), a ponadto dwa poza serią: Usagi w kosmosie oraz, jedyny w kolorze, malowany akwarelami, Yokai, opublikowany z okazji dwudziestopięciolecia serii.

Serdeczne podziękowania dla Stana Sakai za zgodę na opublikowanie tu jego prac (większość opublikowanych tu w kolorze pochodzi z jego strony na fb).

Zobacz także

Oficjalna strona serii :: Usagi Yojimbo ::

Strona wydawnictwa :: Egmont :: (obecnie jedyny wydawca serii, w przeszłości pierwsze tomy opublikowała Mandragora – teraz te tomy są wznawiane przez Egmont)

Tym razem nie linkuję innych recenzji. Znajdziecie ich w sieci dużo.

Warto rzucić okiem na hasło w angielskiej :: Wikipedii ::

Potencjalni czytelnicy: przede wszystkim dzieci i młodzież; również dorośli, ale raczej jako lekka i przyjemna lektura, nie wszystkich dorosłych przekonuje i wciąga.

Pomysły na spotkania: Japonia – seria o Usagim stanowi nieprzebrane źródło pomysłów na spotkania dotyczące kultury i historii Kraju Kwitnącej Wiśni; na tej serii można także jasno pokazywać dzieciom rolę, jaką odgrywają kadry i plany w komiksie

Uwagi dla rodziców: komiks miejscami może wymagać rozmowy, wyjaśnienia pewnych zdarzeń, zachowań; charaktery nie są czarno-białe, dobrzy postępują czasem niewłaściwie, a źli nie okazują się do końca źli; dobro nie zawsze jest nagradzane i nie wszystkie historie kończą się happy endem

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: raczej tak

Biblioteki publiczne: dla dorosłych – niekoniecznie

Biblioteki dla dzieci i młodzieży: liceum – trudno powiedzieć; gimnazjum i szkoła podstawowa –  bezwzględnie warto i trzeba

Ocena: różna w zależności od poszczególnych tomów; jako cała seria dla dzieci i młodzieży – arcydzieło, czyli :: 6+ :: ; oceny poszczególnych tomów – od dobry, czyli :: 4 :: po arcydzieło czyli :: 6+ :: właśnie; Stan Sakai nigdzie nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu

O komiksach dla dzieci

Dziś na stronie Gildii ukazał się :: wywiad::, który przeprowadziła Dominika Węcławek z Maciejem Gierszewskim z Centrali. Bardzo polecam. Maciej opowiada nie tylko o tegorocznych planach Centralki, czyli serii wydawniczej przeznaczonej dla najmłodszych czytelników, ale także zwraca uwagę na pewien trend w wydawnictwach komiksowych, które po latach publikowania głównie dla czytelników dorosłych, ponownie zwracają się ku dzieciom – z ambitnymi propozycjami. Podaje zarówno polskie przykłady(Centrala i kultura gniewu), jak i zagraniczne – niemiecki Reprodukt, brytyjskie wydawnictwo Nobrow, czy amerykańskie Top Shelf i Archaia.

Maciej mówi między innymi:

„Jesteśmy przekonani, że czytanie komiksów kształci. „Kolorowe zeszyty” posiadają unikalny potencjał wciągnięcia w historię/opowieść poprzez narrację wizualną, która uczy zrozumienia ciągłych/długich (a nie tylko fragmentarycznych) historii. Komiksy rozwijają w dzieciach umiejętność czytania i pisania. Dzięki nim nabywają podstawowych umiejętności: czytania z prawej do lewej oraz oglądania z góry do dołu. Dzięki rysunkom uczą się rozumieć niewerbalne kody interakcji, czyli gesty ciała i grymasy twarzy.

Chcielibyśmy, aby komiksy były znów dla dzieci. Zdajemy sobie sprawę, że w dobie tabletów i iPadów potrzeba czytania i fizycznego kontaktu z książką zanika, stąd jednym z zasadniczych celów, jakie nam przyświecają, jest ukazanie radości wynikającej z obcowania z nią, czytania jej wspólnie (rodzinnie), komentowania, oglądania, przewracania kartek.”

