Strzeżcie się, Bracia i Siostry!

Bracia i Siostry zza bibliotecznego pulpitu!

Zebraliśmy się dziś tutaj, by zastanowić się wspólnie nad dwoma, a właściwie trzema zdaniami, których powinniśmy się wstydzić. Kieruję te słowa do Was, Bracia i Siostry, ale odnoszą się one także do nauczycieli, publicystów, do prowadzących spotkania (jedno z tych zdań podobno – bo wiem to z drugiej ręki – padło ostatnio w Krakowie podczas promocji bardzo dobrego zresztą komiksu „Aptekarz” Tomasza Bereźnickiego), właściwie do każdego, kto pretenduje do miana człowieka obcującego z kulturą. Kulturą i sztuką.

Kazanie to chodziło za mną od dłuższego czasu. Myślę też, że nie jestem pierwszym, który je głosi. Jestem chyba jednak pierwszym, który zwraca się do Was, Bracia i Siostry zza pulpitu.

Strzeżcie się. Strzeżcie się takich oto zdań:

1. Och, komiksy. Ostatni raz czytałem/czytałam komiksy w dzieciństwie. Tak, tak, „Kajko i Kokosz”, „Tytusy”, „Kleks”.

2. Komiksy są dla dzieci.

3. Ja tam komiksów nie czytam, bo ich nie lubię.

Jeśli zdania te niebezpiecznie zbliżają się do końca Waszego języka, ugryźcie się w niego. Ugryźcie się, albowiem jesteście bliscy zbłaźnienia się. A nam to po prostu nie wypada. Nie wypada nam, bo (tak!), wierzę, że mamy nieść kaganek oświaty. Również. Oprócz gromadzenia, przechowywania, udostępniania i katalogowania.

Czy kiedykolwiek przyszłoby Wam do głowy powiedzieć, „Och, filmy! Ostatni raz byłem/byłam w kinie na „Bolku i Lolku”. „Och, teatr! Ostatni raz byłem/byłam w teatrze w czwartej klasie podstawówki na „Czerwonym Kapturku”. „Och, książki! Ostatni raz czytałem/czytałam „Na jagody”. „Och, muzea, obrazy, rzeźby! Ostatni raz je widziałem/widziałam na wycieczce szkolnej w Pcimiu nad Wisłą”?

Powiedzielibyście tak? Bo sądzę, że poczulibyście się zażenowani. Bo może rzadko zdarza się chodzić do teatru, kina, może rzadko zdarza się przeczytać książkę, pójść do muzeum, do galerii (mam nadzieję, że jednak nie…). Ale nawet jeśli dzieci, praca, zakupy, obiady, spotkania z rodziną, wszystko to utrudnia obcowanie z kulturą, to przecież macie wszyscy zakodowane, że to jednak trochę wstyd.

A zatem, co jest zupełnie logiczne, Bracia i Siostry, dokładnie tak samo jest z komiksami.

Te zdania może (z naciskiem na „może”) byłyby uprawnione w Polsce jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

W ostatniej dekadzie jednak ukazało się tyle recenzji, tyle omówień – w gazetach codziennych, w tygodnikach, w czasopismach spejalistycznych (nie, nie tylko poświęconych komiksowi, również w literackich), ukazało się trochę audycji, rozmów, komiksy są omawiane w TVP Kultura… No, naprawdę, NIE WYPADA.

Przede wszystkim bowiem w ostatniej dekadzie ukazało się wiele komiksów znakomitych, zarówno polskich twórców, jak i tłumaczeń z przeróżnych języków.

Jeśli rzeczywiście ostatni raz ktoś z Was czytał w dzieciństwie, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Gdy je nadrobicie, zrozumiecie, że masa komiksów absolutnie nie jest dla dzieci. Zrozumiecie, że są komiksy wybitne, bardzo dobre, dobre, przeciętne, słabe, beznadziejne. Tak jak filmy, przedstawienia, książki, malarstwo, rzeźba, instalacje i wszelkie przejawy aktywności człowieka w kulturze – zdarzają się i wybitne, i beznadziejne. I, tak, tych drugich zawsze jest więcej. Istnieją komiksy – dzieła sztuki, komiksy środka, komiksy niszowe, komiksy-gnioty.