Jeśli jesteście na fb, polecam śledzenie facebookowego magazynu :: Są komiksy dla dzieci :: Jego redaktorami są Maciej Gierszewski (wydawnictwo Centrala), Szymon Holcman (wydawnictwo kultura gniewu) oraz Jacek Gdaniec (redaktor naczelny serwisu Gildia).

Profil istnieje od lutego tego roku. Jak można przeczytać w informacjach: „Profil poświęcony przekazywaniu informacji o ciekawych komiksach, concept-bookach i picture-bookach przeznaczonych dla dzieci.

Interesują nas książki nie tylko te wydane w Polce przez Centralę czy kulturę gniewu, ale także będziemy starali się pokazać ciekawe inicjatywy wydawnicze spoza naszego kraju.”

Warto, bo już od najmłodszych lat trzeba oswajać dzieci z dobrymi komiksami, dobrymi ilustracjami, dobrymi książkami.

Dobrą, wartościową sztuką po prostu.

To tu :: To tam

W ciągu ostatnich miesięcy w związku z pracą zdarzyło mi się pojechać i być to tu, to tam. I w czasie tych wyjazdów zaszedłem też do księgarń, skąd za każdym niemal razem byłem wychodziłem z drobnymi zakupami. Również komiksowymi. Ponieważ komiksy te nie zostały dotąd wydane po polsku, zatem kilka słów o nich.

Na początek dwa komiksy wybitne i oczywistość dla komiksiarzy – gdy zostaną w końcu wydane w Polsce koniecznie powinny się znaleźć w każdej bibliotece. Oba tytuły są przeznaczone dla dorosłych.

Pierwszy z nich to Are You My Mother? A Comic Drama Alison Bechdel (moje wydanie: London, Jonathan Cape, 2012).

W moim odczuciu Bechdel trzyma w nim poziom wydanego w Polsce Fun Home. Tragikomiksu rodzinnego. I prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać, kiedy i ta pozycja ukaże się w naszym kraju. Ten komiks jest po prostu świetny. Powieści Bechdel należą do tych tytułów, które polecam każdemu, kto z (o)powieściami graficznymi nie miał dotąd styczności, a lubi czytać, szczególnie beletrystykę.

Drugi komiks, Jimmy Corrigan, the Smartest Kid on Earth, to pozycja legenda. Krążą słuchy tu i ówdzie, że od dawna już do jego wydania przymierza się :: kultura gniewu :: i naprawdę mam nadzieję, że w końcu tak się stanie.

Do zakupu komiksu Chrisa Ware’a przymierzałem się, odkąd trafił on do Kolekcji Komiksów w Poznaniu, gdzie zetknąłem się z nim po raz pierwszy. To jeden z tych komiksów, które poruszają na każdym poziomie odbioru. Absolutny klasyk i arcydzieło.

Próbki plansz można obejrzeć na przykład :: tutaj ::

Oba komiksy kupiłem w londyńskim :: orbitalcomics :: Chwilę w tym miejscu pobyłem (około 30-40 minut) i tym, co mnie bardzo zaskoczyło, był fakt, że wśród klientów przez ten cały czas dominowały osoby starsze, a nie, jak by się można spodziewać, młodzież. Sklep ma dużą powierzchnię, wyraźnie oddzielone są komiksy superbohaterskie i mangi od, umieszczonych w osobnym pomieszczeniu, albumów, które niektórzy nazywają powieściami graficznymi. Podobało mi się, że osobną przestrzeń przeznaczono także na galerię.

Również w Austrii udało mi się kupić trzy ciekawe pozycje.

Pierwszą nabyłem podczas tegorocznego święta literatury w Klagenfurcie, czyli corocznej fety wręczenia :: Nagrody im. Ingeborg Bachmann :: jednego z najważniejszych wyróżnień literackich w świecie niemieckojęzycznym. Na stoisku księgarskim wśród licznych powieści, w tym oczywiście nominowanych do nagrody, znalazł się także jeden (i tylko jeden) komiks – Dick Boss :: Nicolasa Mahlera ::

Właściwie trudno Dick Boss nazwać komiksem. To rodzaj zabawy literackiej. Mahler stworzył 16 plansz, po czym dwanaścioro autorów (trzy kobiety i dziewięciu mężczyzn, w tym sam Mahler) na ich bazie stworzyło swoje własne kryminalne historie. Inni autorzy to: Simon Froehling, Franz Adrian Wenzl, Tilman Rammstedt, Verena Rossbacher, Martin Amanhauser i Linda Stift, Andrea Gill, Dietmar Dath, Michael Stavaric, Clemens J. Setz, Jürgen Lagger oraz Hanno Millesi. To zabawna gra literacka i niewątpliwie gratka dla miłośników kreski Mahlera.

W Polsce ukazały się dotąd jego dwa komiksy, oba zresztą świetne – Pragnienie (2007, Ladida Books) oraz Samotność rajdowca (2010, kultura gniewu).

Drugi komiks w Austrii kupiłem w taniej książce w Villach. To cudowna i gorzka opowieść o przyjaźni, odtrąceniu, zapomnieniu, leczeniu ran, zapełnianiu pustki, a nade wszystko o godzeniu się z losem i wybaczeniu. Mowa o Robo und Hund. Wahre Freundschaft rostet nicht Sary Varon. O autorce nie miałem wcześniej zielonego pojęcia, dopiero po kupieniu jej komiksu znalazłem w internecie jej stronę :: chickenopolis ::

Robo i pies jest uroczą, ciepłą i smutną zarazem opowieścią, która niesie ze sobą nadzieję i pokazuje, że można nauczyć się wybaczać, choć czasem jest to bardzo trudne i bolesne.

[ ilustracja :: stąd :: ]

Jedyny kłopot, jaki mam z tym komiksem, to granica wieku, od jakiego powinno się go podsuwać dzieciom. Nie chodzi mi absolutnie o przemoc, której w tej komiksie nie ma. Problemem jest natomiast jego zrozumienie – mój ośmioletni syn nie załapał zakończenia. Dlatego jeśli będziecie go dawać dzieciom (a naprawdę warto), porozmawiajcie potem o nim z nimi. Mam nadzieję, że ktoś go wyda także i w Polsce. A ponieważ nowych wartościowych komiksów dla dzieci i młodzieży wciąż brakuje – ten z pewnością należy do tych, które tę lukę mogą pomóc zapełnić.

Wreszcie ostatni zakup, z zeszłego tygodnia – Luft und Liebe Huberta (scenariusz) i Marie Caillou (rysunki). Zdumiałem się, że Carlsen wypuścił serię komiksów specjalnie dla kobiet. Ukazały się dotąd :: trzy tytuły :: Miałem w ręku wszystkie i wydaje mi się, że ten, który wybrałem był zdecydowanie najlepszy, a jednocześnie najmniej stereotypowy (pozostałe dwa na pierwszy rzut oka wydały mi się komiksowym odpowiednikiem romansowej, lekkiej i przyjemnej, acz nie pozstawiającej w głowie wiele, literatury; choć mogę się mylić).

[ ten czarny pasek z prawej strony to gumka, która może służyć także jako zakładka ]

Kupiłem Luft und Liebe ze względu na rysunek, który od razu zwrócił moją uwagę (i przyznaję – kreska Caillou podoba mi się jeszcze bardziej po przeczytaniu i obejrzeniu całości, choć kojarzyć sie może z Jimmym Corriganem Ware’a), jak i tematykę, która w polskich i wydanych w Polsce komiksach nie była chyba dotąd podejmowana, mianowicie problematykę anoreksji. Opowieść Huberta i Caillou jest smutna i poruszająca. Mam nadzieję, że ktoś wyda ją także w Polsce. To jeden z lepszych albumów, jakie ostatnio miałem w rękach. Z kobiecymi wrażeniami (po niemiecku) po lekturze Luft und Liebe, a także przykładowymi planszami można zapoznać się :: tutaj ::