I dopiero, gdy nadrobicie te zaległości, gdy będą Wam coś mówiły nazwiska Willa Eisnera, Marjanne Satrapi, Arta Spiegelmana, Moebiusa, Tadeusza Baranowskiego, Krzysztofa Gawronkiewicza, Toma Gaulda, Howarda Cruse’a, Davida B., Alison Bechdel, Joana Sfara, Marzeny Sowy, Alana Moore’a, Guido Crepaxa, Michała Śledzińskiego i wielu innych, gdy te wszystkie nazwiska będą Wam coś mówiły, dopiero wtedy możecie powiedzieć, „ja komiksów nie czytam, bo ich nie lubię”. Dopiero wtedy macie do tego prawo.

Dlaczego głoszę to kazanie? Bo w ostatnich tygodniach spotkałem się z tym problemem kilkakrotnie. A odkąd zajmuję się komiksami – nie potrafię policzyć, ile razy.

Nie chodzi o to, że mamy wszyscy lubić i czytać komiksy.

Chodzi o to, by odczuwać wstyd, gdy się wypowie któreś z tych zdań. Chodzi o to, by odczuwać zażenowanie, gdy ktoś przy nas któreś z tych zdań wypowie.

Coś, co uchodziło jeszcze kilkanaście lat temu, teraz naprawdę NIE WYPADA.

Reklamy

12 comments

  1. Świetny tekst!! Tez mnie irytują wypowiedzi na ten temat osób, które czytały ostatni komiks 30 lat temu..

  2. Podoba mi się ten tekst. Aż sobie zajrzałam do komentarzy u siebie i proszę:
    „Szczerze przyznaję, że na komiksach się nie znam.”
    „Komiksy nigdy do mnie nie przemawiały, więc dla mnie to tak czy siak kompletny kosmos”
    „Komiksy mi się źle do tej pory kojarzyły (jakaś tam manga czy coś)… tymczasem okazuje się, że są dla ludzi :)”
    „Do komiksów nie zaglądałam kawał czasu i niestety bardzo w tyle jestem.”

  3. Dziękuję. Wiesz, nie chodzi o to, żeby się wszyscy znali. To, co drażni, to kategoryczne lub lekceważące sądy osób, które nie czytały/nie czytają. Trudno, żeby się wszyscy znali na wszystkim. Jeśli się nie znam na literaturze afrykańskiej, budowie samolotów, to się o nich nie wypowiadam, a zwłaszcza nie wartościująco. Ale miło, że Twoi komentujący przyznają, bez wartościowania właśnie, że są w tyle. To dobrze o nich świadczy.

  4. Prawda. Po prostu – komiks to medium, a nie gatunek. Polecam „Reading Comics” Douglasa Wolka, który mierzy się z tym problemem, chociaż używa wkurzającego mnie terminu „graphic novel”.
    A w latach 90. było kilka perełek – przede wszystkim „Zabójczy żart”, „Lobo”, „Thorgal”, „Szninkiel” i „Komiks-Fantastyka”.

    1. Dzięki. Co do graphic novel – mnie nie drażni (podobnie jak określenia innych gatunków – pasek choćby), ale wiem, że wielu drażni. Dla mnie powieść graficzna to gatunek w obrębie szerszego pojęcia jakim jest komiks w ogóle. Jednych drażni, innych nie. Pojęcie na tyle mocno się zakorzeniło, że chyba nie ma sensu z nim walczyć, nawet jesli ktoś go nie lubi.
      Co do perełek – zgadza się, ale to wszystko komiksy „środka” i głównie związane z nurtem fantasy/fantastyka. Poza tym Thorgal ukazuje się od lat siedemdziesiątych do dzisiaj, zatem trudno go do jakiejś konkretnej dekady przyporządkować. Szninkiel, jeśli dobrze pamiętam – to końcówka lat osiemdziesiątych (gdy dostałem w łapki, byłem jeszcze w siódmej albo ósmej klasie podstawówki, zatem muszę mieć rację). Pomimo tych perełek – lata dziewięćdziesiąte i pierwsza dekada XXI w. w Polsce jeśli chodzi o rynek komiksowy i publikacje – są nieporówywalne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s