I na koniec cztery zdjęcia (przepraszam za jakość):

[ po zakupach ]

[ Robo und Hund ]

[ ponownie Robo und Hund ]

[ Luft und Liebe ]

Rekomendacje :: „Ryjówka przeznaczenia” Tomasza Samojlika

Pisałem o tym komiksie miesiąc temu, osoby zainteresowane szerszymi omówieniami :: tutaj :: znajdą też odnośniki do recenzji innych osób. Dzisiaj zatem krótko – pod kątem bibliotek i rodziców.

***

Tomasz Samojlik, Ryjówka przeznaczenia, Białowieża, Instytut Bilogii Ssaków PAN, 2012. Cena: ok. 25 zł.

„Ryjówka przeznaczenia” to jeden z najlepszych komiksów dla dzieci, jaki ukazał się w Polsce. Tym bardziej cieszy, że jej autorem jest rodzimy twórca. To znakomita lektura rozrywkowa, która nie tylko dostarcza przyjemności czytania i oglądania, ale także w przystępnej, nie przeładowanej i nie sztucznej formie dostarcza wielu bardzo ciekawych informacji z zakresu przyrody, życia zwierząt, ekologii. Zapewniam, że wielu dorosłych nie ma pojęcia, jak ciekawymi zwierzętami sa ryjówki.

Komiks w zgrabny sposób ogrywa też wątki opowieści awanturniczo-przygodowej. Śmiało można go podsuwać dzieciom w każdym wieku.

Potencjalni czytelnicy: dzieci i młodzież, również dorośli mogą mieć przyjemność ze wspólnej lektury

Pomysły na spotkania: ochrona przyrody, nieznane szerzej zwierzęta w polskich lasach, niszczenie śodowiska naturalnego, porównanie stałych wątków (wybraniec, podróż, misja, drużyna) z innymi dziełami kultury europejskiej

Sugestie dla rodziców: rozmowa o ochronie przyrody i faunie polskich lasów, przy okazji sami się czegoś nauczą (tak było ze mną)

Biblioteki naukowe o profilu humanistycznym: niekoniecznie

Biblioteki z egzemplarzem obowiązkowym: raczej tak

Biblioteki publiczne: niekoniecznie (chyba że w zbiorach jest również dział dla dzieci)

Biblioteki szkolne: szkoła podstawowa i gimnazjum – bezwględnie, liceum – nie

Biblioteki publiczne dla dzieci i młodzieży: bezwzględnie (jeden z najbardziej wartościowych komiksów dla dzieci ostatnich lat)

Uwagi: komiks dla każdego, ale szczególnie dzieci (6-ok. 13 lat) będą miały z niego frajdę

Ocena: bardzo dobry

Przeznaczenie ryjówki :: komiks dla dzieci Tomasza Samojlika

Kupiłem mojemu synowi „Ryjówkę przeznaczenia” Tomasza Samojlika. Przeczytał ją z czerwonymi uszami jeszcze tego samego dnia. Niestety przez przypadek komiks został na stole i nie zabraliśmy go na wakacje. Dopiero wczoraj mogłem sam spokojnie się z nim zapoznać.

Ryjówka przeznaczenia” jest pierwszą częścią trylogii o ryjówkach (różnych gatunków!), najmniejszych ssakach, zamieszkujących Polskę.  W wielkim skrócie można ją określić jako opowieść przygodową z wątkami edukacyjnymi.

Głównym bohaterem komiksu jest Dobrzyk, ryjówka malutka, jak łatwo można się domyślić – owa tytułowa ryjówka przeznaczenia. Przed wiecznie głodnym bohaterem (głodnym, dodajmy, z winy jego zbyt dobrego serca) postawione zostaje zadanie obrony Doliny Leśnej Rzeczki przed Czarnym Nieprzyjacielem. Dobrzykowi pomaga w wypełnieniu zadania drużyna, która może kojarzyć się z Tolkienowską Drużyną Pierścienia, mi jednak przyszła na myśl w pierwszej chwili banda Robin Hooda (walka Dobrzyka z jeżem Kosmaczem przypomina walkę Robina z Johnem Małym), albo drużyna Geralta z Rivii. Skojarzenia ze Śródziemiem przynieść może wątek zagadki zadanej przez borsuka, a przez przypadek rozwiązanej przez głównego bohatera. Wszystko to nie ma jednak żadnego (negatywnego) znaczenia dla lektury „Ryjówki przeznaczenia”. Jest to bowiem znakomity komiks dla dzieci, który nie tylko będzie je bawić, ale także, jak mawia Papcio Chmiel, bawiąc uczyć. Co więcej, jestem przekonany, że również dorośli w trakcie lektury dowiedzą się wielu interesujących rzeczy  o wizonach (wiecie co to?), rzęsorkach rzecznych, zębiełkach białawych (urocze są te nazwy), a także o Auguście Dehnelu, polskim zoologu, który badał życie ryjówek i jako pierwszy opisał sezonowe zmiany rozmiarów tych ciekawych ssaków.

Fabuła komiksu jest prosta, a jednocześnie wciagająca, przeplatana dowcipnymi dialogami bohaterów, a także zabawnymi komentarzami dwóch czarnych ptaków, których gatunku nie zidentyfikowałem, i kukułczego pisklaka, który wciąż domaga się pokarmu. Rysunki Tomasza Samojlika są bardzo charakterystyczne, łatwo rozpoznawalne, a jednocześnie urocze, łagodne, ładnie kolorowe. Książka wydana została solidnie, w twardej oprawie, na kredowym papierze. Nie trafiłem w niej także na żadną literówkę, błąd ortograficzny i interpunkcyjny, co dla mnie przy lekturze (również komiksów) ma znaczenie.

Mój syn (prawie ośmiolatek) ocenił go tak: „komiksy [Tadeusza] Baranowskiego i Stana Sakai [autor świetnej serii o króliku samuraju „Usagi Yojimbo”] są lepsze, ale „Ryjówka” dla mnie to tryb Kajka i Kokosza, Tytusa i Kleksa”.

Według mnie jest to bardzo wysoka ocena. Sam nie mogę się podjąć takich porównań, bo ze wszystkimi niemal wymienionymi przez niego komiksami łączy mnie więź uczuciowo-sentymentalna. Z pełną odpowiedzialnością mogę jednak napisać – jeśli szukacie bardzo dobrego komiksu dla dzieci w wieku ok. 6-12 lat – „Ryjówka przeznaczenia” będzie świetnym wyborem. A wbrew pozorom na naszym rynku komiksów (szczególnie tak dobrych) dla dzieci w tym wieku wcale nie ma tak dużo. Warto też odnotować, że „Ryjówka przeznaczenia” była najczęściej wybieraną książką dla dzieci podczas majowego Kiermaszu Książki na Mariensztacie w Warszawie.

Jestem również przekonany, że każda biblioteka, która prowadzi dział dziecięcy, powinna ten komiks zakupić. Warto.

„Norka zagłady”, drugi tom trylogii, ma się ukazać w przyszłym roku.

[okładkę 2. tomu ściągnąłem stąd]

Polecam także wywiad z Tomaszem Samojlikiem, który przeprowadził Sebstian Frąckiewicz.

Przykładowe plansze zobaczyć można w serwisie Poltergeist.

A poza tym szalenie podoba mi się logo Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży.

Inne recenzje, z którymi warto się zapoznać:

Ewa Skibińska na wortalu Ryms.

Maciej Gierszewski na Kolorowych Zeszytach.

Radosław Mazur na Paradoksie.

Michał Misztal na Gildii.

Tomasz Samojlik, Ryjówka przeznaczenia, Białowieża, Instytut Bilogii Ssaków PAN, 2012; ss. 112, oprawa twarda, kredowy papier, ISBN 978-83-932502-2-6